Blog Roberta Błońskiego
RSS
wtorek, 05 sierpnia 2008

Zostaję w Celtiku - oświadczył Artur Boruc szkockim dziennikarzom po powrocie z turnieju w Rotterdamie. O tym, co mówił, można przeczytać tutaj A co innego niby miał powiedzieć, skoro nie ma w Europie wielkiego klubu, który zapłaciłby minimum dziesięć milionów funtów z 28-letniego reprezentanta Polski, który błysnął wieloma świetnymi interwencjami podczas Euro.

To, że Borucowi ciężko będzie odejść z Celtiku było wiadomo, odkąd zimą przedłużył umowę z mistrzem Szkocji. Związał się na dalsze cztery lata, w kontrakcie nie ma kwoty odstępnego, a w rubryce zarobki widnieje tygodniówka 30-35 tys. funtów. Co, jak łatwo policzyć daje sumę powyżej półtora miliona euro.

Boruc jednak solidnie zapracował na to, bo do Glasgow jechał tylko na roczne wypożyczenie z Legii, jako zmiennik nadziei szkockiej piłki Davida Marshalla i dodatek do kupowanego na Celtic Park latem 2005 roku jako gwiazdę Macieja Żurawskiego.

Teraz Boruc jest gwiazdą, ma swoje szaliki, porównywany jest do papieża (z racji pozycji, na jakiej występuje - Jan Paweł II też był w młodości bramkarzem), jego pozycja jest niepodważalna. Uwielbiają go kibice, ceni trener Strachan. I za osobowość i za umiejętności. Słowem - jest w klubie niezastąpiony. Trudno sobie wyobrazić polskiego piłkarza, który miałby tak silną pozycję w klubie, który zdobył trzy tytuły mistrza swojego kraju z rzędu, który grałby w Lidze Mistrzów w każdej kolejce...

To wszystko ma Boruc. Do tego, dopóki selekcjonerem jest Leo Beenhakker, dopóty Boruc ma pewne miejsce między słupkami bramki biało-czerwonych. Kiedy Holender zaczynał pracę z kadrą, Artur nie był powołany na pierwsze i drugie zgrupowanie. Leo wyżej cenił Jerzego Dudka i Wojciecha Kowalewskiego, choć to Boruc bronił na MŚ w Niemczech. I bronił dobrze.

Teraz Leo nie wyobraża sobie kadry bez Boruca, a bramkarz udowodnił podczas Euro, że na najważniejsze mecze potrafi przygotować się doskonale. W Celtiku ziewa podczas meczów, ma dwie, góra trzy interwencje w meczu. W kadrze odwrotnie - bywa, że zwija się jak w ukropie. Koledzy z defensywy go nie oszczędzają i dają mu się wykazywać.

Beenhakker, kiedy niedawno zapytaliśmy go o Artura i o transfer z Celtiku, wcale nie był zawiedziony, że Boruc zostaje. - Kluby dzielą się na te, które mogą wygrywać i które MUSZĄ wygrywać. I to każdy mecz. Celtic jest w tej drugiej, Artur w każdym meczu musi być skoncentrowany, nie ma chwili na rozluźnienie. A potem świetnie się to przekłada na mecze kadry. No i jest to jeden z tych kilku zawodników, o których nie muszę się co tydzień martwić czy grają czy nie - argumentował Leo.

Tak więc Boruc jest numerem jeden kadry, numerem jeden w Celtiku, gra w Lidze Mistrzów, ma wysoki kontrakt, kochają go kibice w Glasgow (tylko ci z Celtiku - ostatnio, w Rotterdamie podczas meczu, wywiesili transparent „Artur, kochamy cię”), cenią w Polsce - mimo kontrowersyjnych wypowiedzi (np. o Stadionie Śląskim, że nadaje się do organizacji koncertów, a nie meczów).

Czy w tej sytuacji, kiedy ofert nie ma, można się Borucowi dziwić że nie szuka klubu na siłę, że nie chce odejść za wszelką cenę (gdyby pojawiła się dobra oferta, na pewno jednak by się zdecydował, bo chciałby grać w jeszcze lepszym klubie niż Celtic - na pewno ma potrzebne do tego umiejętności).

