Blog Roberta Błońskiego
RSS
czwartek, 29 października 2009

Franciszek Smuda selekcjonerem reprezentacji. Trener ostatniej drużyny polskiej ekstraklasy obejmuje drużynę narodową, by za dwa i pół roku wyszła z grupy podczas współorganizowanych przez Polskę Euro 2012.

Bezkompromisowy, twardy i nieprzejednany. Nienawidzący porażek, mawiający, że boi się jedynie śmierci. Wymagający od piłkarzy walki do ostatniej sekundy, maksymalnego zaangażowania w każdym momencie spotkania. Nie w każdym klubie odnosił sukcesy, ale nigdy się nie skompromitował w europejskich pucharach. Nie odpadł ze słabą drużyną.

Z drugiej strony - prosty w obejściu, taki „swój chłop”, kpiący z komputera, polegający wyłącznie na swoim „nosie” i intuicji. Mawia, że „najważniejsza jest czutka”. Za nic mający fizjologów i wiedzę medyczną, ufający w tych kwestiach wyłącznie swojemu niemieckiemu doktorowi Volkerowi Fassowi. Jego taktykę można skreślić w kilku słowach „mają zap...” choć Lecha ułożył wedle najnowszych trendów.

Ciężko o nim powiedzieć, że jest produktem polskiej myśli szkoleniowej. Znając jego intuicyjne podejście do wielu kwestii aż ciężko pisać o jakiejkolwiek myśli, ale fachu uczył się w Niemczech.

Działaczom PZPN będzie kością w gardle. Nie będzie się konsultował w kwestii powołań z wiceprezesem Antonim Piechniczkiem (Stefan Majewski się konsultował i to tak bardzo, że kadra na mecze z Czechami i Słowacją miała przynajmniej dwóch autorów, a pomysł z defensywą z polskiej ligi to już ewidentnie był pomysł Piechniczka). Zawsze będzie miał swoje zdanie i nikomu nie pozwoli wtrącać się w kwestie zespołu.

To była kandydatura na którą PZPN był obecnie skazany. Żaden inny szkoleniowiec nie miałby takiej społecznej akceptacji, takiego poparcia mediów. - Wybieramy tego, kogo musimy. Nie jestem przekonany, że ma więcej plusów i atutów niż minusów i wad, ale jak kiedyś będziecie nas oceniać, to na przełom października i listopada 2009 innego wyjścia nie mieliśmy - mówił tydzień temu prominentny działacz Związku.

Z takim piętnem rozpoczyna pracę z reprezentacją Smuda. Z identycznym, w 2006 roku, zaczynał Leo Beenhakker (słynne powiedzenie do dziennikarzy Grzegorza Laty „chcieliście zagraniczniaka to macie, ale teraz jak coś nie pójdzie, to my będziemy was j...ć).

Czy Smuda dotrwa na stanowisku do Euro 2012?

Czy po mistrzostwach będzie miał identyczne poparcie kibiców jak teraz?

Aby odpowiedź była twierdząca będą musiały dziać się cuda.

12:53, robert_blonski1973
Link Komentarze (8) »
piątek, 23 października 2009

Nie było w tej rundzie dwóch kolejnych meczów ligowych które Legia rozpoczęłaby identyczną jedenastką. Z jednej strony przyczyną są permanentne urazy nękające drużynę. Z drugiej - zmiany ustawienia i poszukiwania drużyny gwarantującej warszawianom zwycięstwa.

Dla porównania - Wiśle Macieja Skorży aż cztery razy zdarzyło się w tej rundzie zaczynać dwa kolejne mecze w identycznym ustawieniu. Rotacja u mistrzów Polski wynikała głównie z kontuzji. Wicelider, Ruch Chorzów, trzy ostatnie spotkania ligowe zaczął identyczną jedenastką. Trzecia w tabeli Polonia Bytom - też miewała w tym sezonie momenty takiej stabilizacji. Urban nie znalazł idealnego, skutecznego na ekstraklasę ustawienia.

