Blog Roberta Błońskiego
RSS
piątek, 31 października 2008

Zobaczcie, kto przez najbliższe cztery lata będzie rządził polskim futbolem. Najpierw parę zdań o prezesie i wiceprezesach. Lato spłaca długi tym, którym zawdzięcza wybór czyli baronom (szefowie okręgowych związków piłkarskich, koalicja ze Śląska i I liga).

 

Prezes PZPN: Grzegorz Lato („jestem z betonu, ale świeżego” – powiedział o sobie niedawno. W poprzednim Zarządzie od 2004 roku. Jako senator ANI RAZU nie zabrał głosu. Wielki piłkarz, który później niczego nie dokonał, co miałoby chociaż namiastkę dokonań na boisku). Więcej - tutaj

 

Wiceprezes ds. organizacyjno-finansowych: Rudolf Bugdoł (64 lata, szef Śląskiego ZPN. Czerwcowe wybory na Śląsku wygrał bez jednego głosu sprzeciwu, przy dwóch wstrzymujących się. Po zwycięstwie cieszył się, z ilości pracy włożonej w zwycięstwo i dobrej opinii, którą miał wśród delegatów. Zapomniał o tym, że przed wyborami nie przedstawił programu. Obiecał dołączyć go do protokołu spotkania. Na Śląsku rządzi od czerwca 2002 roku, kiedy zastąpił śp. Mariana Dziurowicza. Wiceprezesem ŚZPN był od 1990 roku. Wrześniowe wybory w 2002 roku wygrał także jednogłośnie, ale jego największego konkurenta – Józefa Kubicy - nie było na sali, uczestniczył w posiedzeniu Sejmu w Warszawie. – Wybrano go za moimi plecami – narzekał wtedy Kubica. Niedawno Bugdoł optował za licencją dla Polonii Bytom, mimo iż ta nie spełnia wymogów gry w Ekstraklasie. – Trzeba jej dać licencję, bo wychowała wielu fantastycznych piłkarzy, a na tym boisku gole strzelali inni wielcy polscy zawodnicy – argumentował).

 

Wiceprezes ds. szkoleniowych: Antoni Piechniczek (były, dwukrotny selekcjoner reprezentacji, od lat nie wyściubiający właściwie nosa z Wisły, gdzie mieszka. Mimo wszystko autorytet, no i nie ma wątpliwości, że będzie lepszym od tego, którego zastępuje czyli Jerzego Engela). Ale Engel nie pozostanie bez stanowiska. Jest łasy na funkcję selekcjonera, ale na razie Beenhakker jest bezpieczny. Lato wszem i wobec zapewnia, że Holender może spać spokojnie, ale ludzie którymi się otoczył (np. pan Lach z Zarządu) już mówią o tym, że trenerowi kadry zostanie zmniejszona pensja, której dużo więcej niż połowę płaci sponsor. Wracając do Engela - zostanie dyrektorem PZPN. Jak określił jeden z członków Zarządu posada "posada płatna nie dobrze, al... bardzo dobrze). Engel będzie prowadził działalność Związku, opracowywał różne projekty dotyczące szkolenia i nie tylko. O tym, jaki pomysł miał przed Zjazdem można przeczytać tutaj. Znajomek Engela, Adamus, o mały figiel  nie został wiceprezesem PZPN. Ale w Zarządzie jest...

 

 

Wiceprezes ds. zagranicznych: Adam Olkowicz (jego największy atut to doskonała znajomość języka rosyjskiego. Poza tym mocna głowa, duża fantazja i śpiewny głos - bezcenny więc w częstych kontaktach z przedstawicielami Ukrainy w sprawie Euro 2012. Michał Listkiewicz nazywał go do czwartku „druhem serdecznym”. Olkowicz jest tak samo przaśny, jak cały Zarząd. Z języków obcych zna wyłącznie język rosyjski, a co będzie, jeśli wiceprezesowi ds. zagranicznych przyjdzie pojechać na Zachód?)