Z jednej więc strony - żal, że Borucem interesujemy się przy okazji meczów kadry, Ligi Mistrzów i potyczek z Rangersami.

A z drugiej?  Ile daliby wszyscy fani futbolu, gdyby piętnastu polskich piłkarzy grało w klubach klasy Celtiku i miało w nich taką pozycję, jak Boruc w Glasgow? Wtedy wyjście z grupy na Euro rzeczywiście byłoby realniejsze.

PS. Podczas wakacji miałem okazję pograć w piłkę ze Szkotami z Glasgow. Okazali się kibicami Rangersów. Jak się dowiedzieli, skąd jestem - wspomnieli o Borucu. Najpierw, hmmmm przekonałem się, jak silna jest wrogość między klubami w Glasgow. Ale później przeszło im przez gardło. Że Boruc, choć świr, to jednak dobry bramkarz... Trudno chyba o lepszy komplement. Nawet jeśli dla Artura nie ma on żadnego znaczenia, bo - jak mawia - jest tylko bramkarzem, a nie żadnym bohaterem.

16:08, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 sierpnia 2008

We Wronkach rozpoczęło się zgrupowanie (konsultacja) kadry Leo Beenhakkera. Ani to pierwsza reprezentacja (brak z klubów zagranicznych), ani nawet kadra B (wiślacy nie mogli przyjechać ze względu na puchary, nie ma też np. Rogera).

To idzie więc młodość, Leo powołał 19 zawodników - najstarszy jest bramkarz Przyrowski (rocznik 1981), pozostali są z roczników 84-89. Najmłodsi to legioniści Maciej Rybus (sierpień 89) i Przemysław Wysocki (marzec 89).

Leo powołał ich w jednym celu: zobaczyć, kto jest w stanie przeskoczyć poziom ligowy o jeden, dwa albo i trzy szczeble - tak, by już niedługo móc zagrać z orłem na piersi nie z juniorami Maccabi Hajfa, ale choćby w meczu towarzyskim z Ukrainą (20 sierpnia).

Selekcjoner był sceptycznie nastawiony do młodych gwiazdek polskiej ligi. Możecie o tym przeczytać tutaj. Mówił w wywiadzie o Robercie Lewandowskim z Lecha (kto będzie strzelał gole w eliminacjach MŚ), o Macieju Rybusie z Legii (kto zagra na lewym skrzydle, skoro Krzynówek i Smolarek mogą nie grać w klubach). Lewandowski to przypadek osobliwy - król strzelców II ligi dostał powołanie do kadry, choć w polskiej ekstraklasie ma rozegranych... zero meczów.

Stawiam, że najszybciej poziom reprezentacji Polski (i dołączą do „odkrytych” już Zahorskiego, Pazdana i Majewskiego) osiągną pomocnik Bandrowski z Lecha, skrzydłowy Pawłowski z Zagłębia Lubin i obrońca Jodłowiec z Polonii. Duże szanse ma też Peszko, pod którego wrażeniem byłem oglądając jego występ w Pucharze UEFA. Napisałem zresztą w tym miejscu. Trzeba zresztą kibicować im wszystkim i każdemu pojedynczo - swoją drogą mają „młodzieńcy” szczęście, że przygodę z reprezentacją zaczynają u Beenhakkera. Do Wronek przyjechali z nadzieją, że z Holendrem za plecami szybciej przeskoczą z ligowo-klubowej szarzyzny na reprezentacyjne salony. Oby.

PS. Patrząc na daty urodzin coraz to nowych kadrowiczów z nieukrywanym zdziwieniem stwierdzam, że już niedługo Leo Beenhakker powoła zawodnika urodzonego już po tym, jak ukazał się mój pierwszy tekst na łamach „Gazety Wyborczej”. Było to 2 stycznia 1992 roku :-). Artykuł miał tytuł „Wszystkiego najdłuższego czyli noworoczne życzenia Władysława Komara”

16:51, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 sierpnia 2008

What is your name, boy - spytała jasnowłosa Finka siedzącego na przeciwko młodego chłopaka. Ten podniósł oczy, spojrzał na mnie i wyjąkał: O co jej chodzi, panie redaktorze? Tak poznałem Sebastiana Milę, jasnowłosego chłopaka z Koszalina. Było lato 2001 roku, kilka godzin wcześniej Mila i jego koledzy z drużyny Michała Globisza zdobyli złote medale mistrzostw Europy do lat 18, bijąc w finale Czechów 2:1.

