Blog Roberta Błońskiego
RSS
piątek, 28 listopada 2008
 

Kamil Kosowski (rocznik 1977), Maciej Żurawski (1976), Tomasz Frankowski (1974), Damian Gorawski (1979), Marcin Baszczyński (1977) - to lista życzeń Henryka Kasperczaka, którą co jakiś czas publikują gazety. W piątek zrobił to „Przegląd Sportowy”. Przeczytaj tutaj

 

Czy powroty totalnych synów marnotrawnych, piłkarzy przegranych na Zachodzie lub Baszczyńskiego, który na Zachód nigdy nie wyjechał, Ligi Mistrzów nie zobaczył nigdzie poza telewizją, mają sens i pomogą utrzymać Górnika w lidze? Nawet, jeśli, to... czy są to zawodnicy z którymi w 2012 roku Górnik jest w stanie walczyć o mistrzostwo? Bo to jest chyba celem drużyny sponsorowanej przez Allianz, a nie samo w sobie utrzymanie.

 

Może i stateczni panowie zapewnią byt, choć wcale nie jest to takie pewne. Wiosna będzie bardzo ciężka, ledwie trzynaście meczów do rozegrania (w tym wyjazdowe spotkania z Legią, Wisłą, Śląskiem). Nikt nie da zabrzanom gwarancji utrzymania.

 

Czy nie lepiej wydać te setki tysięcy euro (tyle trzeba będzie przeznaczyć na wykup i indywidualne kontrakty oraz premie za utrzymanie) na innych zawodników? Którym się będzie chciało, którzy nie potraktują Zabrza jak ostatni przystanek w karierze? Dla nich utrzymanie to będzie - moim zdaniem - maksimum tego, co mogą dać i osiągnąć z Górnikiem.

 

Dlatego nie powinien kroczyć tą drogą. I zastanowić się, ile winy za całą sytuację ponosi Henryk Kasperczak, który z dziesięciu meczów wygrał jedno, dwa zremisował, siedem przegrał.

 
15:30, robert_blonski1973
Link Komentarze (10) »
środa, 26 listopada 2008

W piątek konkursem drużynowym rozpocznie się kolejny sezon w Pucharze Świata skoczków narciarskich.

W porównaniu z poprzednim zabraknie m.in. „Latającego Fina” Janne Ahonena. Niemieccy napisali po prostu „pierwszy sezon po Ahonenie” (ciekawe, czy za dwa lata napiszą „pierwszy sezon po Małyszu”). 105 razy na podium PŚ, 36 wygranych konkursów, pięć triumfów w Turnieju Czterech Skoczni, dwukrotny zdobywca Pucharu Świata, trzykrotny mistrz świata... Człowiek, który nigdy nie był mistrzem olimpijskim, ale jako pierwszy pofrunął w Planicy na 240 metr, tyle że nie ustał skoku...

31-letni Fin skończył karierę.

Tak jak m.in. Austriacy Martin Hoellwarth i Andreas Widhoelzl. Byli mistrzowie świata i olimpijscy (Widhoelzl).

W tym doborowym towarzystwie ludzi, których już na skoczniach nie zobaczymy znalazł się również... Robert Mateja. 34-latek z Chochołowa medali i zwycięstw nie ma. Miejsce na podium jedno - w konkursie drużynowym w grudniu 2001 roku w Villach. Na MŚ w Trondheim był w 1997 roku piąty. Awansował z czternastego miejsca po fantastycznym, drugim skoku, w którym uzyskał 98,5 m. Do medalu zabrakło mu półtora metra, a tamten konurs wygrał... Ahonen, który po pierwszej serii był ósmy.

Jak pokazała przyszłość, był to najlepszy wynik Roberta w życiu. W 1998 był drugi po pierwszej serii rozgrywanego w deszczu konkursu PŚ w Zakopanem. W drugim skoku wylądował o kilkanaście metrów bliżej niż w pierwszym i spadł na szóste miejsce. A do wygrania wystarczyło mu 100 metrów na Wielkiej Krokwi.

Dziś Mateja jest jednym z asystentów Łukasza Kruczka, Janne Ahonen odpowiada w fińskiej ekipie za sprzęt, a Hoellwarth został trenerem kadry estońskiej.

15:34, robert_blonski1973
Link Komentarze (3) »
czwartek, 20 listopada 2008

Jak postanowił trener, tak zrobili piłkarze. Po tym spotkaniu na jakiś przynajmniej czas zapomnimy, że mecz towarzyski w wykonaniu biało-czerwonych to była zwykle "katastrofa". Wczoraj nie była. A mecz przyniósł wiele pozytywów.

Łukasz Fabiański udowodnił, że może być numerem jeden. Odważny, pewny, wychodzący daleko poza pole bramkowe, by sięgnąć piłki. Kto miał jakiekolwiek wątpliwości, czy nadaje się do Premier League, może się ich wyzbyć. Do reprezentacji też się nadaje na numer jeden. Ciekawe, jak potoczą się losy Artura Boruca i czy wiosną dojdzie do rywalizacji między nimi. Wczoraj Fabiański zdecydowanie bardziej pomógł niż zaszkodził drużynie.

