Blog Roberta Błońskiego
RSS
sobota, 19 czerwca 2010

Tydzień temu, w sobotę, po raz pierwszy zobaczyłem ich na żywo

Zwartą, silną grupą nasi piłkarze ręczni – u trenerem Bogdanem Wentą na czele -  przedefilowali na warszawskim Żoliborzu, by swoją obecnością uświetnić Piknik Olimpijski.

Wielcy jak dęby. Chłopy na schwał. Barczyści, wysocy i niewywrotni. Zdecydowanie więksi niż widać to w telewizji.

Na parkiecie wiele razy dostarczyli mi ogromnych sportowych emocji. Zdecydowanie większych niż siatkarze i koszykarze razem wzięci. Dla mnie piłka ręczna to bardziej widowiskowa dyscyplina od wymienionych. Porażki, i to denerwujące, im się zdarzały, ale do sukcesów i zwycięstw zawsze dokładali element w sporcie najważniejszy. Charakter. Czyli to, czego brakuje większości naszych piłkarzy nożnych.

Krótko mówiąc – zawsze było widać, że „chłopaki Wenty” mają jaja. Nigdy nie pękali, nikogo się nie bali. Pokazywali, że są drużyną, tworzą świetnie funkcjonujący organizm. Razem walczyli i razem się bawili. Powiedzenie „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” pasuje do nich jak do żadnej polskiej reprezentacji – porównanie wytrzymuje chyba tylko osada wioślarzy (czterokrotni mistrzowie świata i złoci medaliści igrzysk olimpijskich w Pekinie).

I teraz nagle, totalnie przypadkowo oko stracił Karol Bielecki, po którego rzutach z kilkunastu metrów piłka mknęła z zawrotną prędkości i niemal rozrywała siatkę. Musi skończyć karierę. Czy zespół Wenty już nigdy nie będzie taki sam? Jak sobie poradzi z tą stratą?

Strzelec wyborowy doznał urazu w ogniu walki na parkiecie, obok kolegów. Oglądając piłkarzy ręcznych Wenty zawsze miałem wrażenie, że przed nimi więcej sukcesów niż za. Nie ma ludzi niezastąpionych, więc trzeba mieć nadzieję, że co zespołu Wenty nie zabije, to go wzmocni. Strata Bieleckiego niech będzie dodatkową motywację do kolejnych zwycięstw. Niech jeszcze bardziej pokażą swój charakter.

07:52, robert_blonski1973
Link Komentarze (11) »