Mila grał na lewej obronie i biegał w tym meczu najwięcej chyba ze wszystkich. Od swojego pola karnego pod czeskie i z powrotem. Polacy grali wtedy bardzo długo w osłabieniu, ale Mili sił nie zabrakło.

Od tamtej pory często z tym zawodnikiem rozmawiałem. Zawsze szczerze, z dziecinną wręcz naiwnością odpowiadał na najtrudniejsze nawet pytania. Opowiedział np. jak to grając w Płocku pod meczową koszulkę Orlenu zakładał... koszulkę Legii. O grze w tym klubie marzył od dziecka, ale trener Dariusz Kubicki uznał, że Mila się na Łazienkowską nie nadaje, bo za mało biega.

I poszedł Sebastian do Groclinu. Potem do Wiednia, norweskiej Valerengi, by zimą - jak marnotrawny syn - wrócić do kraju. Do walczącego o utrzymanie ŁKS, teraz do Śląska... Pojechałem do Mili, do Wrocławia. W poniedziałek w „Gazecie Sport” ukazał się przygnębiający wywiad z tym sportowcem. Możecie przeczytać go tutaj

Szkoda, że tak się to wszystko potoczyło... Dobrze chociaż, że dziś Mila potrafiłby już odpowiedzieć na pytanie młodej Finki. Tyle pożytku z jego wyjazdów, że poznał języki obce. A czy będzie piłkarzem, a nie kopaczem...?

Zostawmy to pytanie na razie bez odpowiedzi. W lipcu bowiem Mila skończył dopiero 26 lat.

17:11, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 sierpnia 2008

Trenera Smudy można nie cenić, można drwić z jego polszczyzny, ale nie da się nie mieć do niego cienia sympatii. Za te wszystkie przejęzyczenia, za humor, za kontaktowość, za bezpośredniość, za emocje na ławce rezerwowych... A nawet i za to, że jego drużyny zawsze grają z charakterem, do końca. Drugiego takiego „naturszczyka” na ławce trenerów ligowych nie ma.

Oto właśnie koledzy z poznańskiego dodatku „Gazety” opowiedzieli mi, jak trener Lecha zareagował na losowanie drugiej rundy eliminacji Pucharu UEFA. - Powiedziałem chłopakom przed losowaniem, że zagramy z FC Zaurich albo... no, tymi..., no, jak oni tam... Z tymi drugimi... - Z Grasshopper - podpowiedzieli dziennikarze. - O właśnie - ucieszył się Smuda. - A wiecie, skąd wiedziałem? Co roku kupuję sobie nowy zegarek! A gdzie są lepsze zegarki niż w Szwajcarii? Nigdzie. Dlatego wiedziałem, że pojedziemy do Zurichu.

Tyle Smuda. Wypada mieć nadzieję, że kolejny zegarek dostanie od prezesów Lecha. Z ładną grawerką: „za wyeliminowanie Grasshopper Zurich w eliminacjach Pucharu UEFA. Sierpień 2008”. Okazja idealna, bo rewanż Lech zagra na wyjeździe.

I jak tu nie lubić Smudy?

15:46, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 lipca 2008

Ja wiem, że za wcześnie, że jedna jaskółka wiosny nie czyni i że rywal nie był za mocny. Ale Sławomir Peszko błysnął mocnym światłem na prawym skrzydle Lecha w meczu z ambitnymi i wybieganymi Azerami. Peszko to piłkarz, którego Franciszek Smuda pokocha na pewno. Za jego cechy i charakterystykę. Biegający od pierwszej do ostatniej minuty, walczący, dryblujący i, co u urodzonych nad Wisłą piłkarzy rzadkie - dobrze dośrodkowujący w pełnym biegu. Bez kompleksów (trudno było je mieć wobec tak niewymagającego rywala) - Peszko patrzył tylko na siebie i szukał kolegów w polu karnym, przeciwników mijał lekko, łatwo i przyjemnie.

