Blog Roberta Błońskiego
RSS
czwartek, 03 grudnia 2009

Adam Małysz, syn Jana i Ewy (z domu Szturc), skończył we czwartek 32 lata. Urodziny, jak zwykle, obchodził w Norwegii. W pierwszy weekend grudnia skakano przeważnie w Trondheim - tym razem (z powodów technicznych) - zawody przeniesiono do Lillehammer, gdzie Małysz był jeszcze niedawno rekordzistą skoczni. Ale nigdy nie wygrał konkursu.

Ci, którzy go znają i mu kibicują nie będą mieli problemu z wymyśleniem urodzinowych życzeń. Złoty medal olimpijski w Vancouver to niespełnione dotąd marzenie czterokrotnego mistrza świata i czterokrotnego zdobywcy Pucharu Świata w skokach narciarskich.

Przed wojną, Arkady Fiedler, opisał swoją wyprawę do Kanady w książce „Kanada pachnąca żywicą”.

Czy na koniec kariery jeden z rozdziałów książki Małysza będzie nosił tytuł „Kanada pachnąca złotem”?

12:35, robert_blonski1973
Link Komentarze (2) »
środa, 02 grudnia 2009

Zwycięstwa z Bełchatowem oraz innymi zespołami czołówki ekstraklasy nie mogą zaciemnić obrazu drużyny z Łazienkowskiej. Tyle kontuzji w Legii nie może być przypadkiem. Trener Urban powinien domagać się wyciągnięcia konsekwencji

Legia, żeby zdetronizować Wisłę i odzyskać tytuł, potrzebuje wzmocnień, a rewolucja kadrowa powinna zacząć się już zimą. - Inaczej mistrz Polski będzie wyłącznie mistrzem własnego podwórka, a w pucharach nie osiągnie nic - mówił po wygranej w Bełchatowie trener Jan Urban. W połowie października sytuacja jego i Legii była tragiczna. Po dziesięciu kolejkach wicemistrzowie Polski byli na czwartym miejscu z siedmioma punktami straty do Wisły i perspektywą meczu z mistrzem kraju na jego stadionie - w Sosnowcu.

Cierpliwość kończyła się właścicielom, choć prezes Leszek Miklas - oficjalnie - nie postawił trenerowi ultimatum. Zapewnił, że Urban ma pełne poparcie do końca roku i dodał, że z siedmiu ostatnich spotkań ligowych Legia musi wygrać przynajmniej sześć. Rozliczenie ma nastąpić na koniec kalendarzowego roku.

Urban, na razie, wyszedł z opresji obronną ręką, choć sytuację kadrową - w pewnym momencie - miał tragiczną. Kolejni piłkarze doznawali urazów albo wylatywali za kartki. Trener musiał klecić zespół naprędce i wystawiać w jedenastce rezerwowych (Paluchowski, Jędrzejczyk, Smoliński czy ostatnio nawet Kumbev, który sezon zaczął poza ławką rezerwowych , oraz Żyrę z Koseckim z Młodej Legii).

Co Legii nie zabiło, to ją wzmocniło - wygrała z Wisłą w Sosnowcu, pokonała ówczesnego wicelidera z Chorzowa oraz Koronę w Warszawie i Bełchatów na jego stadionie. Punkty straciła w derby, co zresztą idealnie wpisuje się w obraz zespołu jesienią. Wygląda, że Legia jest "drużyną od zadań - jak na polską ligę - wielkich", czyli zwycięstw z bezpośrednimi konkurentami do tytułu, z którymi nie straciła nawet gola. Słabym drużynom broniącym się przed spadkiem nie potrafiła ich strzelać i dlatego nie jest liderem.

Jeśli odmieni zwyczaje z rundy jesiennej (w piątek rozpoczynają się rewanże) i wygra dwa ostatnie spotkania, to - w najgorszym wypadku - będzie w tabeli tylko o jedno zwycięstwo za Wisłą. Zespół Macieja Skorży gra w niedzielę w Chorzowie z trzecim w tabeli Ruchem. Jeśli dystans się nie powiększy, skończą się spekulacje dotyczące zmiany trenera. Urban zasłużenie i sprawiedliwie zachowa posadę, ale - po rundzie - sam powinien domagać się rozliczenia pewnych kwestii.

