Blog Roberta Błońskiego
RSS
sobota, 21 marca 2009

Słowenka i Polka spotkały się obok podium w Falun. Bohaterki tego sezonu w Pucharze Świata zamieniły ze sobą kilka zdań. Z uśmiechem i szacunkiem.

Petra Majdić: Justyna, co ty wyprawiasz? Nie tak miało to wyglądać. Chciałam cię dziś „zabić” na 5 km klasykiem. To miało być moje pół dystansu. Pobiegłam na „full”.

Justyna Kowalczyk: No, ale jak widać, to nie był jeszcze mój „full”.

Majdić: Jak ty to jeszcze wytrzymujesz, jak dajesz radę?

Kowalczyk: Ledwo.

W niedzielę od 14.15 bieg na 10 km techniką dowolną o Puchar Świata. Justyna Kowalczyk jeszcze nigdy nie była liderką PŚ. Jeśli odbierze Majdić żółtą koszulkę, to otrzyma ją od razu w pakiecie z Kryształową Kulą...

17:57, robert_blonski1973
Link Komentarze (4) »
piątek, 20 marca 2009

Jeszcze trzy starty, 22,5 km i będzie jasne, dla kogo Kryształowa Kula za Puchar Świata w biegach. Justyna Kowalczyk traci 115 punktów do Słowenki Petry Majdić i właściwie tylko one liczą się w tym pojedynku.

 

Co osiągnęły w tym sezonie w PŚ. Niech powiedzą o tym liczby.

 

Starty na dystansach.

 

Majdić – startowała w 13 z 16 biegów. Raz wygrała (30 km w Trondheim), raz była druga, dwa razy trzecia. Raz czwarta, raz piąta, dwukrotnie szósta, raz siódma. Zajmowała też lokaty: 16., 18., 19. i 20. Zdobyła 502 punkty czyli 38,6 na bieg. W klasyfikacji PŚ jest piąta.

 

Kowalczyk – startowała we wszystkich 15 biegach (jeden, w Rybińsku był odwołany ze względu na zbyt duży mróz). Siedem razy była na podium (cztery zwycięstwa, jedno drugie miejsce i dwukrotnie trzecia). Trzy razy czwarta, raz piąta, dwukrotnie siódma. Raz dwunasta i raz piętnasta (w Val di Fiemme na 10 km). Razem 896 punktów, średnio 59,73 pkt. na bieg. Polka zdobyła już małą Kryształową Kulę za biegi na dystansach, bez względu na to jak zakończy się finał PŚ w Falun.

 

SPRINTY

 

Majdić – startowała w 11 z 12 sprintów w tym sezonie (nie pojechała tylko do Vancouver). Osiem razy wygrała, raz była druga, raz trzecia i raz siódma (31 stycznia w Rybińsku). Zdobyła 875 punktów czyli średnio 79,54 na bieg. Zapewniła już sobie małą Kryształową Kulę PŚ za sprinty.

 

Kowalczyk – biegła w 11 sprintach (opuściła tylko grudniowy start po ulicach Duesseldorfu). Raz była druga, dwa razy trzecia, raz piąta, dwukrotnie siódma, raz dziesiąta i dwa razy jedenasta. Poza tym 21. i 26. Zdobyła 404 punkty (średnio 36,72 na start) i jest czwarta w klasyfikacji generalnej sprintu.

 

OGÓŁEM

 

Majdić – 24 starty (na 28). Dziewięć zwycięstw plus pięć miejsc na niższych stopniach podium. 1617 punktów

 

Kowalczyk – 26 startów. Cztery wygrane plus sześć miejsc na niższych stopniach podium. 1502 punkty.

 

Trzeba pamiętać, że podczas Tour de Ski punkty przyznawane są według innych zasad niż zwyczajowo. Za wygranie pojedynczego biegu jest 50 pkt., za zwycięstwo w TdS – dodatkowe 400. W TdS Majdić była trzecia, Kowalczyk czwarta.

 

O 12.30 prolog finału PŚ w Falun – bieg na 2,5 km. Polka startuje ósma od końca, Majdić – jako ostatnia.

 
11:58, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 marca 2009

Aż 716 dni czekał Orzeł z Wisły, by wrócić na podium Pucharu Świata. Uczynił to w wielkim stylu, awansując z 12. na trzecie miejsce. O skoku z drugiej serii na 127 metr powiedział, że był mistrzowski, jak za najlepszych czasów.

