Blog Roberta Błońskiego
RSS
piątek, 29 sierpnia 2008

Jeszcze szybciej niż stał się nadzieją polskiego futbolu na napastnika europejskiej klasy, jego gwiazda zgasła. Radosław Matusiak, w wieku 26 lat, przegrał sam ze sobą. I uciekł od futbolu, żeby mieć spokój.

Jesień 2006 to najpiękniejszy okres w życiu Matusiaka. Wrzesień, październik i listopad to gole w eliminacjach ME i zapierające dech w piersiach akcje z Łukaszem Gargułą w Bełchatowie. Dziewięć trafień w lidze wyniosło Matusiaka na szczyt. Stał się ulubieńcem dziennikarzy - elokwentny, rozmowny, mający szerokie zainteresowania. Słowem - człowiek, z którym wywiady nigdy nie były nudne. Miał w miarę krytyczne spojrzenie nawet na to, co robi, na swoją grę, poziom polskiej piłki.

Ale kim był Matusiak przed jesienią 2006? Jako junior, w 1999 roku został wicemistrzem Europy do lat 16. Statystyki ligowe pochodzą ze strony 90 minut.pl.

97/98 i 98/99: ŁKS Łódź (0 występów, 0 goli);

99/00: ŁKS (4 występy, 0 goli);

00/01 i 01/02 ŁKS (II liga);

02/03 (jesień): Szczakowianka Jaworzno ( 11 występów, 0 goli);

02/03 (wiosna): ŁKS (II liga);

03/04: Wisła Płock (14 meczów, 0 goli);

04/05: GKS Bełchatów (II liga);

05/06: GKS Bełchatów (30 meczów, 11 goli);

06/07 (jesień): Bełchatów (15 występów, 9 bramek).

A co było później? Zimą transfer do Palermo i totalny upadek piłkarza. Powyższe zestawienie pokazuje, że to w 2006 roku stało się coś niewyobrażalnego. Matusiak wręcz eksplodował formą, zachwycił i oczarował nie tylko polskich kibiców.

Po wyjeździe zgasł. Wszystko wróciło do normy. Od wiosny 2007 do czerwca 2008 rozegrał 21 meczów w trzech klubach, strzelił trzy gole. Dla każdej drużyny, w której występował (Palermo, Heerenveen i Wisła) sprawiedliwie - po jednym. Leczył urazy, forma odeszła bezpowrotnie...

A może wrócił poziom sprzed tego pięknego dla Matusiaka, 2006 roku? Piłkarz pogubił się na boisku, pogubił w życiu prywatnym. Pojawiły się plotki, ale dość mocno potwierdzane, o hazardzie, kasynach, alkoholu... Piłkarz zniknął po poprzednim sezonie. Nie pojechał na Euro, wrócił do Holandii.

Forma - sportowa i psychiczna - sięgnęła dna. Matusiak jest w Płocku, czeka na operację pachwiny. Poprzez ojca ogłosił koniec kariery. Czy była to kariera czy raczej przygoda z piłką? Raczej to drugie.

Los obszedł się z nim okrutnie. W 2006 roku nagrodził niebywale, ale potem odebrał wszystko i to z nawiązką.

Pierwszego stycznia Radek Matusiak skończy 27 lat. Pochodzi z niezależnej finansowo rodziny, futbolem nie musi zarabiać na chleb. Był sobie piłkarz. A raczej ktoś, kto piłkarzem mógł być.

14:30, robert_blonski1973
Link Komentarze (5) »
środa, 27 sierpnia 2008

Bilety na konkurs Letniej Grand Prix w Zakopanem (skakanie na igielicie) kosztują: 50 zł (gorsze sektory) i 60 zł (lepsze miejsca). Ceny ustalił Komitet Organizacyjny z burmistrzem miasta Zakopane Januszem Majcherem i dyrektorem wykonawczym Komitetu, Lechem Nadarkiewiczem na czele. Zawody w piątek i sobotę o 20.

Skoki narciarskie to dyscyplina zimowa - powiedział kiedyś Fin Janne Ahonen (w maju skończył karierę) i konsekwentnie odmawiał przypinania nart latem, robiąc czasem wyjątki dla własnej przyjemności.