Przede wszystkim chodzi o zdrowie zawodników - nie może być przypadkiem, że w jednej rundzie urazy mają Takesure Chinyama (kolano), Bartłomiej Grzelak (mięśnie brzucha, dwugłowy), Dickson Choto (mięsień czworogłowy), Marcin Mięciel (mięsień przywodziciel), Adrian Paluchowski (więzadła w kolanie), Tomasz Jarzębowski (kolano) Wojciech Szala (ścięgno Achillesa, mięsień uda), Piotr Giza (złamane żebro), Jakub Rzeźniczak (silne stłuczenie kolana), Maciej Rybus (stłuczony palec) i Maciej Iwański (mięśnie brzucha). I nie jest to wyjątkowa pod tym względem runda. Tylko kolejna.

Najważniejszą kwestią są jednak wzmocnienia - trener musi nalegać na kilku nowych zawodników.

Najpierw należałoby - za wszelką cenę - przedłużyć kontrakt z Janem Muchą. Umowa słowackiego bramkarza kończy się w czerwcu, teoretycznie w styczniu może on podpisać kontrakt z innym klubem i po sezonie opuścić Legię. 27-letni bramkarz po raz kolejny jest najlepszym piłkarzem Legii w całym sezonie, dzięki jego interwencjom drużyna liczy się w walce o tytuł. Zasługuje na gwiazdorski kontrakt. Przecież Legia może mu zaproponować minimum 300 tys. euro rocznie i wpisać w nową umowę klauzulę odejścia satysfakcjonującą obie strony (2,5-3 mln euro). Po, ewentualnie, udanym dla Muchy mundialu kwota nie odstraszy dobrych klubów, a Legii zapewni środki na następcę. Jeśli nie byłoby chętnych, Legia zostałaby z fantastycznym, dobrze czującym się w Legii i Warszawie bramkarzem.

Zadaniem dyrektora sportowego i skautów będzie znalezienie defensywnego pomocnika, lewego pomocnika oraz napastnika. W czerwcu kontakty kończą się siedmiu zawodnikom (Kiełbowicz, Szala, Jarzębowski, Smoliński, Szałachowski, Grzelak, Mięciel i Paluchowski). I trener zapowiedział, że jeśli dojdzie do kadrowej rewolucji , to raczej dopiero latem, a nie zimą. Realnie ocenił rzeczywistość i stan klubowej kasy, ale też jasno zasugerował, że obecny zespół stać co najwyżej na zostanie mistrzem słabej Ekstraklasy. Aspiracje na pewno sięgają wyżej. Z trzema-czterema ponadprzeciętnymi zawodnikami, z dwoma utalentowanymi młokosami i kilkoma przyzwoitymi jak na ligowe warunki graczami można wygrywać z Wisłą i Lechem, ale w Europie błysnąć się nie da. Momentami Urban wyciska z tej drużyny więcej niż może, ale zdarzają się też chwile, gdy górą jest przeciętniactwo. Wtedy żaden trener nie pomoże. Z rewolucją nie ma co czekać - trzeba ją zacząć zimą i dokończyć latem.

18:48, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »
piątek, 27 listopada 2009

Listopad 2006 - Adam Małysz, w rozegranym w anormalnych warunkach konkursie w Kuusamo zajmuje 34. lokatę (w kwalifikacjach był czwarty, jeden z treningów wygrał). Nie zdobywa jednak punktów PŚ i wkurzony opuszcza skocznię.

Marzec 2007 - Małysz deklasuje rywali w konkursie na normalnej skoczni w Sapporo i zdobywa czwarty w karierze złoty medal mistrzostw świata. Cztery tygodnie później zdobywa czwarty w życiu Puchar Świata! Na podium w Planicy, gdzie wygrywa trzy kolejne konkursy, ma łzy w oczach.

Listopad 2009 - Małyszowi wieje w plecy mocny wiatr i w Kuusamo nie kwalifikuje się nawet do konkursu indywidualnego! Zajmuje miejsce poza czołową pięćdziesiątką. Sensacja!

Luty 2010 - igrzyska olimpijskie w Vancouver. Małysz marzy o złotym medalu. Jedynego, jakiego nie ma w bogatej kolekcji trofeuów.

Wszystkim malkontentom historię przypomniał też Maciek Kurzajewski zapowiadając konkurs drużynowy w TVP1.

PS. Konkurs drużynowy pokazał, że niedolot to wyłącznie wypadek przy pracy. Gdyby tak skakał w konkursie indywidualnym, zająłby miejsce na podium. Dzięki Małyszowi Polska zajęła piątą lokatę, tracąc do Rosjan niecałe trzy punkty czyli półtora metra.