 

Wiceprezes ds. piłkarstwa amatorskiego: Jan Bednarek (od 2001 roku, przez sześć lat należał do Samoobrony. W 2005 roku został posłem do Sejmu V kadencji z okręgu koszalińskiego, gdzie dostał 1112 głosów. Z wykształcenia jest technikiem instalacji sanitarnych. W PZPN od 1992 roku. Kolejny z „baronów” – szef zachodniopomorskiego ZPN, przed reformą administracyjną szef koszalińskiego OZPN.)

 

Wiceprezes ds. piłkarstwa profesjonalnego: Janusz Matusiak (tata Radosława, reprezentanta Polski. Dyrektor SMS w Łodzi, prezes I-ligowej Wisły Płock. Prezesem został w „podzięce”, w zamian za poparcie od I ligi.

 

Przedstawiciele Zarządu (o nich, szerzej, w jednym z kolejnych wpisów): Jacek Masiota (na wniosek klubów Ekstraklasy), Ryszard Adamus (na wniosek klubów I ligi), Kazimierz Greń (baron z podkarpackiego), Henryk Klocek (ma zarzuty korupcyjne), Stefan Antkowiak, Ireneusz Serwotka, Zdzisław Drobniewski, Witold Dawidowski (prezes Podlaskiego ZPN), Stefan Majewski, Mirosław Malinowski, Zbigniew Lach, Edward Potok.

 

Już się nie dziwię, że Zbigniew Boniek nie przyjął funkcji wiceprezesa ds. zagranicznych. Z kim miałby współpracować?
12:00, robert_blonski1973
Link Komentarze (8) »
czwartek, 30 października 2008

Prezesa PZPN wybierano z czwórki, a właściwie trójki złych kandydatów. 57 ze 112 delegatów zdecydowało: Grzegorz Lato. Wybitny reprezentant Polski, król strzelców MŚ. Cokolwiek w życiu robił po tym, jak skończył grać w piłkę, nigdy nie zbliżył się do klasy, którą w okresie świetności pokazywał na boisku.

Żebyście widzieli radość tych, którzy wybrali. To „beton” najgorszy z możliwych. Na pewno ich wybór nie spowoduje poprawienia wizerunku polskiej piłki ani w kraju, ani na arenie międzynarodowej.

Piłkarski związek to najbardziej skostniała ze struktur współczesnej Polski. Nic się nie zmieniło wśród tego „betonu” od kilkunastu lat. Wczoraj mieliśmy tego kolejny dowód. Wybór nie spowoduje zmiany na lepsze, ale z drugiej strony, czy którykolwiek z kandydatów to gwarantował?

PS. Lato musi sobie zdawać sprawę z tego, że swoim autorytetem, twarzą, słowem - wszystkim - będzie firmował działania tych, których w zamian za poparcie rozda stanowiska. Będzie odpowiadał za to, co zrobią jego współpracownicy. Na razie wiceprezesami zostali Jerzy Koziński (prawdopodobnie) i Rudolf Bugdoł, a więc ci, którzy byli bliskimi współpracownikami śp. Mariana Dziurowicza ponad dziesięć lat temu...

18:09, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »
czwartek, 16 października 2008

Po raz trzeci byłem na Tehelnym Pole, po raz drugi ciężko się pozbierać po tym, co pokazała reprezentacja. Gry towarzyskiej w listopadzie 1998 roku wspominać nie ma co, poza dwoma golami Kowalczyka, jednym Reissa (w debiucie) i pierwszym występem w kadrze Krzynówka.

W 1995 roku Polska grała o punkty eliminacji ME'96. Drużyna Henryka Apostela przegrała, w dziwnych okolicznościach, 1:4. Kosecki ze Świerczewskim dostali czerwone kartki. Tehelne Pole po raz pierwszy stało się przeklęte dla naszych.

No i mecz Beenhakkera.