Letnie skakanie to mógłby być miły przerywnik na koniec urlopu polskiego kibica. Nie będzie, na Wielką Krokiew nie będą sunąć biało-czerwone tłumy (jak zimą) - i słusznie. Tym bardziej, że zawody pokaże w bezpośredniej relacji TVP. Czteroosobowa rodzina oszczędzi więc 400 lub 480 zł.

Ceny są skandalicznie wysokie. Zawody nie mają tej renomy, prestiżu i jakości, co zimowy Puchar Świata.

Dodatkowym skandalem są bilety na jeszcze mniej znaczące kwalifikacje do konkursu (po 20 zł). W nich, nie dość że skoki najlepszych dziesięciu zawodników nie są oceniane, to jeszcze często obniżana jest dla nich belka startowa i lądują kilka metrów bliżej niż inni. Albo nie skaczą wcale.

Adam Małysz czyli ten, dla którego od lat przychodzą pod Wielką Krokiew tłumy traktuje letnie skakanie wybitnie ulgowo. U siebie nie wypada mu nie skakać. Poprzedni sezon zakończył miejscem w drugiej dziesiątce PŚ. Forma gdzieś odpłynęła, został zmieniony trener. Gdyby teraz przyszło kilkanaście tysięcy ludzi, dodałoby Adamowi otuchy przed nowym sezonem albo przynajmniej oddało hołd za radość i wzruszenie, których dokstarczał w poprzednich latach.

Gdyby wejściówki były po 10 i 20 zł tych tłumów możnaby oczekiwać. 50 czy 60 zł zapłacą najbardziej zdeterminowani...

Szkoda, że ktoś nie pomyślał.

16:31, robert_blonski1973
Link Komentarze (3) »
wtorek, 26 sierpnia 2008

Miało być o reprezentacji i powołaniach Leo Beenhakkera. Logicznych i jak najbardziej koniecznych. Są ci piłkarze, których wymagała potrzeba chwili. I tyle. Szerzej - jutro. Teraz parę zdań o wielkim sukcesie Wisły.

Z Barceloną nie wygrywa się, co dzień. Nieważne, w jakich okolicznościach, nieważne - jak umotywowany był rywal i o czym myślał więcej: o niedzielnym meczu z Numancią czy o ganiających za piłką jak szaleni wiślakach.

Guardiola obiecał, że Wisły nie zlekceważy. Słowa dotrzymał. Piłkarze? Ich sprawa, ale jutro w Madrycie na pewno będą się śmiali z Barcy.

Ale nie o Barcelonie chcę napisać. Wisła zagrała znakomicie, Baszczyński był najlepszy, choć - jak każdy nie uniknął pomyłek, do których nikt nie zmusza lepiej niż Barca. Chwała Cleberowi, Brożkom, Diazowi i wszystkim.

Ale to, co mnie najbardziej ucieszyło to... skandowanie kibiców Wisły. Minutę przed końcem cały stadion huczał: "Maciek!!!! Skorża!!!! Maciek!!!! Skorża!!!". Należało się trenerowi. Ten aplauz, docenienie zasług. W mieście, gdzie publiczność jest wybredna, gdzie najbardziej docenia swoich. A jednak... Zespół był pozbawiony serca (Cantoro) i płuc (Sobolewski). A Skorża tchnął ducha, świetnie ustawił i zmobilizował Wisłę. Grał razem z nią - widzieliśmy, jak przeżywał mecz on, jak reagował Guardiola.

I Skorża przeszedł do historii. Dla mnie trener z Radomia - to on, a nie kto inny, będzie następcą Beenhakkera. Na razie, mam nadzieję ostatecznie, przekonał do siebie wszystkich w Krakowie. A to już dużo.

Więcej w konfrontacji z Barceloną, jako trener Wisły, nie osiągnąłby nikt.
22:51, robert_blonski1973
Link Komentarze (24) »

Najpierw o tym - kogo mi w drużynie Leo na Słowenię i San Marino brakuje najbardziej? Skoro znalazło się miejsce dla Gancarczyka i Kowalczyka i jeszcze Wojtkowiaka, to żal, że selekcjoner nie skorzystał z okazji i pod nieobecność kontuzjowanych Golańskiego i Bronowickiego nie powołał na lewą stronę defensywy Piotra Brożka.