Tak przynajmniej Peszko wygladał we czwartek - jak maszynista rozpędzający lokomotywę. Nikt mu nie odbierze szybkości, której tak brakowało Polakom na Euro. Futbolowej ogłady i taktycznego rozumienia futbolu nauczy się u Leo Beenhakkera - jest powołany na konsultację do Wronek (4-6 sierpnia) i mecz z Maccabi Hajfa.

Porównanie na wyrost - jak cały zachwyt i bardzo dobre słowo dla Peszki i o Peszcze. Ale na prawym skrzydle polskiej reprezentacji biega już ktoś, o kim Leo powiedział, że znaczy dla polskiej drużyny tyle, ile Ronaldo dla Portugalii. Czyli Jakub Błaszczykowski.

Peszko drugim Kubą? A czemu nie! Ma przynajmniej zadatki :-)

Parę słów o bohaterze. Urodził się w Jedliczach, w lutym 1985 roku (Błaszczykowski jest młodszy o 10 miesięcy - urodził się w grudniu 1985). Peszko to wychowanek Nafty Jedlicze. Od wiosny 2002 w Orlenie, później Wiśle Płock. Zimą tego roku podpisał kontrakt z Lechem, do którego - za darmo (koniec kontraktu) - dołączył przed tym sezonem.

 

23:40, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »

Nasza ekstraklasa, poziomem, jeszcze długo nie będzie dorównywać najlepszym. A, że chce liczyć się w Europie wszyscy ważni i ważniejsi postanowili zostawić daleko z tyłu europejskie potęgi pod względem... inauguracji nowego sezonu.

Na razie zostawiliśmy daleko w tyle Rosjan, Ukraińców, Austriaków i Rumunów. Na Wschodzie sezon w pełni (Rosjanie grają systemem wiosna-jesień), w Austrii i Rumunii już zaczęli. W ten weekend nikt, ze znaczących w Europie, nie wraca na boiska, więc nie ma sensu wychodzić przed szereg.

Za tydzień startują: Francuzi, Szkoci i angielska Division One. Tydzień później: Premier League, Belgowie, Serbowie i Niemcy, a w ostatni weekend sierpnia Hiszpanie, Włosi i Holendrzy.

Panie i Panowie z Ekstraklasy, PZPN oraz Trybunału Arbitrażowego przy PKOl.: został Wam miesiąc czasu. Zwlekajcie, odkładajcie, debatujcie, wynajdujcie paragrafy, dokumenty, artykuły, zbierajcie się na ważnych naradach i posiedzeniach. Spowodujcie, byśmy byli najlepsi w Europie i rozpoczęli sezon później od innych. Polscy piłkarze, z reguły są wolniejsi, od przeciwników. Nasza liga ma szanse wystartować najpóźniej w Europie. Za to potem rozgrywki nabiorą niesłychanego tempa.

Śledząc to, co się dzieje, nasuwa się jeden tylko cytat z „Seksmisji”: „niezły burdel siostrzyczki macie w tym archeo”. Gdzie archeo jak ulał pasuje do pewnej, mocno skostniałej instytucji:-)

PS. Wiceprezes PZPN, Eugeniusz Kolator, zapewnił, że ekstraklasa „na pewno” ruszy za tydzień. Ja w to nie uwierzę, dopóki nie zobaczę piłkarzy na boisku.

PSII. Rzecznik Ekstraklasy, Adrian Skubis, dodał, że w trzeciej kolejce nie będzie zmieniony terminarz nawet, jeśli liga zostanie poszerzona o Zagłębie i Koronę. Wtedy za tydzień Korona z Zagłębiem zagrają o punkty między sobą. A kto z kim zagra w czwartej kolejce?