 

Do dziś nie wiadomo, kto jest podstawowym lewym obrońcą Legii. Do dyspozycji trenera pozostawali dwaj reprezentanci kadry leo Beenhakkera Jakub Wawrzyniak (dziś zdyskwalifikowany za doping) i Marcin Komorowski. Obu „godził i godzi” do dziś nad podziw solidny w ostatnich latach, gwarantujący stały, przyzwoity, ligowy poziom 33-letni Tomasz Kiełbowicz. Zdecydowanie lepiej rozumie taktykę Legii - po stracie piłki nie wolno wracać w okolice własnego pola karnego tylko jak najszybciej i jak najdalej od własnej bramki stara się odebrać ją rywalom.

 

Nie wykreował się ani drugi, ani trzeci środkowy pomocnik - pozycja Macieja Iwańskiego w składzie jest niepodważalna. Można do niego mieć pretensje o przestoje w grze, chowanie się za rywali, ale ostatnio zaczął przynajmniej grać skutecznie. Ma asysty i strzela gole. Tego wymaga się od ofensywnego pomocnika.

Piotr Giza nie odwzajemnił miłości trenera i dyrektora sportowego Mirosława Trzeciaka, którzy zapewniali, że warto wydać 400 tys. euro na kreatywnego pomocnika Cracovii. Stworzonego do kombinacyjnej gry, jaką chciał wpoić Urban legionistom. A przecież można było rok temu odesłać Gizę do Krakowa - początkowo był do Legii tylko wypożyczony. Ostatnio (wraz ze zmianą ustawienia na 4-4-2) stracił miejsce w składzie, a w meczu z Lechem został odesłany na trybuny. Okazał się jednym z wielu chybionych transferów dyrektora Trzeciaka. Ale Urban chciał go w drużynie.

 

Legia nie ma też defensywnego pomocnika. Bez mrugnięcia okiem wywaliła Aleksandara Vukovicia, bo były kapitan domagał się podwyżki w nowym kontrakcie. Teraz 30-letni pomocnik Korony mówi: „gdybym zaakceptował warunki Legii, skończyłbym w niej karierę tak jak wymarzyłem. Ale do końca życia nie szanowałbym samego siebie. To była dla mnie sprawa honorowa, nie mogłem sobie pozwolić na takie traktowanie”.

 

Urban miał pomysł na następcę, ale 18-letni Ariel Borysiuk nie zrobił oczekiwanych postępów. Trener odważnie wprowadza młodego chłopaka do ligowej piłki, daje mu szansę, która może wydać owoce za dwa-trzy sezony. Albo i wcześniej. Na razie jednak Borysiuk nie robi kroków naprzód. Alternatywą miał być Tomasz Jarzębowski. Wychowanek Agrykoli, w Legii od zawsze, warszawiak z krwi i kości. Wygnany z Łazienkowskiej odchodził do Bełchatowa ze łzami w oczach. Wrócił po trzech latach spędzonych w GKS bez jednej kontuzji. W Legii znowu dopadły go urazy, zagrał 78 minut w Pucharze Polski i 26 przeciwko Jagiellonii.

Trudno też stwierdzić, kto w Legii jest drugim napastnikiem. Ostatnio partnerem Takesure'a Chinyamy był Bartłomiej Grzelak. Zagrał w trzech ostatnich meczach ligowych, ale nie wiadomo kiedy znowu dopadnie go kontuzja. I co wtedy zrobi trener Urban. Czy wróci do ustawienia 4-5-1 czy postawi na Marcina Mięciela do którego nawet po jego dobrych występach miał pretensje.

 

To nie jest wyłącznie wina trenera. Próbuje stworzyć zespół z zawodników, jakich ma. Zmienił ustawienie na 4-4-2, jednego ze środkowych pomocników wyrzucił na ławkę, drugiego na trybuny.

 

Ale z płótna fraka na przyjęcie u angielskiej królowej się nie wykroi. Dlatego Urban, który chyba najbardziej ze wszystkich w szatni Legii przeżywa niepowodzenia drużyny musi znaleźć zawodników dla których zwycięstwo nie będzie takim samym „przeżyciem” jak porażka. Trener Legii nie ogląda meczów swojej drużyny na siedząco. Stoi blisko linii bocznej i przez 90 minut krzyczy na zawodników, dyryguje nimi. - Fajnie by było, żeby Janek znalazł jeszcze chociaż jednego piłkarza, któremu zależy na wygrywaniu tak jak jemu - powiedział ostatnio w nSporcie trener Śląska Ryszard Tarasiewicz.