Na lewej obronie nieźle spisuje się w Wiśle i chyba jednak bardziej podniósłby rywalizację niż „Greg” - jak mówi o nim Leo - Wojtkowiak. Choć sam Brożek przyznaje, że urodzonym lewym obrońcą nie jest. Tylko pomocnikiem. Ale w obronie gra dobrze.

Zapytany na konferencji prasowej o Piotra Brożka, Leo wyraźnie się rozbawił i rzekł tak: - Jak nie powoływałem żadnego, pytaliście tylko o Pawła. Jak jest Paweł, pytacie o Piotra. Obiecuję, że w odpowiednim momencie zorganizuję obóz dla całej Brożek's family :-)

Drugi piłkarz, którego mi brak to Artur Wichniarek. Przemawiają mi do wyobraźni i rozumu jego trzy gole w Bundeslidze w dwóch pierwszych meczach sezonu. Piłkarz niedawno przeżył tragedię, stracił mamę. Opowiedział w „Bildzie” jak niedawno był przy odchodzącej z tego świata na raka piersi mamie, jak przewartościował swoje życie... To dlatego teraz Wichniarek, po każdym golu, wznosi oczy ku niebu i nie za bardzo cieszy się z tych trafień. Za reprezentacją tęskni, ale bez wzajemności. Pozwala sobie nawet na uszczypliwości w rodzaju „widocznie jestem za słaby”... Nie jest, ale Leo go nie powołuje. Woli innych.

Nikogo więcej mi nie brak, choć nieobecni z różnych przyczyn Boruc, Dudka, Bąk, Golański, Bronowicki, Wichniarek, Piotr Brożek, Żurawski uzupełnieni jeszcze np. Kokoszką i Zahorskim stworzyliby zespół, który dałby radę wygrać ze Słowenią i w San Marino.

PS. Wieczorem wpis o tych, którzy w kadrze są ;-) 

16:36, robert_blonski1973
Link Komentarze (14) »
niedziela, 24 sierpnia 2008

Gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości.

Zobaczcie, co znalazłem w „Rzeczpospolitej”

Na działaczy z PZPN zawsze można liczyć :-)

PS. Podczas mistrzostw Europy „Fakt” opublikował zdjęcia nagiego prezesa PZPN (owiniętego tylko w ręcznik) na basenie w Bad Waltersdorf. Jak to skomentował Michał Listkiewicz? - Dobrze, że chodzę na siłownię i mam niezłą sylwetkę. Potem nie muszę się niczego wstydzić na takich fotkach.

15:16, robert_blonski1973
Link Komentarze (6) »
sobota, 23 sierpnia 2008

W piątek wieczorem rozmawiałem z drugim kapitanem reprezentacji Polski - Mariuszem Lewandowskim. Piłkarz Szachtar, od razu po lwowskim meczu, wsiadł w samolot z ukraińskimi piłkarzami i odleciał do Kijowa, by stamtąd wrócić do Doniecka. Nie był w hotelu, o wszystkich wydarzeniach dowiedział się z internetu i przez telefon, od kolegów (rozmawiał z kapitanem kadry, Michałem Żewłakowem i selekcjonerem, Leo Beenhakkerem).

Wszystko ma być wyjaśnione podczas zgrupowania we Wronkach (początek, 1 września). Ale 29-letni pomocnik złudzeń nie ma. Słowa "Leo, wiedział, co robi. To nie jest człowiek, który działa impulsywnie, podejmuje decyzje pod wpływem emocji" są bardzo mocne...

Zobaczymy, jak skończy się afera, ale wszystko wskazuje na to, że ze Słowenią i San Marino będzie bronił Fabiański, a partnerem Lewandowskiego w pomocy będzie - no właśnie, kto? - Murawski, może "odkurzony" Radomski, jeśli odzyska formę w lidze holenderskiej, może Roger, a za napastnikiem wtedy Krzynówek, by zrobić miejsce na lewej stronie Smolarkowi...

Opcji jest kilka, Leo wybierze - miejmy nadziej - najbardziej trafne rozwiązanie.