17:37, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »

Co będzie z Maciejem Skorżą, jeśli Wisła nie wyeliminuje Beitara? Nic, chciałoby się napisać, bo za tydzień tematu w ogóle nie będzie. Mistrzowie Polski odeślą mistrzów Izraela do Jerozolimy z dwoma-trzema bramkami i temat się skończy.

Nim jednak się skończy, po porażce w pierwszym meczu 1:2 pytanie: co ze Skorżą jeśli Wisła odpadnie, pozostaje. W tym miejscu przypomnę fragment swojej ubiegłorocznej rozmowy z trenerem krakowian:

„Czuje się pan zaakceptowany przez krakowskie środowisko? Oczekiwania są bardzo duże.

Nie patrzę na to. Cała moja praca we Wronkach i w Grodzisku przebiegała w cieniu aluzji, że jestem warszawiakiem. W Krakowie jest to samo. Niedawno jeden ze starszych krakusów z piłkarskiego środowiska powiedział mi tak: "Maciek, nie zdziw się, ale my tu zawsze będziemy woleć swoich. Cokolwiek byś zrobił, jesteś z zewnątrz". Akceptuję to. Ale w pewnym momencie ktoś na mnie postawił, dał mi cel do zrealizowania i tego się trzymam. Jeśli uznają, że mój czas dobiegł końca, to sobie podziękujemy”.

A cała rozmowa tutaj

Wywiad, razem z krakowskim korespondentem GW Andrzejem Klembą robiliśmy na początku listopada 2007. Skorża był roześmiany, wyluzowany, anegdotami sypał jak z rękawa. Omal nie spóźnił się na trening. Był pełen werwy i optymizmu.

Miał powody. Z Wisły, która parę miesięcy wcześniej zdobyła ósme miejsce, z tymi samymi zawodnikami, zrobił drużynę, która już od grudnia mogła mrozić szampany z okazji tytułu mistrza Polski i przygotowywać się do Ligi Mistrzów. Trener dostał obietnice transferów, dokupienie kilku nowych zawodników i, latem, po kilkumiesięcznym zgraniu zespołu, walkę o Champions League. Miało ( i, na razie, ma) być „do pięciu razy sztuka”.

Jednak wiosna była mniej efektowna niż jesień, wygrane już nie tak spektakularne. Do tego doszły porażki z Legią w lidze i finale Pucharu Polski. A Bogusław Cupiał bardzo nie lubi porażek z Legią. „Krakowskie środowisko piłkarskie” - jak je nazywa Skorża, kręciło nosem. I zaczęły się szepty, wypominania, pretensje i narzekania....

Latem, podczas Euro, rozmawiałem z trenerem Czesławem Michniewiczem. Porównał sytuację Skorży do swojej. Kiedy rok wcześniej zdobywał mistrzostwo, w Lubinie chciano mu stawiać pomnik, piłkarze kochali, działacze wysławiali pod niebiosa. Obiecywali wzmocnienia i transfery. Oraz atak na Ligę Mistrzów. Skończyło się na obietnicach i II rundzie kwalifikacyjnej. Potem piłkarze zwolnili trenera (po porażce w Białymstoku) i Michniewicz dziś jest w Arce Gdynia.

Teraz Wisła Skorży przegrał pierwszy mecz w Jerozolimie, drużyna nie została wzmocniona przed eliminacjami, choć o bramkarza i środkowego obrońcę aż się prosi. I to nie od meczu z Beitarem, a od początku rundy wiosennej. Jeśli Wisła nie wyeliminuje Beitaru, Skorża będzie miał niezwykle ciężko przekonać do siebie krakowskie środowisko. - Maciek powinien uprzedzić wypadki i, widząc co się dzieje, być mądrzejszym ode mnie i odejść przed sezonem - mówił Michniewicz.

Skorża został. Ambitny jest niemniej niż Michniewicz. Z Beitarem jeszcze nie odpadł, ale jeśli nie uda się odrobić strat, czy prezesowi Cupiałowi wystarczy cierpliwości? Krakowskie środowisko piłkarskie będzie miało „używanie”. Oby trener nie został sam na placu boju - tak skroił garnitur, jak mu materiało starczyło. Niezależnie jednak od wszystkiego, Wisła awansować powinna, bo od Beitaru jest lepsza.