Dariusz Dudka. Czy w Dublinie narodził się nowy szef wszystkich szefów czyli dowódca obrony? Takie można mieć wrażenie. Bo zagrał świetnie, był wszędzie gdzie trzeba. Asekurował, wybijał, robił wślizgi, naprawiał błędy. A w 84. min miał interwencję roku 2008, kiedy wybił piłkę tuż sprzed linii brakowej. Odkupił wszystkie swoje winy i grzeszki. Pokazał, że jest piłkarzem.

Jakub Błaszczykowski. Wielkie talenty rodzą się i nad Wisłą. Rok czasu w Dortmundzie sprawił, że mamy gwiazdę europejskiego formatu. Kuba dojrzał na Zachodzie, przestał mieć kontuzje i szaleje. Postęp, jakiego dokonał, jest niesamowity. A ma dopiero 23 lata i wszystko przed nim. Przeciwko komu by nie grał, wywołuje respekt i szacunek u przeciwnika. Najważniejsza u niego jest stabilizacja formy. Kiedyś dobre mecze przeplatał z gorszymi. Teraz zawsze można na niego liczyć.

Łukasz Garguła. Pierwsza połowa przeciętna. Ale kiedy już dotykał piłkę, coś się działo. Pomocnik Bełchatowa miał udział przy wszystkich trzech golach. I za to należy się pochwała. Jego rozwój zahamowała kontuzja pachwiny w 2006 roku, bo już dawno mógł być dla kadry tym, kim jest w reprezentacji. Czyli dowódcą. Występem w Dublinie dał Beenhakkerowi możliwość manewru w środku pola.

Rafał Boguski. Pierwsza połowa słaba, w drugiej zagrał w piłkę i piłką. Drugi występ w kadrze, trema była spora. Wiele przed nim.

Robert Lewandowski. Kapitalna bramka, co za strzał. Trzy występy w kadrze, dwa trafienia. Momentami było po nim widać niedoświadczenie i to, że nawet w polskiej lidze gra dopiero od czterech miesięcy. Ale już teraz, w wieku 20 lat, jest lepszym piłkarzem niż jego menedżer Cezary Kucharski. Z czym zresztą uczestnik Ligi Mistrzów się zgadza. R. Lewandowski, do spółki z Pawłem Brożkiem, sprawili, że w tych eliminacjach można było zapomnieć o obrażonym i napuszonym Wichniarku.

Nie wiem, czy to nie zbyt karkołomna teza, ale po tym co zobaczyliśmy w Dublinie zaczynam mieć wrażenie, że porażka w Bratysławie była totalnym wypadkiem przy pracy, który drużynie Beenhakkera już się w tych eliminacjach nie powtórzy.

00:35, robert_blonski1973
Link Komentarze (9) »
środa, 19 listopada 2008

...które idealnie oddaje kilka naszych ostatnich meczów towarzyskich. To "katastrofa" - tak mówił kilkanaście godzin przed potyczką z Irlandią Leo Beenhakker.

W tym roku jednak Polska przegrywała i mecze towarzyskie i te najważniejsze - o punkty. Zespół Holendra potrafił zwyciężyć tylko Czechów (towarzysko i o punkty w eliminacjach MŚ). Poza tym przegrał Euro, poległ w eliminacjach na Słowacji, katastrofalnie zagrał towarzysko z USA w marcu w Krakowie. Wygrać udało się tylko z San Marino, Estonią, Finlandią i Albanią. Oprócz San Marino (el. MŚ) i Albanii (tuż przed Euro) kadra grała w krajowym zestawieniu i mecze nie miały żadnego znaczenia poza statystycznym.

Gdyby nie czeskie wyjątki (lutowy na Cyprze i październikowy w Chorzowie) byłby to rok żenująco słaby i wręcz wstydliwy dla polskiej reprezentacji.

Z Irlandią kadra zagra o poprawę mocno nadszarpniętego wizerunku. O odzyskanie wiary, że skoro może udać się w Dublinie, to za pięć miesięcy - w Belfaście - też można będzie wygrać wiosenną batalię o punkty el. MŚ.

Wygrana na Croke Park, choć żadnych punktów nie da, jest potrzebna wszystkim: piłkarzom, Beenhakkerowi i kibicom. Dlatego ten mecz jest tak istotny.

17:01, robert_blonski1973
Link Komentarze (5) »
wtorek, 18 listopada 2008

W poniedziałek po wieczornym treningu w irlandzkim Bray z niewielką grupką dziennikarzy porozmawiał jasnowłosy pomocnik kadry, Kuba Błaszczykowski. Opowiadał przeróżne historie, np. o specjalnej masce, w której ostatnio musiał grać z powodu złamanego nosa. Było też o środowym meczu z Irlandią.

No i padły pytania o transfer do Liverpoolu, o którym w ostatnich tygodniach tak głośno nie tylko w polskich gazetach. Kuba tylko się uśmiechał pod nosem i zapewniał jak to świetnie czuje się w Dortmundzie i że o transferze do Anglii nie słyszał.