Nie ma żadnego usprawiedliwienia. Piłkarze byli po meczu jak własne portrety pamięciowe. Wstrząśnięci tym, co się stało. Jakby nie wierzyli, że mogli przegrać w takich okolicznościach. Artur Boruc jest tym dla polskiej drużyny, kim - zachowując wszelkie proporcje - dla Czechów jest Petr Czech. Bramkarz Chelsea zawalił swojej drużynie awans do ćwierćfinału niedawnych mistrzostw Europy. Zawiódł ten, po którym wszystkiego można było się spodziewać, ale nie tego, że w kluczowym momencie odbierze nadzieję. A tak było - przypomnę tylko, Czesi prowadzili z Turcją 2:1 w 83. min i byli o krok od wygranej. Jak Polacy wczoraj. I wtedy Czech wypuścił piłkę z ręki, a Turcy wyrównali. Szok nie minął, padła trzecia bramka.

Wczoraj sytuacja była analogiczna. - Przegraliśmy po indywidualnym błędzie - powiedział po meczu Leo Beenhakker. Ale, ilu by stawiało przed spotkaniem, że popełni go właśnie Boruc - ten, który wiele razy drużynę ratował i był jej najjaśniejszym punktem? Po meczu wziął winę za pierwszego gola na siebie i przyznał do błędu. Nie wie, czy dalej będzie numerem jeden w kadrze. Głośno nikt tego nie mówił, ale teraz i takie głosy się pojawią: gola z Czechami również można było uniknąć. 28-letni bramkarz miał do tej pory ogromny kredyt zaufania u trenerów. Czy wczoraj się wyczerpał? Tego nikt nie wie,

Odpowiedź dopiero w lutym, kiedy Polska zagra towarzyski mecz z Walią. A potem na przełomie marca i kwietnia mecze w Irlandii Północnej i z San Marino. Pojedynek w Belfaście jest kluczowy, inny wynik niż zwycięstwo nie wchodzi właściwie w rachubę. Łatwo nie będzie, w ostatnich latach mecze o punkty przegrywali tam Anglicy, Duńczycy, Szwedzi i Hiszpanie, którzy później zdobyli mistrzostwo Europy.

Do tego czasu może się wszystko zmienić. Tak z Borucem, jak i z całą drużyną narodową. Łukasz Fabiański, prawdopodobnie, szanse na grę w Arsenalu będzie miał tylko do lutego - wtedy właśnie kończą się rozgrywki o Puchar Ligi.

Na razie Tehelne Pole znowu jest Piekielne. Czy na nim Polska straciła szanse na wyjazd do RPA? Siedem punktów po czterech meczach to słaby wynik. Liderem grupy są Słowacy, 60. zespół rankingu FIFA. - Tutaj się cieszą, gdzie indziej w Europie, dziwią - powiedział Michał Żewłakow. Żal, że kosztem Polski, że w takich okolicznościach.

PS. Jakby ktoś nie wiedział: to był ostatni mecz reprezentacji, kiedy prezesem PZPN był Michał Listkiewicz.

00:36, robert_blonski1973
Link Komentarze (3) »
środa, 15 października 2008

...niesie się po całej Bratysławie. Półmilionowa stolica Słowacji staje się powoli biało-czerwona. Staromiejskie bary opanowane są przez polskich fanów, którzy śpiewają, że to miasto do nich należy". Z racji braku zainteresowania meczem ze strony Słowaków, stadion Tehelne Pole również będzie dziś biało-czerwone. Proporcje mają wyglądać tak, że dwa tysiące Słowaków będzie próbowało zakrzyczeć liczniejsze siły rywala. Mówi się o sześciu-ośmiu tysiącach Polaków.

Skład wciąż nie jest znany dziennikarzom i kibicom. Spekulujemy jednak, że nie będzie żadnej, wymuszonej, zmiany. A kontuzjowanego Jakuba Wawrzyniaka zastąpi na lewej obronie Jacek Krzynówek. Choć wariant z Grzegorzem Wojtkowiakiem też jest prawdopodobny. Wtedy skrzydłowy Wolfsburga, który nie ma sił na 90 minut, wszedłby po przerwie.

Poza tym będzie bez zmian, choć w niedzielę trener Beenhakker osłupiał, jak usłyszał prośbę Pawła Brożka. Napastnik Wisły poprosił o pozwolenie na...opuszczenie drużyny, by spotkać się z żoną. Prośbę argumentował tym, że nie widział swojej drugiej połówki trzy tygodnie (napięty kalendarz Wisły). Leo się zgodził i dodał, że Brożek może jechać i może również już... nie wracać. Na co oczywiście lekko zawstydzony wiślak nie przystał. A pani Brożkowa spotkała się z mężem w hotelu Piramida" w Tychach. Była chwila, by kadrowicze mieli czas dla najbliższych.

Niedziela poświęcona była krótkiemu treningowi, po nim kadrowicze pojechali na kręgle. To było tzw. team building" i odreagowywanie po wygranej z Czechami.

Nie chcę zapeszać, ale jeśli Polska wygra za parę godzin w Bratysławie, mundial w RPA będzie zdecydowanie bliżej niż dalej. Po czterech meczach zespół Beenhakkera będzie miał dziesięć punktów, a - jak mówił selekcjoner - do awansu wystarczą 21-22 oczka. Co to oznacza? Ni mniej, ni więcej, że jeśli Polska wygra trzy kolejne spotkania (dwa z Irlandią Północną i jedno z San Marino) będzie miała 19 punktów. I przed sobą wyjazdowe mecze w Słowenii i Czechach oraz pojedynek u siebie ze Słowakami. Najpierw trzeba jednak ich pokonać na Tehelnym Pole. Rzadko kiedy Polska ma okazję nie wstydzić się za swój obiekt reprezentacyjny.

Po przaśnym obiekcie w Sarravalle (San Marino) teraz kolejna reprezentacja ma zdecydowanie gorszy obiekt reprezentacyjny od Stadionu Śląskiego. To też jakaś pociecha.

Na mokrej murawie najwięcej zależeć będzie dziś od środkowych pomocników. Jeśli Roger, Murawski i M. Lewandowski zneutralizują największą słowacką gwiazdę, Hamsika, wtedy łatwiej będzie wykorzystać to, że nasi rywale grają z rozbitą defensywą.

Jakoś mam przeczucie, że dziś swoje okazje będą mieć i Brożek i Sosin, który na treningach jest ponoć bezbłędny.

16:47, robert_blonski1973
Link Komentarze (8) »
niedziela, 12 października 2008

Kilkanaście dni temu przeprowadziłem jeden ze swoich najsmutniejszych wywiadów z reprezentantem. Prawie godzinę rozmawiałem z Jackiem Krzynówkiem o jego niewoli w Wolfsburgu...

To był jego bodaj pierwszy tak długi i szczery wywiad od Euro - zmienił telefon i nie sposób było z nim dłużej porozmawiac. Przeczytajcie go tutaj. 

O meczu napisali juz na swoich blogach Darek Wołowski, Rafał Stec i Michał Pol, więc nie będę się powtarzał. Dwa tygodnie przed meczem z Czechami, "Krzynaldo" złożył deklarację: "prosimy o jedno: pozytywne nastawienie kibiców przed meczem. Niech w nas uwierzą, a obiecuję, że zrobimy wszystko, by wychodzili ze stadionu w jeszcze lepszych nastrojach, niż na niego przyszli."

Polski piłkarz dotrzymał słowa. "Szacun" - tak się mówi wśród kadrowiczów. Fajnie, że wygraliście. I to w takim stylu.

23:21, robert_blonski1973
Link Komentarze (5) »
czwartek, 09 października 2008

Winien Wam jestem jeszcze kilka słów o ostatnim treningu kadry we Wronkach. Zostaliśmy wpuszczeni na ostatni kwadrans wczorajszych zajęć. Beenhakker nazwał trening niesamowitym, niewiarygodnym i fantastycznym. - Spokojnie czekam na mecz - powiedział później.

Trafiliśmy  na rzuty wolne. I wczoraj wyglądało to o wiele lepiej niż poprzednio. Zawodnicy ustawili sztuczny mur, na kółkach. Kiedyś, widziałem to na własne oczy, podczas zgrupowania reprezentacji Tomasz Hajto przywalił tak mocno, że urwał głowę drewnianej postaci imitującej człowieka. Dlatego wczoraj, jak tylko któryś z piłkarzy strzelił w głowę kukły z muru, natychmiast rozlegał się okrzyk "Gianni" (tak nazywany jest Hajto).

Kilka strzałów było kapitalnych. Michał Żewłakow znowu próbował swoich "spadających liści". Kiedy po raz kolejny trafił, Leo Beenhakker podszedł i zapytał: "zmieniłeś buty? Wczoraj kopałeś, jakbyś miał drewniane". Rzeczywiście różnica w jakości była zauważalna. Zajęcia skończył...Mariusz Lewandowski.

Kiedy koledzy strzelają z 20 metrów, on uderza z 30, z prostego podbicia. "Młotek" w nodze ma niesamowity. Rozrzut również. Ale wczoraj kopnął kapitalnie, w samo "okienko". Gdyby tak uderzył z Czechami i pięciu Petrów Cechów nie miałoby szansy! - Macie to? - dopytywał się kamerzystów Wojciech Kowalewski. - Mają, "Lewy", będziesz w "Wiadomościach".

A szczęśliwy strzelec zapytał po prostu: - Przepraszam, co dziś na obiad?

I pomaszerował do stołówki.

 

 

23:31, robert_blonski1973
Link Komentarze (12) »

Przed sobotnim meczem, oficjalnie, zostanie pożegnany Jacek Bąk. 96 meczów w reprezentacji Polski, trzy gole (Białorusi i Włochom w meczach towarzyskich oraz Azerbejdżanowi w eliminacjach MŚ). 7425 minut w koszulce z orzełkiem na piersi. Wielki "szacun".

Bąk, pieszczotliwie zwany przez kolegów "komarem", przyjedzie do Chorzowa na specjalne zaproszenie od PZPN. Przed spotkaniem dostanie statuetkę dla Wybitnego Reprezentanta Polski i prezent-niespodziankę od kolegów. Oby, do jakiegoś ekstrawaganckiego drobiazgu (nie będzie to zegarek, których Bąk jest kolekcjonerem i ma ich dziesiątki), koledzy z boiska postarali się o dobry wynik z Czechami.

Zapytałem wczoraj Leo Beenhakkera, czy - mając takie problemy w defensywie - nie myślał o tym, by powołać Bąka na te dwa mecze. Jak trener Holendrów van Marwijk Edwina van der Sara, bo kontuzjowany jest Stekelenburg.

Bąk, jak van der Sar, nie odmówiłby i zagrałby z Żewłakowem na środku obrony, a wtedy Dudka mógłby przejść do pomocy. Leo odparł, że nie miał takiego pomysłu, że na Euro krytykowaliśmy go za to, że wziął "starego" piłkarza, a teraz dopominamy się o jego powrót. No i dodał, że kiedyś musi zacząć powoływać młodych. Wyliczył doświadczonych Jopa, Dudkę i Żewłakowa, a jako przykład świeżej krwi podał nazwiska Jodłowca i Polczaka. Tego drugiego wyeliminowała kontuzja.

Tak więc Bąk będzie na meczu w Chorzowie i, mam nadzieję, godnie zostanie pożegnany przez kibiców na Stadionie Śląskim. Zasłużył na to, jak mało kto. Człowiek-instytucja, znany w Europie (przede wszystkim we Francji). Nigdy nie zszedł poniżej pewnego poziomu, a debiutował w kadrze w czasach, kiedy występowali jeszcze Ziober z Koseckim, Furtokiem i Leśniakiem...