Lewandowski kończy rozmowę optymistycznie, że "sukces rodzi się w bólach, a po porażce z Danią i Finlandią dwa lata temu, to Leo pierwszy podniósł głowę i pokazał swoją wielkość, którą poznaje się w najtrudniejszych momentach".

Tyle, że teraz Leo - bardziej niż wtedy - będzie potrzebował pomocy piłkarzy.

PS. Zakulisowa rozmowa z Mariuszem Lewandowskim (świadcząca o tym, jak zawodnicy przeżywają całą sytuację):

ML: Przyślij mi ten wywiad, chciałbym przeczytać przed publikacją.

RB: Nie ma sprawy, na jaki adres?

ML: mariuszlewandowski@...

RB: Ok.

Po godzinie.

RB: Doszło? Przeczytałeś?

ML: Nie...

RB: Wysyłam jeszcze raz.

ML (po kwadransie, smsem): Nie ma. A na jaki adres wysłałeś?

RB: mariuszlewandowski@...

ML (smsem): To wyślij na lewandowskimariusz@...

Po dziesięciu minutach sprawa autoryzacji była zakończona, piłkarz nie zmienił wiele:-)
07:36, robert_blonski1973
Link Komentarze (10) »
piątek, 22 sierpnia 2008

Po dwunastu godzinach w samochodzie (z tego sześc. na granicy w Hrebennem) wróciłem ze Lwowa. Podróż minęła szybko z powodu dziesiątek telefonów w wiadomej sprawie.

To, co napisałem poprzednio było prawdą - Leo rzeczywiście zabronił piłkarzom jakiegokolwiek wychodzenia z hotelu. Artur Boruc wysłał w tej sprawie nawet smsa do jednego z kolegów, że nie da rady się spotkać, że trener zabronił.

Później jednak, jak się okazało, silna wola okazała się zbyt słaba i bramkarz w towarzystwie defensywnego pomocnika (Dudka) wyszli z hotelu. Majewski - jest to wersja niesprawdzona, ale podobno prawdziwa - został grzecznie w hotelu. Spóźnił się na poranną zbiórkę. We czwartek podczas śniadania piłkarze spotkali się z dziećmi z domu dziecka.

Majewski dostał odłamkiem od naprawdę wkurzonego selekcjonera, który - nie dość, że miał do piłkarzy gigantyczne pretensje o to, jak zagrali z Ukrainą, to jeszcze dwóch liderów zachowało się głupio, bezmyślnie i nieodpowiedzialnie.

Kara jest zasłużona i bezdyskusyjna. Leo nie toleruje alkoholu podczas zgrupowań. Czasem pozwala na chwilę rozluźnienia (czytaj jedno-dwa piwa), ale tylko po meczu. W środę piłkarze zawiedli jego zaufanie. Będą ukarani.

Co dalej? Prawdopodobnie ze Słowenią i San Marino bronił będzie Fabiański, a obok Lewandowskiego w środku zagra Rafał Murawski. Na miejscu trójki piłkarzy jeszcze w piątek, natychmiast, wydałbym oświadczenie i oficjalne przeprosiny. Pokajał się, przeprosił, okazał daleko idącą skruchę. I poprosił o karę zgodną z sumieniem i zasadami trenera. I czekał na reakcję oraz telefon od Beenhakkera. Leo ma dzwonić do trójki "grzeszników" w poniedziałek.

Ściemnianie, zaprzeczanie - nie ma sensu. Wszystko już się wydało, a na głupotę lekarstwa jeszcze nikt nie wynalazł. Była wina, musi być najpierw żal za grzechy i obietnica poprawy. A potem pokuta.

PS. Rzecznik PZPN Zbigniew Koźmiński z ochotą mówił dziś o libacji alkoholowej piłkarzy z dziennikarzami. Satysfakcję miał chyba tym większą, że po raz pierwszy - w kwestii picia - nie musiał tłumaczyć działaczy Związku, którzy nie zawsze zachowują się bardziej przykładnie od piłkarzy.

 

00:28, robert_blonski1973
Link Komentarze (20) »
czwartek, 21 sierpnia 2008

Polscy piłkarze, we Lwowie, powtórzyli olimpijski wyczyn siatkarzy i piłkarzy ręcznych. Czyli przegrali.

Porażka z Ukrainą boli mniej, bo to był mecz o nic. Jednak to, jak zagrali piłkarze mogło przyprawić o ból zęba. Najbardziej chyba wkurzył się selekcjoner, który po meczu kategorycznie zabronił piłkarzom opuszczać hotel. Lwowski wieczór spędzili więc grzecznie, w pokojach - bywa, że po meczu dostają pozwolenie na wypicie jednego-dwóch piw. A w środę - nie.

To nie była drużyna na eliminacje. To nie byli piłkarze, którzy zagrają ze Słowenią. Ale też wielkiej rewolucji nie ma co oczekiwać. Dojdzie Boruc (choć akurat bramkarz problemem tej kadry nie jest), rywalizację w obronie powinien wzmocnić Wasilewski, może wróci Głowacki? Będzie na pewno Paweł Brożek, może Rafał Boguski, może Robert Lewandowski. Za dużo możliwości nie ma, ale siły ofensywnej brakuje.

Ze Słowenią wszystko więc będzie inne: skład, ustawienie, taktyka. Oby również wynik był inny.

PS. Powołanie do reprezentacji dla Adama Kokoszki zostało wysłane na adres... Wisły Kraków. A przecież 22-letni ma podpisany kontrakt z Empoli. Tyle, że jego certyfikat jest w Wiśle, która oczekuje od Włochów pieniędzy za transfer. To, jak całe zamieszanie wpływa na tego chłopaka widać było w środę - Kokoszka zagrał słabo. Może warto, żeby ktoś tę sprawę rozwiązał.

10:49, robert_blonski1973
Link Komentarze (14) »
wtorek, 19 sierpnia 2008

Z przygodami, a jakże i kilkudziesięciominutowym opóźnieniem polscy piłkarze wylądowali we Lwowie. Kiedy z fotografem Tomkiem Wawerem zobaczyliśmy na wysokim budynku wspartym przez kilka kolumn napis aeroport" - zamarliśmy. Nie wiedzieliśmy, do czego porównać lwowskie lotnisko.

Jest tak mikroskopijne, że porównania nie wytrzymuje w Polsce nie tylko żaden port lotniczy, ale również dworce kolejowe w wielu dużych miastach.

Hala przylotów i odlotów ma nie więcej niż 120 metrów kwadratowych. Jest tylko jedno stanowisko odprawy celno-paszportowej. Codziennie lądują i startują stąd samoloty tylko do Wiednia, Moskwy i Timiszoary.

Cztery razy w tygodniu można polecieć do (i przylecieć z) Antalii i Timiszoary.

Dwa razy jest samolot z Frankfurtu.

Raz w tygodniu jest połączenie z Atenami, Madrytem, Tel Awiwem, Barceloną, Rzymem i Neapolem.

- Lotnisko było zbudowane jeszcze przez Polaków, przed wojną. Co się zmieniło od tamtego czasu? Chodniki wokół - wyjaśnił mi ukraiński dziennikarz, który czekał na Polaków przed lotniskiem, ale wywiadów nie zrobił. Prosto z samolotu piłkarze przeszli do autobusu FK Lwów i pojechali do hotelu Opera. Ciekawe, czy Mariusz Lewandowski nie pociął siedzeń - na początku tego sezonu jego Szachtar przegrał z FK Lwów 0:2.

Przejście z hali przylotów do autokaru nie wyglądało tak prosto, jak mogłoby się wydawać. Po wylądowaniu kadrowicze musieli wypełnić karty emigracyjne. Wszystkim zajmował się Mariusz Lewandowski, który - na kilkadziesiąt minut - przejął obowiązki kierownika reprezentacji. De Zeeuw (jest we Lwowie od poniedziałku) czekał bowiem w hali przylotów razem z człowiekiem z ukraińskiej federacji, który... zapomniał dokumentów z danymi zawodników w celu uniknięcia kłopotów podczas odprawy paszportowej. Dlatego wszystko musieli wypełniać samodzielnie.

- Nie chcę się denerwować, nie mogę krytykować, bo zaraz usłyszę w PZPN, że to nasi partnerzy - powiedział de Zeeuw.