Kiedy jednak padło pytanie, czy lubi zespół The Beatles - najsłynniejszą kapelę z Liveroolu - uśmiechnął się szeroko i tak powiedział: - To nie moje pokolenie, wolę inny rodzaj muzyki, na czym innym się wychowałem. Z repertuaru Beatlesów żadnego kawałka nie znam na pamięć. Rzadko ich słuchałem, ale... mam już ich jedną płytę. Dostałem od kogoś w prezencie.

Jeśli Liverpool wyda na niego 8-10 milionów euro, nie pojedzie do miasta Beatlesów nieprzygotowany. Znając jego charakter i umiejętności "Help" nie będzie piosenką, którą zanuci najczęściej.

Dziś wieczorem na sport.pl oraz w środę w "Gazecie Wyborczej" cała rozmowa z Kubą.

01:43, robert_blonski1973
Link Komentarze (9) »
środa, 12 listopada 2008

Przez cztery lata był rzecznikiem Polskiego Związku Piłki Nożnej, od wczoraj pracuje w Legii. 29-letni Michał Kocięba pokieruje również pracą działu PR. Zastąpi Wojciecha Hadaja. - Poproszę, może nie o sto, ale choć dziesięć dni spokoju - powiedział Kocięba, który skończył dziennikarstwo na UW (specjalizacja marketing medialny i public relations). Pracował w PAP i WOT. Od lipca 2002 do marca 2007 toku był rzecznikiem PZPN oraz oficerem prasowy reprezentacji Polski (za kadencji Pawła Janasa).

Z osiągnięć sportowych warto wspomnieć dwa wicemistrzostwa woj. radomskiego w koszykówce oraz występy w Mazowszu Grójec i Pilicy Białobrzegi. Obecnie gra w reprezentacji Polski dziennikarzy.

17:44, robert_blonski1973
Link Komentarze (2) »
środa, 05 listopada 2008

Artur Boruc już w tym roku w reprezentacji nie wystąpi. Nie dostał powołania na mecz z Irlandią w Dublinie.

To efekt wydarzeń w Bratysławie, gdzie bramkarz Celtiku zawalił gola i Polska przegrała wygrany już mecz ze Słowakami. Zamiast trzech punktów w eliminacjach MŚ było zero. Zamiast poczucia, że „jedną nogą jesteśmy już na afrykańskim mundialu” - poczucie zawodu i tego, że sytuacja wymyka się spod kontroli.

Dlatego Artur Boruc i trener Leo Beenhakker uznali, że „lepiej dla obu stron” będzie, jeśli... polski bramkarz podda się drobnemu zabiegowi kolana. Ból dokucza Borucowi od Euro, o zabiegu myślał od dawna, ale nie mógł znaleźć wolnego terminu i dwóch-trzech tygodni bez ważnego meczu (Liga Mistrzów lub kadra lub klub). Teraz nadarzyła się okazja.

Po przepięknym lecie (kapitalna gra na Euro, narodziny syna - z tej okazji Boruc ma na butach napis „Aluś” - od imienia synka, Aleksa) nadeszła katastrofalna jesień. Pijaństwo we Lwowie i dyskwalifikacja w kadrze. Grzywna od Celtiku (50 tys. funtów) za niesportowe zachowanie podczas zgrupowania w Portugalii i błędy z Glasgow Rangers, które kosztowały Celtic porażkę 2:4.

Tej jesieni to już nie jest ten sam bramkarz, którego znamy i pamiętamy z poprzednich miesięcy i wielkich imprez podczas których tylko on nie zawodził spośród polskich piłkarzy i grał na światowym poziomie, także w Lidze Mistrzów. - Nie kopcie Artura, przeżywa ciężkie chwile, nie tylko na boisku. Ale wyjdzie z tego - mówił po meczu w Bratysławie kapitan i przyjaciel bramkarza, Michał Żewłakow.

Nie powiedział o co chodzi, wystarczy napisać tyle, że Boruc nie miał w ostatnich miesiącach głowy „czystej” od problemów nie związanych z futbolem. To odbiło się, niestety, na jego formie sportowej. Błędy wynikały z tego, że głowę miał zaprzątniętą nie tylko futbolem.

Za dużo jednak dla tej drużyny zrobił, zbyt ważną był postacią, by zasłużyć teraz na potraktowanie jak kogoś zupełnie niepotrzebnego i nieprzydatnego. Tym bardziej, że kto wie, co będzie wiosną i jesienią przyszłego roku, kiedy Polska zagra mecze decydujące o losach awansu do finałów MŚ 2010.

Fabiańskiego czeka rezerwa w Arsenalu, Kowalewski jeszcze na razie jest przynajmniej o pół kroku za tą dwójką, Załuska jeszcze dalej. A Kuszczakowi wciąż nie po drodze z kadrą i Beenhakkerem oraz Fransem Hoekiem.

Dlatego dobrze, że Boruc musi mieć ten zabieg... Obie strony wychodzą z tej sytuacji z twarzą, nikt się na nikogo nie obrazi. A za ponad pół roku broniący z „czystą” głową Boruc znowu może ratować Polskę i wprowadzać ją na mundial.

 

 

19:13, robert_blonski1973
Link Komentarze (10) »