Niedawno rozmawialiśmy po meczu z Lechem. W czerwcu Bąkowi kończy się kontrakt z Austrią Wiedeń. - Po nim chyba powiem "pas". Chociaż, kto wie... Może jeszcze rok gdzieś pogram... - nie dokończył zdania i przerwał na moment, by kontynuować ze śmiechem. - Żona już krzyczy z kuchni "ani mi się waż"...

Coś się skończy…
22:49, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »
środa, 08 października 2008

Wczoraj rano, na treningu we Wronkach, był konkurs. Dwudziestu kadrowiczów zostało podzielonych na dziesięć duetów.

Zawodnik z piłką stawał na środku boiska, jakieś 40 m od bramki. Musiał zagrać górną piłkę w boczny sektor boiska na wysokość pola karnego. Partner z duetu miał prawo do dwóch kontaktów z piłką: jeden to przyjęcie (stopą lub klatką piersiową), drugi to dośrodkowanie.

Ten, który podawał ze środka musiał dobiec do pola karnego i z 14-16 m strzelić z pierwszej piłki, z powietrza. Nie wolno było przyjmować piłka, a ta przed strzałem nie mogła się odbić od ziemi.

Po dwóch golach następowała zmiana. Ten który dośrodkowywał, zamieniał się w strzelca. Wygrywał duet, który pierwszy uzyska cztery gole (każdy miał strzelić po dwa).

I jeszcze jedno - jeśli któryś z zawodników kopnął piłkę nad zawieszoną jakieś siedem metrów nad bramką zieloną siatką - jego duet dostawał minus jeden punkt.

No i zaczęło się. Był jakiś kwadrans do godziny 11.

Krzynówek był w parze z M. Lewandowskim, Sosin z Jopem, Żewłakow z Gargułą, Roger ze Smolarkiem, Błaszczykowski z Brożkiem, Murawski z Wawrzyniakiem, R. Lewandowski z Wojtkowiakiem, Jodłowiec z Pazdanem, a Dudka z Wasilewskim.

Śmiechu wśród strzelających było sporo. Bramkarze potraktowali jednak rywalizację całkiem serio, Boruc chciał udowodnić, że powinien wrócić między słupki. Na jego fantastyczną interwencję, Fabiański odpowiadał równie piękną. Kowalewskiemu też ciężko było strzelić gola, więc rywalizacja zaczęła się przedłużać.

- Nie widzę Marty Alf, zadzwońcie do kucharza. Lunch będzie dziś nie o 13.30, a o 16 - rzucił żartobliwie Leo Benhakker. Po kolejnym strzale w niebo, rzucił coś po holendersku wznosząc oczy ku niebu. Po jeszcze innym, próbował schować się za plastikowy słupek. - Panowie, musimy dokończyć rywalizację - krzyknął Rafał Ulatowski, gdy zbliżała się 45. minuta konkursu.

Z początku faworytami wydawali się Ebi z Rogerem, ale skrzydłowy Boltonu nie mógł trafić po dośrodkowaniach z lewej strony. Ale kiedy się udało, gole były piękne. Co ciekawe z lewej strony wrzucali tylko Krzynówek, Wawrzyniak i Roger. Prawa strona była oblegana bardziej, co również obrazuje kłopoty Beenhakkera i rozpaczliwe poszukiwania będących na poziomie reprezentacyjnym zawodników lewonożnych.

Zwolenników mieli Lewandowski z Krzynówkiem, ale po piłkarzu Szachtara - delikatnie mówiąc - widać było brak czucia piłki. Dość powiedzieć, że dostali punkty ujemne, a na koniec Lewandao" rzucił kolegom: Panowie, a Krzynio to nawet nie zdążył się zamienić".