Polska i Ukraina organizują Euro 2012, a we Lwowie mają podobno być rozegrane dwa-trzy mecze grupowe i może jeden ćwierćfinał. Po tym, co zobaczyłem - wątpię. Znam lotnisko w Gdańsku-Rębiechowie (ocenione najniżej w niedawnym raporcie UEFA) i ma się ono tak do tego lwowskiego jak londyńskie Heathrow do starego Okęcia.

Problem był z lotniskiem, problem był z hotelem. De Zeeuw nie chciał zaakceptować propozycji gospodarzy. Wpadł na pomysł, by kadra przyleciała czarterem w środę rano i wróciła tuż po meczu. Ukraińcy się obruszyli i zagrozili, że się obrażą".

- A Szewczenko, to gdzie śpi? - spytał przytomnie de Zeeuw. - W Kijowie - usłyszał w odpowiedzi. Ukraińscy piłkarze przylecieli do Lwowa we wtorek późnym wieczorem i nawet nie trenowali na obiekcie, na którym dziś o 18 zmierzą się reprezentacje obu krajów.

W końcu dyrektor reprezentacji zdecydował się na hotel Opera" w centrum miasta (siedem pokoi dwuosobowych, reszta pojedyncze).

O 18.15 czasu miejscowego konferencja z Leo Beenhakkerem, 45 minut później trening kadrowiczów. Dla dziennikarzy otwarte będzie, jak zwykle, pierwsze piętnaście minut.

 

PS. W czasie, gdy Małachowski walczy od medal, ukraińska telewizja retransmituje gimnastykę sportową (ich człowiek zajął piąte miejsce) i walki zapaśników. Dobrze, że jest zczuba.pl. Ale co robić jutro nad ranem, kiedy będą grać siatkarze i piłkarze ręczni?

  

Na pocieszenie i przypomnienieJ (kto zna melodię, niech nuci)
Piosenka Szczepcia i Tońcia z filmu Włóczęgi", znana także pod tytułem Tylko we Lwowie"

Lwów jest jeden na świecie

Słowa: Emanuel Schlechter

Muzyka: Henryk Wars

  

Niech inni sy jadą, dzie mogą, dzie chcą,
Do Widnia, Paryża, Londynu,
A ja si zy Lwowa ni ruszym za próg!
Ta mamciu, ta skarz mnie Bóg!

 

Bo gdzie jeszcze ludziom tak dobrze, jak tu?
Tylko we Lwowie!
Gdzie pieśnią cię budzą i tulą do snu?
Tylko we Lwowie!

 

Czy bogacz czy dziad jest tam za „pan brat"
I każdy ma uśmiech na twarzy! ...
A panny to ma, słodziutkie ten gród,.
Jak sok, czekolada i mniód!

 

Więc gdybym miał kiedyś urodzić się znów-
Tylko we Lwowie!
Bo ni ma gadania i co chcesz, to mów-
Ni ma-jak Lwów!

 

Możliwe, że więcej ładniejszych jest miast,
Lecz Lwów jest jedyny na świecie!
I z niego wyjechać, ta gdzież ja bym mógł!
Ta mamciu, ta skarz mnie Bóg!

 

Bo gdzie jeszcze ludziom ...

 
15:42, robert_blonski1973
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Kuba Ciastoń w tym miejscu pisze o sportowcach "innego gatunku". Ja właśnie dostałem smsa następującej treści:

"Dobry wieczór :-) sama muszę zadbać o siebie, więc zapraszam na stronę: www.tehvandi.ee/suverull. W sobotę odbyły się świetnie obsadzone zawody rolkowe. Rano sprint, wieczorem 10 km stylem klasycznym. Tam są wyniki. Pozdrawiam :-) Justyna".

Gdyby ktoś nie wiedział, autorka smsa ma na nazwisko Kowalczyk, jest brązową medalistką olimpijską z Turynu oraz trzecią zawodniczką klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w biegach narciarskich w minionym sezonie. Obecnie przygotowuje się do sezonu zimowego. Na początku przyszłego rok, w Libercu, mistrzostwa świata.

PS. Dla mniej zainteresowanych. Polka wygrała oba starty na rolkach, a jej rywalkami były niemal wszystkie czołowe zawodniczki PŚ ze zdobywczynią Kryształowej Kuli Virpi Kuitunen na czele.

21:19, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3