Blog Roberta Błońskiego
RSS
poniedziałek, 14 grudnia 2009

W weekend internetowe portale obiegła wiadomość, że sobotni mecz Celtiku Glasgow z Motherwell obejrzał na stadionie w Szkocji trener bramkarzy reprezentacji Polski Jacek Kazimierski.

- Bzdura, nie byłem w Szkocji. Nie wiem, skąd wzięła się ta absurdalna plotka. Jeszcze nie podpisałem kontraktu z PZPN, więc o żadnym oglądaniu kadrowiczów nie ma mowy - mówił Kazimierski podczas gali tygodnika "Piłka Nożna".

Boruc zagrał słabo, jego zespół wygrał  3:2, ale 29-letni bramkarz zawinił przy pierwszym golu dla Motherwell.

14:12, robert_blonski1973
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 07 grudnia 2009

Ciekawostka znaleziona na stronie skijumping.pl, której autorem jest pan Bohdan Żurowski.

Adam Małysz debiutował w PŚ czwartego stycznia 1995, w Turnieju Czterech Skoczni na skoczni Bergisel w Innsbrucku. W Lillehammer przekroczył barierę 70 kilometrów przelecianych w konkursach PŚ na nartach!

Adam startował w 305 konkursach. Po zsumowaniu wszystkich długości jego skoków, odległość wynosi 70 kilometrów i 19,5 m. To tyle, co z jego rodzinnej Wisły do Katowic albo z Warszawy do Skierniewic. Średnia odległość jednego skoku Małysza w każdym konkursie to prawie 115 m.

Gdyby założyć, że skoczkowie startujący w PŚ lecą ze średnią prędkością 90 km/h (na skoczniach normalnych prędkość jest mniejsza, na mamucich przekracza 100 km/h na progu) to Adam unosił się w powietrzu około 46 minut. 70 km w 46 minut? Samochodem na pewno nie byłoby szybciej.

Ile kilometrów Adam przeleciał w ciągu całej kariery - wliczając w to wszystkie skoki kwalifikacyjne, treningowe czy podczas różnych innych imprez - tego nie jest w stanie zliczyć nikt.

16:23, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 grudnia 2009

Kamil Stoch siódmy, Adam Małysz ósmy, Krzysztof Miętus 12., a Marcin Bachleda 15. - to wyniki niedzielnego konkursu w Lillehammer.

Tak wysoko czterech Polaków zimą nie było nigdy w historii.

Gdyby to był olimpijski konkurs drużynowy Polska zdobyłaby...złoty medal. Wyprzedziłaby Niemców i Austriaków.

Kiedy trener Łukasz Kruczek mówił przed sezonem, że liczy na medal w drużynówce w Vancouver wielu uśmiechało się  pod nosem. A naprawdę wierzył w to (i wierzy) tylko prawdopodobnie Kruczek, jego asystenci oraz zawodnicy.

Na razie, w trzech pierwszych konkursach PŚ, punkty zdobyło pięciu Polaków. Małysz zajął miejsce na podium.

A tydzień temu Justyna Kowalczyk wygrała sprint w Kuusamo i była liderką PŚ w biegach...

Olimpiada w Vancouwer za dwa miesiące. Czy będą to najbardziej niezapomniane igrzyska w historii? Mogą być...

19:05, robert_blonski1973
Link Komentarze (4) »
czwartek, 03 grudnia 2009

Adam Małysz, syn Jana i Ewy (z domu Szturc), skończył we czwartek 32 lata. Urodziny, jak zwykle, obchodził w Norwegii. W pierwszy weekend grudnia skakano przeważnie w Trondheim - tym razem (z powodów technicznych) - zawody przeniesiono do Lillehammer, gdzie Małysz był jeszcze niedawno rekordzistą skoczni. Ale nigdy nie wygrał konkursu.

Ci, którzy go znają i mu kibicują nie będą mieli problemu z wymyśleniem urodzinowych życzeń. Złoty medal olimpijski w Vancouver to niespełnione dotąd marzenie czterokrotnego mistrza świata i czterokrotnego zdobywcy Pucharu Świata w skokach narciarskich.

Przed wojną, Arkady Fiedler, opisał swoją wyprawę do Kanady w książce „Kanada pachnąca żywicą”.

Czy na koniec kariery jeden z rozdziałów książki Małysza będzie nosił tytuł „Kanada pachnąca złotem”?

12:35, robert_blonski1973
Link Komentarze (2) »
środa, 02 grudnia 2009

Zwycięstwa z Bełchatowem oraz innymi zespołami czołówki ekstraklasy nie mogą zaciemnić obrazu drużyny z Łazienkowskiej. Tyle kontuzji w Legii nie może być przypadkiem. Trener Urban powinien domagać się wyciągnięcia konsekwencji

Legia, żeby zdetronizować Wisłę i odzyskać tytuł, potrzebuje wzmocnień, a rewolucja kadrowa powinna zacząć się już zimą. - Inaczej mistrz Polski będzie wyłącznie mistrzem własnego podwórka, a w pucharach nie osiągnie nic - mówił po wygranej w Bełchatowie trener Jan Urban. W połowie października sytuacja jego i Legii była tragiczna. Po dziesięciu kolejkach wicemistrzowie Polski byli na czwartym miejscu z siedmioma punktami straty do Wisły i perspektywą meczu z mistrzem kraju na jego stadionie - w Sosnowcu.