Z kolei Sosin długo nie mógł doczekać się dobrego podania od pieszczotliwie zwanego Błochinem" Jopa, ale kiedy wreszcie obrońcy FK Moskwa się udało, napastnik Anorthosis potrzebował bodaj czterech dobrych podań, by strzelić dwa gole. Kiedy zmieniał się z Jopem i szedł dośrodkowywać, ktoś żartobliwie rzucił: dawaj Jopikowi dobre podania, jak on tobie". Podania były dobre, ale Jop pokazał, że zdecydowanie lepszy od niego obrońca niż napastnik.

Jodłowiec z Pazdanem od początku nie byli faworytami i skończyli rywalizację bez gola. Nie szło też Żewłakowowi i Gargule, a legionista Wawrzyniak jakoś nie mógł znaleźć nici porozumienia z lechitą Murawskim. Ale przynajmniej poćwiczył dośrodkowania.

Wygrali starzy" znajomi z Wisły czyli Brożek z Błaszczykowskim. Roger i Ebi mieli trzy trafienia. Żaden trening nie zastąpi ponoć meczu. Ostatnio większość polskich piłkarzy z klubów zagranicznych ma okazję błyszczeć tylko na zajęciach, grają bowiem inni. W sobotę będą mieli okazję się wykazać, bo dostaną szansę grania. Dla niektórych reprezentacja jest ostatnią drużyną, w której mają ku temu okazję.

A wczorajsze strzały (wieczorem była siatkonoga i rzuty wolne) niech okażą się kiepskim miłego początkiem.

19:41, robert_blonski1973
Link Komentarze (7) »

Podczas pierwszego, jak na razie jedynego, treningu, kiedy Leo Beenhakker miał wszystkich do dyspozycji (brakowało tylko Rafała Murawskiego i Jakuba Błaszczykowskiego) można było spróbować przyjrzeć się przymiarce selekcjonera do podstawowej jedenastki na mecz z Czechami.

 

Sensacji w zasadzie nie będzie żadnych. Od dawna wiadomo, że nawet jeśli Beenhakker powołałby 40 piłkarzy, to i tak tych zdolnych do grania na najwyższym poziomie, o punkty, będzie miał najwyżej piętnastu (wariant optymistyczny).

W środę wyglądało to tak, że w bramce drużyny zielonych" stanął na początku Łukasz Fabiański. Blok obronny to Wasilewski, Dudka, Żewłakow, Krzynówek. W pomocy Łobodziński, Guerreiro, M. Lewandowski i Smolarek. W ataku - Sosin. Można być pewnym, że w sobotę na prawym skrzydle zobaczymy Kubę Błaszczykowskiego (najlepszy obecnie polski piłkarz, w najlepszej formie), a nie Łobodzińskiego i pewnie Murawskiego jako partnera Lewandowskiego w środku pomocy.

Niespodzianką jest Sosin jako wysunięty napastnik, choć eliminacje miały być czasem Brożka" - jak się wyraził selekcjoner. Może bardziej przemówiła do Holendra Liga Mistrzów cypryjskiego Anorthosis niż nieudany szturm na fazę grupową Pucharu UEFA Wisły? W każdym razie Brożek i Sosin strzelają ostatnio mało goli, a w sobotę bramkarz będzie z Chelsea, a obrońcy z Milanu, Lazio, Juventusu i Atletico Madryt.

I jeszcze zdanie o Krzynówku - w klubie jest kompletnie nieprzydatny, a w reprezentacji Beenhakkera właśnie zaczyna przygodę" na czwartej pozycji - lewego obrońcy. Grał już na obu skrzydłach i za napastnikiem. - Krzynówek jest fantastyczny. Może grać nawet i na bramce - powiedział przed meczem z Portugalią w Lizbonie Holender. Wtedy zabrzmiało to jak żart, dziś powoli staje się faktem.