Legia potrzebuje szybkiego wstrząsu. Na boisko musi wyjść jedenastu facetów, którym Legia obojętna nie jest. Tylko, czy Urban takich znajdzie? Dotąd mu się nie udało. Znalazł się jednak w wyjątkowej sytuacji - cierpliwość właścicieli się kończy.

„Trener wie, jakie są oczekiwania Zarządu. Po 17. kolejce nie możemy mieć straty, która teoretycznie i praktycznie wyeliminuje nas z walki o mistrzostwo. Do końca roku musimy wygrać wszystkie bądź prawie wszystkie mecze. Niewiele już mamy punktów do stracenia. Ten trener i ci piłkarze nie dają Legii tego, co trzeba. Kiedy oglądam niektóre mecze, brakuje mi silnego przekonania, że dla zawodników wygrana jest wszystkim na boisku”.

 

Sobotnim meczem z Koroną Urban zaczyna walkę o posadę. Przez dwa lata nie wpoił legionistom kultury wygrywania. Tego, że porażki się mogą zdarzyć, ale w Legii nie wolno do nich przywyknąć.

Teraz musi to zrobić praktycznie z dnia na dzień.

13:33, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »
środa, 21 października 2009

Macie, kogo chcieliście - syknął grupce kilku dziennikarzy Grzegorz Lato. Był sierpień 2006 roku, na konferencji prasowej prezes PZPN Michał Listkiewicz przedstawiał właśnie nowego selekcjonera polskiej reprezentacji, Leo Beenhakkera. - Chcieliście zagraniczniaka, to macie. Ale teraz, jak coś nie pójdzie, to my będziemy j...ć was, a nie wy nas jak do tej pory - dodał ówczesny przedstawiciel Zarządu PZPN.

Minęły, z górą, trzy lata i...nic się nie zmieniło. - Wybierzemy raczej tego, którego chcą kibice i dziennikarze. I który jest również jednym z naszych kandydatów. Choć nie wiem, czy z czasem nie okaże się, że wątpliwości i minusy, jakie mamy wobec tej kandydatury, nie były większe od jego atutów i plusów. Mam jednak nadzieję, że gdy kiedyś będziecie oceniać nasz wybór, napiszecie, że to był najlepszy i jedyny wybór, jakiego mogliśmy dokonać w danym momencie czyli na przełomie października i listopada 2009 roku - powiedział mi w poniedziałek jeden z prominentnych działaczy Związku.

Tak odniósł się do, niemal, przesądzonego już wyboru Franciszka Smudy na trenera narodowej reprezentacji.

15:19, robert_blonski1973
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 12 października 2009

Pewne jest, że w środowym meczu ze Słowacją w bramce Wojciecha Kowalewskiego zastąpi Jerzy Dudek. Jak w Vabanku - to jest „gentleman agreement” - w Pradze numerem jeden był zawodnik Iraklisu Saloniki, w Chorzowie między słupki wejdzie gracz Realu Madryt.

Pewna jest również zmiana w ataku - Kamila Grosickiego, który pojechał do Kielc pomóc młodzieżówce we wtorkowym meczu z Holandią zastąpi prawdopodobnie Robert Lewandowski. Paweł Brożek ma problemy z pachwiną. Jeśli uraz ponownie wyeliminuje go z meczu reprezentacji, ciekawe czy w niedzielę we Wronkach zagra w ligowym „hicie” przeciwko Lechowi.

Co jeszcze powinien/może zmienić selekcjoner na mecz ze Słowacją? Nie powoła dziewięciu innych zawodników, dlatego patrząc na pole manewru obronę zostawi taką, jaka była.

Do wymiany nadaje się Piotr Polczak, ale kto za niego? W Pradze rezerwowym środkowym obrońcą był Jarosław Bieniuk (Adam Kokoszka powędrował na trybuny).

Blok defensywny złożony był - po raz pierwszy od 12 lat - z zawodników ekstraklasy. Gdyby Bieniuk zagrał, w meczu o punkty mielibyśmy piłkarza z polskiej II ligi pierwszy raz od...kwietnia 1987 roku. W pamiętnym, bo zremisowanym 0:0 meczu z Cyprem w Gdańsku, w 46. min na boisko wszedł napastnik Jagiellonii Jacek Bayer. Był to jego jedyny występ w kadrze.