17:28, robert_blonski1973
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 23 listopada 2009

Od nowego sezonu Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) zmieniła zasady premiowania skoczków. Nowe zasady są przejrzyste jak łza i uderzają w kieszeń najlepszych.

Jeden punkt został wyceniony na 100 franków szwajcarskich. Tyle dostanie ostatni, 30. zawodnik po drugiej serii konkursu. 29. skoczek - 200 franków itd. Nagroda dla zwycięzcy to 100 punktów Pucharu Świata i 10 000 franków.

Dotąd premiowano najwyżej dziesięciu czołowych zawodników, zwycięzca mógł liczyć na około 30 tys. franków premii.

Triumfator poprzedniego Pucharu Świata, Austriak Gregor Schlierenzauer zarobił na skoczni w sezonie 2008/09 ponad pół miliona franków. Wywalczył 2083 punkty - oznacza to spadek zarobków o ponad połowę.

- Zawodnicy nie mieli nic do powiedzenia. Po prostu nas o tym poinformowano. Ja, Gregor czy Simon Ammann nie jesteśmy zadowoleni, bo najwięcej odebrano zwycięzcy. Najlepszych powinno się cenić najbardziej - skomentował decyzję FIS Adam Małysz.

14:40, robert_blonski1973
Link Komentarze (2) »
niedziela, 22 listopada 2009

Piłkarze Legii zremisowali w piątek z przedostatnią w tabeli Polonią Warszawa.

W tym sezonie, w meczach z czterema ostatnimi zespołami Ekstraklasy, na dwanaście możliwych punktów wywalczyła...dwa: przegrała 0:2 z Jagiellonią (13. lokata) i 0:1 z Odrą (16.) oraz zremisowała 0:0 z Cracovią (14. i 1:1 z Polonią Warszawa (15.)

Za to, grając z czołówką Ekstraklasy: wygrała 1:0 z Wisłą Kraków (lider), 2:0 z Ruchem (3.), 2:0 z Lechem (5.) i 1:0 z Polonią Bytom (6.). Z czwartym w tabeli PGE Bełchatów, który wygrał siedem ostatnich spotkań ligowych, zmierzy się w sobotę.

17:09, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 listopada 2009

Tomasz Kuszczak - Marcin Kowalczyk, Michał Żewłakow, Adam Kokoszka, Piotr Brożek - Jakub Błaszczykowski, Dariusz Dudka, Ludovic Obraniak, Kamil Kosowski - Robert Lewandowski i Ireneusz Jeleń. To jest jedenastka, która w sobotę rozpocznie mecz z Rumunią. Debiut w roli selekcjonera narodowego zespołu Franciszka Smudy. 61-letni szkoleniowiec potwierdził ustawienie po czwartkowym treningu. - Nie będę przecież oszukiwał rumuńskiego trenera - uśmiechnął się Smuda.

Nie było w ostatnich latach selekcjonera, który tak szybko i bez ściemniania potwierdziłby meczową jedenastkę.

Wiadomo już, że Tomasz Wałdoch będzie jego asystentem na stałe. Za bramkarzy, przynajmniej do Euro 2012, ma odpowiadać Jacek Kazimierski, który - tak jak Smuda z Zagłębia Lubin - odejdzie z Wisły Kraków po zakończeniu obecnej rundy. Wszystko jest już ustalone. Jedną z pierwszych „wypraw” Kazimierskiego będzie lot do Glasgow i rozmowa Arturem Borucem o jego przyszłości w reprezentacji.

W sobotę przy Łazienkowskiej nowy selekcjoner, zamiast zwyczajowego dresu, założy koszulę, krawat, garnitur i płaszcz.

13:19, robert_blonski1973
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 listopada 2009

Zimą koncern ITI jest gotowy wyłożyć kilka milionów złotych na transfery - napisał kilka dni temu „Przegląd Sportowy”. Warunek jest jeden: przed rundą wiosenną drużyna Jana Urbana musi mieć realne szanse na mistrzostwo. Na razie strata do prowadzącej Wisły wynosi siedem punktów. Zmniejszy się do czterech - będą dwa-trzy wzmocnienia.

Czy wszystkich na Łazienkowskiej ta deklaracja ucieszyła?

Na pewno trenera Jana Urbana, któremu bardzo zależy na zwycięstwach Legii. Na razie tak kraje, jak mu materiału staje. Ponosi część odpowiedzialności za to, co ma, bo wydał zgodę na transfery, które okazały się niewypałem. Jeśli jednak odrobi straty, dostanie nowych graczy, z którymi będzie musiał zdobyć tytuł.