Jeśli nie, Skorża może być pierwszym trenerem, który straci pracę... Moim zdaniem byłoby szkoda, pocieszam się, że - mimo wszystko - nie będzie tematu.

PS. Z Krakowa dotarły właśnie niewesołe wieści: z Beitarem nie gra Głowacki. Na środku obrony zastąpi go boczny obrońca, Czech Szinglar. Nie będzie też Zieńczuka (czerwona kartka)... Tak czy inaczej - będą emocje.

17:18, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »

Całkiem jeszcze niedawno prawie cały lipiec przeznaczony był na wakacje, odpoczynek i tzw. sezon ogórkowy. Nie działo się w polskiej piłce nic. Czasem jakiś zespół zagrał w totalnie lekceważonym Pucharze Intertoto (albo Lata) i to było wszystko.

Emocje towarzyszyły tylko transferom i transferowym plotkom. Albo letniemu „ładowaniu akumulatorów”. Lata mijały, polski futbol i nasza liga upadała coraz niżej, ale wakacyjny termin niezmiennie pozostawał ubogi w emocje. Niemal cały lipiec był wolny od piłkarskich.

Na przełomie lipca i sierpnia zaczynała się liga (pamiętacie kolejki w kioskach po Skarb Kibica „PS”?), potem przychodziły emocje w Pucharze Europy, UEFA i Zdobywców Pucharów. Potem była Liga Mistrzów i Puchar UEFA. Jesienią kadra grała mecze eliminacyjne i kibic był usatysfakcjonowany niemal do zimy.

Jeszcze dwa lata temu Wisła grała w fazie grupowej Pucharu UEFA (trzy punkty w czterech meczach) i odpadła w grudniu 2006 roku.

Rok poprzedni to Zagłębie Lubin i jego pożegnanie z LM (0:1 i 1:2 ze Steauą Bukareszt) oraz pucharami na początku sierpnia. To GKS Bełchatów i pożegnanie z UEFA w drugiej rundzie kwalifikacyjnej na koniec sierpnia (1:1 i 2:4 u siebie z Dnipro Dnipropietrowsk). Najdłużej wytrwał Groclin - w połowie września i na początku października przegrał po 0:1 z Crveną Zvezdą Belgrad. Puchary dla polskich klubów skończyły się wtedy, gdy inni zaczynali poważne granie w fazach grupowych LM i UEFA.

Czy w tym roku czeka nas to samo? Na razie Cracovia powtórzyła wyczyn Lecha sprzed roku i odpadła z Intertoto w pierwszej rundzie czyli wtedy, kiedy inni piłkarze w Europie jeszcze nie wrócili z urlopów.

Wisła - mimo porażki - powinna wyeliminować Beitar i zagrać minimum w I rundzie UEFA. Lech ma awans do II rundy kwalifikacji UEFA zapewniony, po wygranej wyjazdowego meczu z Chazarem. Za chwilę siadam przed telewizorem zobaczyć, czy Legia poradzi sobie z FK Homel...

Kiedyś futbolowe emocje dla polskich kibiców nie szły w parze z letnimi upałami. Teraz musimy denerwować się i żyć w niepewności w czasie największych upałów.

Dla ciekawych: II runda kwalifikacyjna UEFA 14 i 28 sierpnia; III runda eliminacji do LM - 15 i 29 sierpnia. I runda Pucharu UEFA 18 września i 2 października, faza grupowa - od 23 października. Start fazy grupowej LM - 16 września.

Początek kalendarzowej jesieni - 23 września. Która z polskich drużyn dotrwa?

PS. Na szczęście na późne lato i jesień zaplanowane są cztery mecze eliminacji MŚ. 6 września Polska gra ze Słowenią we Wrocławiu. Hitem będzie mecz z Czechami 11 października w Chorzowie. Z San Marino i Słowacją Polska zagra we wrześniu i październiku na wyjazdach.

16:40, robert_blonski1973
Link Komentarze (3) »
1 ... 11 , 12 , 13