Teraz, być może, zawodnik z II lig wzmocni blok defensywny. Wydaje mi się to mało prawdopodobne. Polczak, Rzeźniczak i Gancarczyk muszą - zdaniem Majewskiego - zdobywać reprezentacyjne doświadczenie. Głowacki je już ma. Bieniuk może wejść po przerwie.

W pomocy pewna wydaje się być zamiana słabego w Pradze Macieja Iwańskiego na Rogera Guerreiro. Ale, czy selekcjoner się na nią zdecyduje? Przecież Słowacy MUSZĄ w Polsce wygrać, bo walczą o pierwsze miejsce. To, że zaatakują, może Polakom stworzyć okazję do czego? Do kontr! Tak przecież miało być w Pradze, a Iwański zagrał kosztem Guerreiro, bo - zdaniem Majewskiego - lepiej odbiera piłkę.

Może być i tak, że selekcjoner zmieni tylko tych, których musi (Grosickiego, bo wyjechał na młodzieżówkę) lub którym obiecał (Kowalewskiego na Dudka). Reszta, podobnie jak taktyka, zostanie bez zmian.

A wynik?

16:15, robert_blonski1973
Link Komentarze (7) »
sobota, 10 października 2009

Godzinę po meczu ze strefy dla dziennikarzy dziarskim krokiem ruszył niewysoki chłopak w białej czapeczce, czerwonej bluzie od dresów i włosami spływającymi na ramiona

Niezrażony niczym wsiadł do pierwszego z brzegu autokaru i udał się na tył, na swoje miejsce. Zrobił dwa kroki i... zdziwiony podniósł głowę. Bo zobaczył Grosickiego, Lewandowskich, Polczaka i paru jeszcze polskich piłkarzy. Szybko zrozumiał bolesną pomyłkę...

Natychmiast zrobił trzy kroki w tył i z uśmiechem wysiadł. To był czeski rozgrywający Arsenalu Tomas Rosicky, najlepszy piłkarz sobotniego meczu. Stojący przy drzwiach autobusu Wojciech Kowalewski krzyknął z uśmiechem: czy ktoś ma dla niego paszport?

Rosicky, choć nazwisko ma nawet polskobrzmiące, to jednak szybko poszedł do swoich. A my mogliśmy tylko westchnąć - taki piłkarz wygrałby rywalizację chyba i z Maciejem Iwańskim...

23:37, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »

To pytanie zadaje sobie chyba każdy, kto zobaczył skład na mecz z Czechami w Pradze.

Po ponad trzyletniej przerwie czyli z górą 1000 dniach do reprezentacji wrócił Jerzy Dudek. Wydawało się, że rezerwowy Realu Madryt przyjechał, by zagrać. Innego sensu powołania Dudka nie było - jeżeli Stefan Majewski od początku chciał, by numerem jeden był Wojciech Kowalewski jako rezerwowego mógł wezwać każdego.

Prawdopodobnie Dudek jechał na zgrupowanie jako numer jeden. We Wronkach nie przekonał do siebie selekcjonera, któremu wystarczyły dwa treningi Kowalewskiego (trenowal dopiero od środy), by zmienić decyzję. Wychodzi na to, że Majewski chciał „odkurzyć Dudka, ale niegrający regularnie w klubie od ponad trzech lat 36-letni bramkarz nie jest w reprezentacyjnej formie.

Andrzej Janisz z Programu I Polskiego Radia przypomniał, że w październiku 1981 roku mentor Majewskiego, obecny wiceprezes PZPN Antoni Piechniczek powołał na mecz eliminacji MŚ z NRD Jana Tomaszewskiego z hiszpańskiego Herculesa Alicante oraz Józefa Młynarczyka z Widzewa. Nieoczekiwanie zagrał ten drugi. Polska wygrała i pojechała na mundial do Hiszpanii.

Po meczu Tomaszewski zrezygnował z gry w kadrze - miesiąc później, w listopadzie 1981 roku - zagrał ostatni, 63. mecz w drużynie narodowej (z Hiszpanią).

 

20:07, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 października 2009

Tego, prawdopodobnie, jeszcze nie było. Obrońca Śląska Wrocław, Mariusz Pawelec, wyznał przed kamerami Orange Sport z jakim zadaniem przyjechał na zgrupowanie do Wronek.