Zadowolony powinien też być Mirosław Trzeciak, który nie będzie musiał szukać darmowych piłkarzy z rezerw drużyn hiszpańskich. Mając około pół miliona euro na piłkarza (kwota transferowa plus zarobki), można znaleźć porządnego zawodnika gwarantującego podniesienie jakości drużyny. Marcelo z Wisły czy Stilić z Lecha albo Astiz z Legii to przykłady pierwsze z brzegu. Trzeba tylko szukać, szukać i szukać - jeśli będą mieli środki, dyrektorowi i skautowi Markowi Jóźwiakowi zapału nie powinno brakować. Kandydatów do gry w Legii również.

Ucieszą się też na pewno kibice, spragnieni sukcesów i sportowych emocji. Za rok przyjdą na Łazienkowską na nowy, piękny stadion. Chcieliby zobaczyć drużynę walczącą o Ligę Mistrzów. Im większa jakość i gwarancje emocji, tym większe wpływy z biletów. Na chałę nikt pieniędzy nie wyda.

A czy deklaracja spodobała się niektórym piłkarzom Legii? Jana Muchę może zmobilizować do przedłużenia umowy. Czy nie można zaoferować bramkarzowi 250-300 tys. euro rocznej pensji i wpisać do kontraktu kwoty odstępnego 2-3 miliony euro? Po udanym dla Muchy mundialu w RPA na pewno znalazłby się chętny. Ze wzmocnień ucieszyłyby się filary drużyny - Astiz, Choto czy Iwański. Rybus z Borysiukiem może mieliby się od kogo uczyć. Weterani Kiełbowicz z Szalą i Mięcielem też - Liga Mistrzów to byłoby dla nich piękne zwieńczenie karier.

A reszta? Przyjdą nowi, więc niektórzy stracą miejsce, z innymi nie zostaną przedłużone kontrakty. Czy perspektywa gry najwyżej w Młodej Ekstraklasie może mobilizować do odrobienia punktowej straty do Wisły za wszelką cenę?

Obietnica wzmocnienia Legii jest kusząca. Nie dla wszystkich. Nawet na Łazienkowskiej. Ale tych niezadowolonych i tak trzeba się z klubu pozbyć.

11:56, robert_blonski1973
Link Komentarze (4) »
czwartek, 29 października 2009

Franciszek Smuda selekcjonerem reprezentacji. Trener ostatniej drużyny polskiej ekstraklasy obejmuje drużynę narodową, by za dwa i pół roku wyszła z grupy podczas współorganizowanych przez Polskę Euro 2012.

Bezkompromisowy, twardy i nieprzejednany. Nienawidzący porażek, mawiający, że boi się jedynie śmierci. Wymagający od piłkarzy walki do ostatniej sekundy, maksymalnego zaangażowania w każdym momencie spotkania. Nie w każdym klubie odnosił sukcesy, ale nigdy się nie skompromitował w europejskich pucharach. Nie odpadł ze słabą drużyną.

Z drugiej strony - prosty w obejściu, taki „swój chłop”, kpiący z komputera, polegający wyłącznie na swoim „nosie” i intuicji. Mawia, że „najważniejsza jest czutka”. Za nic mający fizjologów i wiedzę medyczną, ufający w tych kwestiach wyłącznie swojemu niemieckiemu doktorowi Volkerowi Fassowi. Jego taktykę można skreślić w kilku słowach „mają zap...” choć Lecha ułożył wedle najnowszych trendów.

Ciężko o nim powiedzieć, że jest produktem polskiej myśli szkoleniowej. Znając jego intuicyjne podejście do wielu kwestii aż ciężko pisać o jakiejkolwiek myśli, ale fachu uczył się w Niemczech.

Działaczom PZPN będzie kością w gardle. Nie będzie się konsultował w kwestii powołań z wiceprezesem Antonim Piechniczkiem (Stefan Majewski się konsultował i to tak bardzo, że kadra na mecze z Czechami i Słowacją miała przynajmniej dwóch autorów, a pomysł z defensywą z polskiej ligi to już ewidentnie był pomysł Piechniczka). Zawsze będzie miał swoje zdanie i nikomu nie pozwoli wtrącać się w kwestie zespołu.