Cierpliwość kończyła się właścicielom, choć prezes Leszek Miklas - oficjalnie - nie postawił trenerowi ultimatum. Zapewnił, że Urban ma pełne poparcie do końca roku i dodał, że z siedmiu ostatnich spotkań ligowych Legia musi wygrać przynajmniej sześć. Rozliczenie ma nastąpić na koniec kalendarzowego roku.

Urban, na razie, wyszedł z opresji obronną ręką, choć sytuację kadrową - w pewnym momencie - miał tragiczną. Kolejni piłkarze doznawali urazów albo wylatywali za kartki. Trener musiał klecić zespół naprędce i wystawiać w jedenastce rezerwowych (Paluchowski, Jędrzejczyk, Smoliński czy ostatnio nawet Kumbev, który sezon zaczął poza ławką rezerwowych , oraz Żyrę z Koseckim z Młodej Legii).

Co Legii nie zabiło, to ją wzmocniło - wygrała z Wisłą w Sosnowcu, pokonała ówczesnego wicelidera z Chorzowa oraz Koronę w Warszawie i Bełchatów na jego stadionie. Punkty straciła w derby, co zresztą idealnie wpisuje się w obraz zespołu jesienią. Wygląda, że Legia jest "drużyną od zadań - jak na polską ligę - wielkich", czyli zwycięstw z bezpośrednimi konkurentami do tytułu, z którymi nie straciła nawet gola. Słabym drużynom broniącym się przed spadkiem nie potrafiła ich strzelać i dlatego nie jest liderem.

Jeśli odmieni zwyczaje z rundy jesiennej (w piątek rozpoczynają się rewanże) i wygra dwa ostatnie spotkania, to - w najgorszym wypadku - będzie w tabeli tylko o jedno zwycięstwo za Wisłą. Zespół Macieja Skorży gra w niedzielę w Chorzowie z trzecim w tabeli Ruchem. Jeśli dystans się nie powiększy, skończą się spekulacje dotyczące zmiany trenera. Urban zasłużenie i sprawiedliwie zachowa posadę, ale - po rundzie - sam powinien domagać się rozliczenia pewnych kwestii.

Przede wszystkim chodzi o zdrowie zawodników - nie może być przypadkiem, że w jednej rundzie urazy mają Takesure Chinyama (kolano), Bartłomiej Grzelak (mięśnie brzucha, dwugłowy), Dickson Choto (mięsień czworogłowy), Marcin Mięciel (mięsień przywodziciel), Adrian Paluchowski (więzadła w kolanie), Tomasz Jarzębowski (kolano) Wojciech Szala (ścięgno Achillesa, mięsień uda), Piotr Giza (złamane żebro), Jakub Rzeźniczak (silne stłuczenie kolana), Maciej Rybus (stłuczony palec) i Maciej Iwański (mięśnie brzucha). I nie jest to wyjątkowa pod tym względem runda. Tylko kolejna.

Najważniejszą kwestią są jednak wzmocnienia - trener musi nalegać na kilku nowych zawodników.

Najpierw należałoby - za wszelką cenę - przedłużyć kontrakt z Janem Muchą. Umowa słowackiego bramkarza kończy się w czerwcu, teoretycznie w styczniu może on podpisać kontrakt z innym klubem i po sezonie opuścić Legię. 27-letni bramkarz po raz kolejny jest najlepszym piłkarzem Legii w całym sezonie, dzięki jego interwencjom drużyna liczy się w walce o tytuł. Zasługuje na gwiazdorski kontrakt. Przecież Legia może mu zaproponować minimum 300 tys. euro rocznie i wpisać w nową umowę klauzulę odejścia satysfakcjonującą obie strony (2,5-3 mln euro). Po, ewentualnie, udanym dla Muchy mundialu kwota nie odstraszy dobrych klubów, a Legii zapewni środki na następcę. Jeśli nie byłoby chętnych, Legia zostałaby z fantastycznym, dobrze czującym się w Legii i Warszawie bramkarzem.

Zadaniem dyrektora sportowego i skautów będzie znalezienie defensywnego pomocnika, lewego pomocnika oraz napastnika. W czerwcu kontakty kończą się siedmiu zawodnikom (Kiełbowicz, Szala, Jarzębowski, Smoliński, Szałachowski, Grzelak, Mięciel i Paluchowski). I trener zapowiedział, że jeśli dojdzie do kadrowej rewolucji , to raczej dopiero latem, a nie zimą. Realnie ocenił rzeczywistość i stan klubowej kasy, ale też jasno zasugerował, że obecny zespół stać co najwyżej na zostanie mistrzem słabej Ekstraklasy. Aspiracje na pewno sięgają wyżej. Z trzema-czterema ponadprzeciętnymi zawodnikami, z dwoma utalentowanymi młokosami i kilkoma przyzwoitymi jak na ligowe warunki graczami można wygrywać z Wisłą i Lechem, ale w Europie błysnąć się nie da. Momentami Urban wyciska z tej drużyny więcej niż może, ale zdarzają się też chwile, gdy górą jest przeciętniactwo. Wtedy żaden trener nie pomoże. Z rewolucją nie ma co czekać - trzeba ją zacząć zimą i dokończyć latem.

18:48, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »