Blog Roberta Błońskiego
RSS
środa, 24 września 2008

Interesujący jest wywiad Jarka Bińczyka z siatkarzem Mariuszem Wlazłym. Możecie go przeczytać tutaj.

Jak tylko go opublikowaliśmy, od razu przyszło mi do głowy, który z piłkarzy reprezentacji - po zwolnieniu Leo Beenhakkera (prędzej czy później Holender z Polski wyjedzie) - udzieli podobnego wywiadu i oskarży oraz zarzuci selekcjonerowi te rzeczy, których nie powie, dopóki ten zachowuje posadę.

Na razie Beenhakkera mocno skrytykowali ci, których w tej kadrze już nie ma (były trener Dziekanowski), nie będzie (piłkarz Artur Wichniarek - na marginesie - szkoda, bo jest w reprezentacyjnej formie) i którzy nigdy nic wspólnego z tym zespołem nie mieli (jak menedżer Radosław Osuch).

Na razie wszyscy piłkarze wypowiadają/wypowiadali się o Holendrze pozytywnie. Nawet, ci których powoływał i przestał to robić. Jak Frankowski, Żurawski, Dudek czy najbardziej z nich sfrustrowani czyli Matusiak i Radomski, którzy nie pojechali na Euro, a grali sporo w eliminacjach.

Odważył się Ebi Smolarek - dwa lata temu. Na początku poprzednich eliminacji, narzekał na to, że nie gra w podstawowym składzie. Ale kiedy dostal szansę, wyładował złość strzelając bramki, które dały Polsce awans. Teraz wszystko wyglada podobnie, Ebi w pierwszym meczu o punkty nie grał w ogóle, w drugim strzelił bramkę i pokazał swoje niezadowolenie. Wykonał gest sugerujący: „i co, może teraz też zostanę zmieniony w przerwie, jak w towarzyskim meczu z Ukrainą we Lwowie”? Ale to była inna krytyka - dopominanie się piłkarza znającego swoją wartość o miejsce. Dotyczyła aspektów sportowych, a nie tzw. „boków”.

Pytanie więc, kto będzie Wlazłym drużyny Beenhakkera pozostaje otwarte. Ciekawe, do kiedy?

17:55, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 22 września 2008

Z jedenastu reprezentantów Polski grających w zagranicznych klubach, którzy wystąpili w meczach ze Słowenią lub San Marino, tylko Marcin Wasilewski z Anderlechtu zagrał w weekend pełne 90 minut. W podstawowej jedenastce mecze zaczęli jeszcze tylko Euzebiusz Smolarek i Marek Saganowski. Cała Obaj zeszli w drugiej połowie. Jedenastka naszych „stranieri” spędziła na boisku w sumie 273 minuty... Średnią łatwo policzyć - wychodzi niewiele ponad 1/4 meczu.

Dla porównania sprawdziliśmy (niezrównany w wyszukiwaniu takich danych Michał Szadkowski), ile pograli sobie w ten weekend nasi najbliżsi rywale, Czesi. Z Irlandią Północną (jedyny mecz naszych październikowych rywali) zagrało 12 zawodników z klubów zagranicznych (jeden był z ligi czeskiej). W weekend czeski piłkarz spędził na boisku średnio prawie 80 minut. A kto widział mecz Milanu z Lazio mógł podziwiać asystę i grę Jankulovskiego (Milan) oraz zobaczyć w akcji Davida Rozehnala (Lazio).

Liczby i statystyki, które opublikujemy we wtorek w „Gazecie” są smutne i szokujące, ale... w pełni oddają naszą piłkarską rzeczywistość. Lepiej raczej nie będzie. Rewolucji w kadrze również (powołania w piątek lub przyszły poniedziałek). Wróci do niej wezwany z Cypru Łukasz Sosin (trzy występy w kadrze, dwa gole - niezła średnia) oraz pewnie trójka „banitów” ze Lwowa - Artur Boruc, Dariusz Dudka i Radosław Majewski.

Trenerzy kadry żartują gorzko, że dla niektórych mecz z San Marino był ostatnim występem przed.... pojedynkiem z Czechami. A tych, którzy w kadrze grają więcej niż w klubach - coraz więcej niestety.

17:41, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 września 2008

Kiedy tylko okazało się, że Hannu Lepistoe odejdzie, wiedziałem jedno: jedynym, który może go zastąpić jest Łukasz Kruczek - powiedział mi w środę w Wiśle Adam Małysz (cały wywiad ze skromnym skoczkiem w poniedziałkowej „Gazecie Sport”).

Małysz oddał trzy pierwsze skoki w Wiśle-Malince na malowniczej skoczni, która od 27 września będzie nosiła imię najwybitniejszego polskiego skoczka. W środę był uśmiechnięty, tryskający energią, trochę zażenowany całym zamieszaniem wokół siebie. Z błyskiem mówił o nowym sezonie... Najważniejsza informacja jest taka - z reprezentacją Polski bardzo ściśle współpracował będzie wybitny fizjolog, znany w całej Europie prosfesor Jerzy Żołądź. Ma pojechać na kilka zgrupowań, może na jakieś konkursy w trakcie sezonu.

Pierwsze, co wprowadził, to intensywny odpoczynek po intensywnym treningu. Podczas zajęć liczy się jakość, a nie liczba powtórzeń skoków przez płotki czy imitacji. Kruczek uczył się „trenerki” od Apoloniusza Tajnera, Heinza Kuttina i Lepistoe. Kiedyś powiedział mi, że chce być pierwszym trenerem, ale nie w czasach Małysza. Życie wyprzedziło marzenia. Na razie ma poparcie swojego kolegi, z którym przez kilka sezonów skakali razem. I nawet kiedyś, przed igrzyskami w Salt Lake City, stanęli na podium PŚ. Małysz, Kruczek, Mateja i Skupień zajęli trzecie miejsce w drużynowym konkursie w Villach.

PS. Kiedy zapytaliśmy Kruczka, czy czasem nie skusi się na jeden na lot na skoczni im. Małysza, uśmiechnął się tylko i powiedział: - Ja, nie. Ale mam takiego jednego, który na pewno skoczy. Niby skończył karierę, ale na pewno sobie nie odmówi. To Robert Mateja.

Na co dzień to asystent Kruczka.

 

13:01, robert_blonski1973
Link Komentarze (4) »
niedziela, 07 września 2008

Zaczął się, a właściwie cały czas trwa sąd nad Leo. Wytykane są mu błędy - i te, które popełnił, i te, za które nie do końca odpowiada.

Kluczowy będzie 15 października. Wtedy Polska zagra w Bratysławie ze Słowacją. Będzie dokładnie cztery dni po chorzowskiej potyczce z Czechami - obaj południowi sąsiedzi są moim zdaniem najgroźniejszymi rywalami Polaków w walce o dwa czołowe miejsca w grupie (potem Irlandia Północna i Słowenia. San Marino nie ma szans, zakładam że przegra wszystkie dwanaście meczów).

15 października wieczorem będzie jasne, ile punktów ma Polska niemal na półmetku eliminacji (do rozegrania zostanie sześć z dziesięciu meczów).

Druga połowa października to będzie JEDYNY moment do zastanowienia się nad przyszłością Leo i reprezentacji oraz ewentualną zmianą selekcjonera. Następny mecz o punkty - dopiero w marcu, w Belfaście. Poprzedzą go wyjazdowe potyczki towarzyskie z Irlandią w Dublinie (listopad) i Walią (luty, prawdopodobnie Cardiff).

Dziesięć punktów tej jesieni (trzy wygrane - San Marino, Czechy, Słowacja) to szczyt marzeń.

Osiem (dwa zwycięstwa i remis) to wynik dobry.

Sześć (dwa zwycięstwa i porażka) to absolutne minimum, które jednak oznaczać będzie już tylko walkę o drugie miejsce w grupie. Wygranie grupy w tych okolicznościach (siedem punktów po czterech kolejkach) byłoby cudem.

Mniej niż sześć punktów w tych trzech meczach - Beenhakker prawdopodobnie straci pracę. Podobno jest już przygotowany wariant na późną jesień 2008.

Nowym prezesem PZPN Grzegorz Lato (za Michała Listkiewicza).

Nowym selekcjonerem Henryk Kasperczak (za Leo).

Z jakimikolwiek wnioskami trzeba zaczekać do 15 października. I tak, jak zawsze, o wszystkim zadecydują piłkarze i to, co pokażą na boisku.

19:11, robert_blonski1973
Link Komentarze (5) »
piątek, 05 września 2008

W eksperymentalnym składzie i ustawieniu, z zawodnikami, o których i którym jeszcze miesiąc temu się nie śniło, że mogą wystąpić w meczu o punkty zagrają dziś Polacy ze Słowenią.

- Czym ten mecz będzie się różnił od pojedynku z Finlandią, którym dwa lata temu zaczynał pan kwalifikacje do mistrzostw Europy? - zapytaliśmy we czwartek trenera Beenhakkera.

- Niczym. Oprócz miejsca. Wtedy graliśmy w Bydgoszczy, teraz jedziemy do Wrocławia - odpowiedział trener.

Miał rację. Okoliczności są identyczne. Atmosfera wokół zespołu - pod psem. Słaba wynik i gra na Ukrainie (trzy lata temu kiepskich Polaków zbili w Odense Duńczycy), do tego pijacki skandal we Lwowie i trzy dyskwalifikacje. Plus zapowiedzi o rezygnacji z gry w kadrze Wichniarka i Jelenia (w wywiadach dla dziennika „Polska”), do tego wylewający swoje żale w „Dzienniku” odsunięty od kadry Dariusz Dziekanowski... I jeszcze kilka przykładów.

Z wielu powodów Beenhakker innej - osobowo - kadry powołać nie mógł. Wziął młodych i starych, doświadczonych i debiutantów, karty zgrane i zupełnie nowe. Bo cel jest jeden: trzy punkty w sobotę, trzy w środę.

Słoweńców lekceważyć nie wolno. Z nimi trzeba po prostu wygrać. To samo w San Marino. I ze spokojem czekać na to, co przyniesie październik oraz mecze z Czechami w Chorzowie i Słowacją w Bratysławie. To wtedy, na poważnie, zaczną się kwalifikacje. Podobno z trójką zdyskwalifikowanych za zajścia lwowskie.

Na razie Polska musi wygrać ze Słowenią i San Marino... W zestawieniu, w którym prawdopodobnie już nidgy później nie wystąpi.

 

16:41, robert_blonski1973
Link Komentarze (3) »