Otóż przed wyjazdem małżonka sympatycznego piłkarza powiedziała mu tak: „Jedź, jedź. Przynajmniej zrobisz sobie zdjęcie z Dudkiem”.

12:14, robert_blonski1973
Link Komentarze (5) »
środa, 07 października 2009

Ciężko w to uwierzyć, ale po czterech treningach kadry we Wronkach wiele, żeby nie napisać, że wszystko wskazuje na to, że partnerem Arkadiusza Głowackiego na środku obrony w sobotnim meczu z Czechami w Pradze będzie...Piotr Polczak z Cracovii. Czyli ulubieniec Stefana Majewskiego z czasów, gdy obecny selekcjoner był trenerem „Pasów”.

Na razie 23-letni obrońca Cracovii nie zdejmuje żółtego znacznika, które zakładają zawodnicy przymierzani do gry w Pradze. W poniedziałek i wtorek, kiedy Głowacki nie ćwiczył z powodu naciągnięcia mięśnia, Polczak znacznik miał, a obok niego był ustawiony Adam Kokoszka. W środę Głowacki, pewniak do gry w Pradze, ćwiczył z zespołem - jego partnerem znowu był Polczak.

Czterokrotny reprezentant Polski (wszystkie występy u Beenhakkera) urodził się w Krakowie, ale do Cracovii trafił wiosną 2008 roku z Katowic. Obecny selekcjoner kadry, wówczas trener „Pasów” namówił profesora Filipiaka na wydanie rekordowej kwoty 800 tys. złotych. Później Cracovia więcej zapłaciła za Marka Wasiluka, a Polczak zagrał wiosną 2008 roku 13 spotkań ligowych, strzelił dwa gole.

Biorąc pod uwagę, że: inny powołany przez Majewskiego środkowy obrońca - Tomasz Jodłowiec - jest kontuzjowany; Kokoszka został najpierw skreślony z listy 26 zawodników i odesłany do kadry do lat 23, by w ostatniej chwili wrócić w wyniku kontuzji Jodłowca i Łukasza Piszczka, więc z nim selekcjoner nie wiązał raczej nadziei... A ostatnim, na którego może postawić Majewski w Pradze na środku obrony jest Jarosław Bieniuk z Widzewa.

Wniosek nasuwa się sam - z trójki Polczak, Bieniuk, Kokoszka - z Czechami zagra ten pierwszy...

15:50, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »
wtorek, 06 października 2009

Bez Wojciecha Kowalewskiego i Rogera Guerreiro ćwiczyła drużyna Stefana Majewskiego we wtorek rano Wronkach. Obaj nie dotarli do kraju po poniedziałkowych meczach ligi greckiej. Po kilku minutach z boiska zszedł też Arkadiusz Głowacki - ma lekkie problemy z mięśniem. Wieczorem, o 20, kolejne zajęcia. Z udziałem obrońcy Wisły i Rogera.

Te przedpołudniowe nie były intensywne, poświęcone przede wszystkim taktyce. Ataki mają iść ze skrzydeł, a zespół ustawiony dwójką napastników. Po stracie piłki natychmiastowa próba jej odebrania czyli presing pod bramką przeciwnika. Jeśli się nie uda - powrót na swoją połowę i, po przejęciu piłki, próba szybkiego wyprowadzenia kontry.

Kapitanem zespołu Majewskiego, na 99 procent, zostanie Mariusz Lewandowski. - Każdy trener reprezentacji jest tymczasowy, bo kiedyś nim być przestanie. Każdy piłkarz w kadrze też jest tymczasowy, bo przyjdzie kres jego występów - mówił 60-krotny reprezentant Polski.

Na koniec treningu piłkarze, z 18-20 m, próbowali pokonać Jerzego Dudka. Ze skutecznością było średnio. Najlepiej „ułożone” stopy mieli Kuba Błaszczykowski, Ludovik Obraniak i Ireneusz Jeleń. Kilku zawodnikom udało się kopnąć wysoko ponad siatkę za bramką czyli jakieś osiem-dziesięć metrów nad poprzeczką.

- Trening czyni mistrza, będą próbować dalej - uśmiechnął się selekcjoner Majewski.

13:23, robert_blonski1973
Link Komentarze (3) »