Takanobu Okabe, na swoje piąte zwycięstwo w PŚ czekał… 11 (jedenaście) lat! Poprzednio wygrał w norweskim Vikersund 1 marca 1998 roku. Ciekawostka – Robert Mateja był w tamtym konkursie ósmy, a Małysz – 55.

Okabe został we wtorek najstarszym skoczkiem, który wygrał zawody PŚ. 10 marca 2008 roku ma (miał, dla tych co przeczytają w środę i później) dokładnie 38 lat, cztery miesiące i 12 dni!

Poprzednim najstarszym skoczkiem, który triumfował w PŚ był inny Japończyk – Noriaki Kasai. 28 lutego 2004 roku miał 31 lat, osiem miesięcy i 22 dni.

I jeszcze jedno: to 75. podium Adama w PŚ. Legenda skoków, Fin Matti Nykaennen ma o jedno „pudło” więcej. A wracający w następnym sezonie do PŚ Janne Ahonen – 105.

 

PS. Statystyki ze strony skokinarciarskie.pl

22:09, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 02 marca 2009

Odpaliło i to w najważniejszym momencie sezonu - cieszył się po sobotniej dekoracji w Libercu Łukasz Kruczek. Trzech trenowanych przez niego zawodników i Adam Małysz (trener Hannu Lepistoe) odebrało właśnie kryształy za czwarte miejsce w konkursie drużynowym mistrzostw świata.

 

Tak dobrze, w najważniejszej imprezie rangi światowej, nie było nigdy. Kruczek jest pierwszym trenerem, któremu udało się coś, co dla poprzedników było nieosiągalne. Po raz pierwszy na tak ważnej imprezie trzech zawodników (Małysza z tej klasyfikacji wyłączam, on od lat był ponadprzeciętny, choć akurat w Libercu skakał ledwie przyzwoicie, a konkurs i 22. lokatę na normalnej skoczni wprost nazwał „porażką”) skoczyło na miarę swoich możliwości i umiejętności. A nawet lepiej. Skoki Stefana Huli były wręcz rewelacyjne.

 

Polscy skoczkowie byli o krok od medalu, ale nie dlatego, że wykorzystali słabość innych. Tylko, jak ładnie zauważyli koledzy z „Supergiganta” sami sobie to czwarte miejsce wywalczyli. Jako jedyni, oprócz Austriaków, mieli wszystkie osiem prób powyżej 120 metra!

 

Nie wiadomo, ile w tym przypadku, że akurat w Libercu trenowani przez Kruczka skoczkowie osiągnęli wysoką formę. Pewnie niewiele, bo na treningach również nie zawodzili, a ich skoki były bardzo przyzwoite i powtarzalnie równe. Doszło nawet do tego, że przed konkursem na dużej skoczni do ostatniej próby nie było wiadomo, których czterech (z sześciu) zawodników wybierze trener.

 

Łukasz Kruczek, wynikami w Libercu (czwarte miejsce Kamila Stocha na normalnej skoczni, czwarte w drużynie) zdecydowanie obronił swoją pozycję i spełnił to, co obiecał. - Przed sezonem mówiłem, że w Libercu jeden z zawodników będzie walczył o medal indywidualny. I naprawdę wcale nie miałem na myśli Adama - uśmiechał się trener w ubiegłym tygodniu.

 

Jego na wierzchu, a na olimpiadzie może być jeszcze lepiej. Możliwości ci skoczkowie mają, pewnie nigdy nie będzie takiego błysku jak u Małysza za najlepszych lat. Niech ustabilizują formę, skaczą równo i wyłącznie na miarę możliwości (koniec pierwszej, środek drugiej albo trzeciej dziesiątki). A ich lider, Adam Małysz, chce się odrodzić właśnie na starty w Vancouver.

 

- Mam dwa marzenia: złoty medal na olimpiadzie i sukces w drużynie - mówił kiedyś. Po tym, co wydarzyło się w Libercu, nie wiadomo, które jest bliżej spełnienia. A może i oba?

 W każdym razie w Libercu polska drużyna skoczków przestała wreszcie składać się z Małysza i trzech dowolnie wybranych „nielotów”.
16:02, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »