Blog Roberta Błońskiego
RSS
czwartek, 31 lipca 2008

Ja wiem, że za wcześnie, że jedna jaskółka wiosny nie czyni i że rywal nie był za mocny. Ale Sławomir Peszko błysnął mocnym światłem na prawym skrzydle Lecha w meczu z ambitnymi i wybieganymi Azerami. Peszko to piłkarz, którego Franciszek Smuda pokocha na pewno. Za jego cechy i charakterystykę. Biegający od pierwszej do ostatniej minuty, walczący, dryblujący i, co u urodzonych nad Wisłą piłkarzy rzadkie - dobrze dośrodkowujący w pełnym biegu. Bez kompleksów (trudno było je mieć wobec tak niewymagającego rywala) - Peszko patrzył tylko na siebie i szukał kolegów w polu karnym, przeciwników mijał lekko, łatwo i przyjemnie.

Tak przynajmniej Peszko wygladał we czwartek - jak maszynista rozpędzający lokomotywę. Nikt mu nie odbierze szybkości, której tak brakowało Polakom na Euro. Futbolowej ogłady i taktycznego rozumienia futbolu nauczy się u Leo Beenhakkera - jest powołany na konsultację do Wronek (4-6 sierpnia) i mecz z Maccabi Hajfa.

Porównanie na wyrost - jak cały zachwyt i bardzo dobre słowo dla Peszki i o Peszcze. Ale na prawym skrzydle polskiej reprezentacji biega już ktoś, o kim Leo powiedział, że znaczy dla polskiej drużyny tyle, ile Ronaldo dla Portugalii. Czyli Jakub Błaszczykowski.

Peszko drugim Kubą? A czemu nie! Ma przynajmniej zadatki :-)

Parę słów o bohaterze. Urodził się w Jedliczach, w lutym 1985 roku (Błaszczykowski jest młodszy o 10 miesięcy - urodził się w grudniu 1985). Peszko to wychowanek Nafty Jedlicze. Od wiosny 2002 w Orlenie, później Wiśle Płock. Zimą tego roku podpisał kontrakt z Lechem, do którego - za darmo (koniec kontraktu) - dołączył przed tym sezonem.

 

23:40, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »

Nasza ekstraklasa, poziomem, jeszcze długo nie będzie dorównywać najlepszym. A, że chce liczyć się w Europie wszyscy ważni i ważniejsi postanowili zostawić daleko z tyłu europejskie potęgi pod względem... inauguracji nowego sezonu.

Na razie zostawiliśmy daleko w tyle Rosjan, Ukraińców, Austriaków i Rumunów. Na Wschodzie sezon w pełni (Rosjanie grają systemem wiosna-jesień), w Austrii i Rumunii już zaczęli. W ten weekend nikt, ze znaczących w Europie, nie wraca na boiska, więc nie ma sensu wychodzić przed szereg.

Za tydzień startują: Francuzi, Szkoci i angielska Division One. Tydzień później: Premier League, Belgowie, Serbowie i Niemcy, a w ostatni weekend sierpnia Hiszpanie, Włosi i Holendrzy.

Panie i Panowie z Ekstraklasy, PZPN oraz Trybunału Arbitrażowego przy PKOl.: został Wam miesiąc czasu. Zwlekajcie, odkładajcie, debatujcie, wynajdujcie paragrafy, dokumenty, artykuły, zbierajcie się na ważnych naradach i posiedzeniach. Spowodujcie, byśmy byli najlepsi w Europie i rozpoczęli sezon później od innych. Polscy piłkarze, z reguły są wolniejsi, od przeciwników. Nasza liga ma szanse wystartować najpóźniej w Europie. Za to potem rozgrywki nabiorą niesłychanego tempa.

Śledząc to, co się dzieje, nasuwa się jeden tylko cytat z „Seksmisji”: „niezły burdel siostrzyczki macie w tym archeo”. Gdzie archeo jak ulał pasuje do pewnej, mocno skostniałej instytucji:-)

PS. Wiceprezes PZPN, Eugeniusz Kolator, zapewnił, że ekstraklasa „na pewno” ruszy za tydzień. Ja w to nie uwierzę, dopóki nie zobaczę piłkarzy na boisku.

PSII. Rzecznik Ekstraklasy, Adrian Skubis, dodał, że w trzeciej kolejce nie będzie zmieniony terminarz nawet, jeśli liga zostanie poszerzona o Zagłębie i Koronę. Wtedy za tydzień Korona z Zagłębiem zagrają o punkty między sobą. A kto z kim zagra w czwartej kolejce?

17:37, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »

Co będzie z Maciejem Skorżą, jeśli Wisła nie wyeliminuje Beitara? Nic, chciałoby się napisać, bo za tydzień tematu w ogóle nie będzie. Mistrzowie Polski odeślą mistrzów Izraela do Jerozolimy z dwoma-trzema bramkami i temat się skończy.

Nim jednak się skończy, po porażce w pierwszym meczu 1:2 pytanie: co ze Skorżą jeśli Wisła odpadnie, pozostaje. W tym miejscu przypomnę fragment swojej ubiegłorocznej rozmowy z trenerem krakowian:

„Czuje się pan zaakceptowany przez krakowskie środowisko? Oczekiwania są bardzo duże.

Nie patrzę na to. Cała moja praca we Wronkach i w Grodzisku przebiegała w cieniu aluzji, że jestem warszawiakiem. W Krakowie jest to samo. Niedawno jeden ze starszych krakusów z piłkarskiego środowiska powiedział mi tak: "Maciek, nie zdziw się, ale my tu zawsze będziemy woleć swoich. Cokolwiek byś zrobił, jesteś z zewnątrz". Akceptuję to. Ale w pewnym momencie ktoś na mnie postawił, dał mi cel do zrealizowania i tego się trzymam. Jeśli uznają, że mój czas dobiegł końca, to sobie podziękujemy”.

A cała rozmowa tutaj

Wywiad, razem z krakowskim korespondentem GW Andrzejem Klembą robiliśmy na początku listopada 2007. Skorża był roześmiany, wyluzowany, anegdotami sypał jak z rękawa. Omal nie spóźnił się na trening. Był pełen werwy i optymizmu.

Miał powody. Z Wisły, która parę miesięcy wcześniej zdobyła ósme miejsce, z tymi samymi zawodnikami, zrobił drużynę, która już od grudnia mogła mrozić szampany z okazji tytułu mistrza Polski i przygotowywać się do Ligi Mistrzów. Trener dostał obietnice transferów, dokupienie kilku nowych zawodników i, latem, po kilkumiesięcznym zgraniu zespołu, walkę o Champions League. Miało ( i, na razie, ma) być „do pięciu razy sztuka”.

Jednak wiosna była mniej efektowna niż jesień, wygrane już nie tak spektakularne. Do tego doszły porażki z Legią w lidze i finale Pucharu Polski. A Bogusław Cupiał bardzo nie lubi porażek z Legią. „Krakowskie środowisko piłkarskie” - jak je nazywa Skorża, kręciło nosem. I zaczęły się szepty, wypominania, pretensje i narzekania....

Latem, podczas Euro, rozmawiałem z trenerem Czesławem Michniewiczem. Porównał sytuację Skorży do swojej. Kiedy rok wcześniej zdobywał mistrzostwo, w Lubinie chciano mu stawiać pomnik, piłkarze kochali, działacze wysławiali pod niebiosa. Obiecywali wzmocnienia i transfery. Oraz atak na Ligę Mistrzów. Skończyło się na obietnicach i II rundzie kwalifikacyjnej. Potem piłkarze zwolnili trenera (po porażce w Białymstoku) i Michniewicz dziś jest w Arce Gdynia.

Teraz Wisła Skorży przegrał pierwszy mecz w Jerozolimie, drużyna nie została wzmocniona przed eliminacjami, choć o bramkarza i środkowego obrońcę aż się prosi. I to nie od meczu z Beitarem, a od początku rundy wiosennej. Jeśli Wisła nie wyeliminuje Beitaru, Skorża będzie miał niezwykle ciężko przekonać do siebie krakowskie środowisko. - Maciek powinien uprzedzić wypadki i, widząc co się dzieje, być mądrzejszym ode mnie i odejść przed sezonem - mówił Michniewicz.

Skorża został. Ambitny jest niemniej niż Michniewicz. Z Beitarem jeszcze nie odpadł, ale jeśli nie uda się odrobić strat, czy prezesowi Cupiałowi wystarczy cierpliwości? Krakowskie środowisko piłkarskie będzie miało „używanie”. Oby trener nie został sam na placu boju - tak skroił garnitur, jak mu materiało starczyło. Niezależnie jednak od wszystkiego, Wisła awansować powinna, bo od Beitaru jest lepsza.

Jeśli nie, Skorża może być pierwszym trenerem, który straci pracę... Moim zdaniem byłoby szkoda, pocieszam się, że - mimo wszystko - nie będzie tematu.

PS. Z Krakowa dotarły właśnie niewesołe wieści: z Beitarem nie gra Głowacki. Na środku obrony zastąpi go boczny obrońca, Czech Szinglar. Nie będzie też Zieńczuka (czerwona kartka)... Tak czy inaczej - będą emocje.

17:18, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »

Całkiem jeszcze niedawno prawie cały lipiec przeznaczony był na wakacje, odpoczynek i tzw. sezon ogórkowy. Nie działo się w polskiej piłce nic. Czasem jakiś zespół zagrał w totalnie lekceważonym Pucharze Intertoto (albo Lata) i to było wszystko.

Emocje towarzyszyły tylko transferom i transferowym plotkom. Albo letniemu „ładowaniu akumulatorów”. Lata mijały, polski futbol i nasza liga upadała coraz niżej, ale wakacyjny termin niezmiennie pozostawał ubogi w emocje. Niemal cały lipiec był wolny od piłkarskich.

Na przełomie lipca i sierpnia zaczynała się liga (pamiętacie kolejki w kioskach po Skarb Kibica „PS”?), potem przychodziły emocje w Pucharze Europy, UEFA i Zdobywców Pucharów. Potem była Liga Mistrzów i Puchar UEFA. Jesienią kadra grała mecze eliminacyjne i kibic był usatysfakcjonowany niemal do zimy.

Jeszcze dwa lata temu Wisła grała w fazie grupowej Pucharu UEFA (trzy punkty w czterech meczach) i odpadła w grudniu 2006 roku.

Rok poprzedni to Zagłębie Lubin i jego pożegnanie z LM (0:1 i 1:2 ze Steauą Bukareszt) oraz pucharami na początku sierpnia. To GKS Bełchatów i pożegnanie z UEFA w drugiej rundzie kwalifikacyjnej na koniec sierpnia (1:1 i 2:4 u siebie z Dnipro Dnipropietrowsk). Najdłużej wytrwał Groclin - w połowie września i na początku października przegrał po 0:1 z Crveną Zvezdą Belgrad. Puchary dla polskich klubów skończyły się wtedy, gdy inni zaczynali poważne granie w fazach grupowych LM i UEFA.

Czy w tym roku czeka nas to samo? Na razie Cracovia powtórzyła wyczyn Lecha sprzed roku i odpadła z Intertoto w pierwszej rundzie czyli wtedy, kiedy inni piłkarze w Europie jeszcze nie wrócili z urlopów.

Wisła - mimo porażki - powinna wyeliminować Beitar i zagrać minimum w I rundzie UEFA. Lech ma awans do II rundy kwalifikacji UEFA zapewniony, po wygranej wyjazdowego meczu z Chazarem. Za chwilę siadam przed telewizorem zobaczyć, czy Legia poradzi sobie z FK Homel...

Kiedyś futbolowe emocje dla polskich kibiców nie szły w parze z letnimi upałami. Teraz musimy denerwować się i żyć w niepewności w czasie największych upałów.

Dla ciekawych: II runda kwalifikacyjna UEFA 14 i 28 sierpnia; III runda eliminacji do LM - 15 i 29 sierpnia. I runda Pucharu UEFA 18 września i 2 października, faza grupowa - od 23 października. Start fazy grupowej LM - 16 września.

Początek kalendarzowej jesieni - 23 września. Która z polskich drużyn dotrwa?

PS. Na szczęście na późne lato i jesień zaplanowane są cztery mecze eliminacji MŚ. 6 września Polska gra ze Słowenią we Wrocławiu. Hitem będzie mecz z Czechami 11 października w Chorzowie. Z San Marino i Słowacją Polska zagra we wrześniu i październiku na wyjazdach.

16:40, robert_blonski1973
Link Komentarze (3) »