  
10:34, robert_blonski1973
Link Komentarze (13) »
wtorek, 07 października 2008

Widziałem, jak po wtorkowym treningu rzuty wolne wykonują kadrowicze. Krzynówek, Żewłakow, Sosin, Dudka, M. Lewandowski, Wasilewski, Guerreiro, Jodłowiec, Boruc i inni ustawili piłkę 18-20 metrów od bramki i próbowali strzelić gola. Najpierw Kowalewskiemu, potem Fabiańskiemu. Po tym, co obejrzałem, nie będę zaklinał niebios i sędziego Starka, by w sobotę dyktował wolne tuż zza linii pola karnego.

Więcej w tym wszystkim było śmiechu niż goli. Pięknie uderzył Sosin - nazwany przez Żewłakowa księciem z Cypru". W okienko trafił Jodłowiec - przyleciało coś z Konwiktorskiej" (znowu komentarz kapitana kadry).

Sam Żewłakow próbował uderzeń pt. spadający liść". Znaczy piłka uderzona wewnętrzną częścią stopy, wysoko nad murem. Miała spadać w okienko, lądowała zawsze nad siatką za bramką. Krzynówek próbował strzałów bardziej technicznych, mocniej podkręcał" piłkę. Bramek zdobył tyle, ile rozegrał meczów ostatnio w Wolfsburgu czyli zero. Wasilewski kopał mocno, ale w bramkarza. Obrońca Anderlechtu przyjechał na zgrupowanie z mocno ogoloną głową i od razu koledzy ochrzcili go Zagłobą". Tylko z racji fryzury, a nie sprytu i inwencji oraz pomysłowości.

Bramek było, co kot napłakał. W ogóle poranny trening był jednym z najdziwniejszych, jakie widziałem w ostatnich latach. Brało w nim udział, oprócz bramkarzy, trzech zawodników z polskiej ligi i dziewiątka zza granicy. Zwykle selekcjoner dawał dzień-półtora odpoczynku najbardziej zmęczonym, tym co grali w niedzielę albo przyjechali późno.

Ostatnio jednak najbardziej zmęczeni byli piłkarze Wisły i Lecha, którzy zagrali trzy mecze w osiem dni. Stranieri" - oprócz bramkarzy, Wasilewskiego i Błaszczykowskiego (nie trenował, ma lekki uraz i słusznie wszyscy na niego chuchają i dmuchają) mają w klubach wolne". Tak złej sytuacji z graniem w swoich ligach jak teraz nie było chyba nigdy... Co zresztą było widać po jakości rzutów wolnych.

No, ale co ich nie zabije to wzmocni? Oby.

PS. I jeszcze scenka z poniedziałkowego popołudnia. Wiesław Ignasiewicz odpowiada w reprezentacji za sprzęt. Wie dokładnie, ile i jakich koszulek, kurtek, par skarpet należy naszykować, by piłkarze byli zadowoleni. A o to ciężko - wymagania są spore. Ten obiecał koszulkę siostrzeńcowi, inny chrześnicy, ktoś - po prostu koledzy. Ignasiewicz wszystko ogarnia i trwa na stanowisku magazyniera kadry od czasów, gdy selekcjonerem był Janusz Wójcik. Dobroduszny, starszy pan z siwym wąsem jest wiecznie uśmiechnięty i zadowolony z siebie. Dusza, nie człowiek.

Rzadko zdarzają mu się jednak takie rzeczy, jak wczoraj. Niedługo po 15 otworzyło się okno na pierwszym piętrze hotelu Olympic" we Wronkach. W nim jowialny Ignasiewicz. Na dole parking i dziennikarze koczujący jak zwykle przed wejściem do hotelu, przy schodach. I nagle, zdumionych żurnalistów dobiegł cichy, aczkolwiek wyraźny i dobitny śpiew człowieka odpowiedzialnego za sprzęt: PZPN, PZPN, kochać, kochać PZPN". Wiesław Ignasiewicz cieszył się, że koszulki przeznaczone na mecze z Czechami i Słowacją nie zmarnują się. A ultimatum FIFA się skończyło.

Ciekawe, co zaśpiewałby Ignasiewicz, gdyby Polska została wykluczona z eliminacji?;-)

17:36, robert_blonski1973
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2