To była kandydatura na którą PZPN był obecnie skazany. Żaden inny szkoleniowiec nie miałby takiej społecznej akceptacji, takiego poparcia mediów. - Wybieramy tego, kogo musimy. Nie jestem przekonany, że ma więcej plusów i atutów niż minusów i wad, ale jak kiedyś będziecie nas oceniać, to na przełom października i listopada 2009 innego wyjścia nie mieliśmy - mówił tydzień temu prominentny działacz Związku.

Z takim piętnem rozpoczyna pracę z reprezentacją Smuda. Z identycznym, w 2006 roku, zaczynał Leo Beenhakker (słynne powiedzenie do dziennikarzy Grzegorza Laty „chcieliście zagraniczniaka to macie, ale teraz jak coś nie pójdzie, to my będziemy was j...ć).

Czy Smuda dotrwa na stanowisku do Euro 2012?

Czy po mistrzostwach będzie miał identyczne poparcie kibiców jak teraz?

Aby odpowiedź była twierdząca będą musiały dziać się cuda.

12:53, robert_blonski1973
Link Komentarze (8) »
piątek, 23 października 2009

Nie było w tej rundzie dwóch kolejnych meczów ligowych które Legia rozpoczęłaby identyczną jedenastką. Z jednej strony przyczyną są permanentne urazy nękające drużynę. Z drugiej - zmiany ustawienia i poszukiwania drużyny gwarantującej warszawianom zwycięstwa.

Dla porównania - Wiśle Macieja Skorży aż cztery razy zdarzyło się w tej rundzie zaczynać dwa kolejne mecze w identycznym ustawieniu. Rotacja u mistrzów Polski wynikała głównie z kontuzji. Wicelider, Ruch Chorzów, trzy ostatnie spotkania ligowe zaczął identyczną jedenastką. Trzecia w tabeli Polonia Bytom - też miewała w tym sezonie momenty takiej stabilizacji. Urban nie znalazł idealnego, skutecznego na ekstraklasę ustawienia.

 

Do dziś nie wiadomo, kto jest podstawowym lewym obrońcą Legii. Do dyspozycji trenera pozostawali dwaj reprezentanci kadry leo Beenhakkera Jakub Wawrzyniak (dziś zdyskwalifikowany za doping) i Marcin Komorowski. Obu „godził i godzi” do dziś nad podziw solidny w ostatnich latach, gwarantujący stały, przyzwoity, ligowy poziom 33-letni Tomasz Kiełbowicz. Zdecydowanie lepiej rozumie taktykę Legii - po stracie piłki nie wolno wracać w okolice własnego pola karnego tylko jak najszybciej i jak najdalej od własnej bramki stara się odebrać ją rywalom.

 

Nie wykreował się ani drugi, ani trzeci środkowy pomocnik - pozycja Macieja Iwańskiego w składzie jest niepodważalna. Można do niego mieć pretensje o przestoje w grze, chowanie się za rywali, ale ostatnio zaczął przynajmniej grać skutecznie. Ma asysty i strzela gole. Tego wymaga się od ofensywnego pomocnika.

Piotr Giza nie odwzajemnił miłości trenera i dyrektora sportowego Mirosława Trzeciaka, którzy zapewniali, że warto wydać 400 tys. euro na kreatywnego pomocnika Cracovii. Stworzonego do kombinacyjnej gry, jaką chciał wpoić Urban legionistom. A przecież można było rok temu odesłać Gizę do Krakowa - początkowo był do Legii tylko wypożyczony. Ostatnio (wraz ze zmianą ustawienia na 4-4-2) stracił miejsce w składzie, a w meczu z Lechem został odesłany na trybuny. Okazał się jednym z wielu chybionych transferów dyrektora Trzeciaka. Ale Urban chciał go w drużynie.

 

Legia nie ma też defensywnego pomocnika. Bez mrugnięcia okiem wywaliła Aleksandara Vukovicia, bo były kapitan domagał się podwyżki w nowym kontrakcie. Teraz 30-letni pomocnik Korony mówi: „gdybym zaakceptował warunki Legii, skończyłbym w niej karierę tak jak wymarzyłem. Ale do końca życia nie szanowałbym samego siebie. To była dla mnie sprawa honorowa, nie mogłem sobie pozwolić na takie traktowanie”.

 

Urban miał pomysł na następcę, ale 18-letni Ariel Borysiuk nie zrobił oczekiwanych postępów. Trener odważnie wprowadza młodego chłopaka do ligowej piłki, daje mu szansę, która może wydać owoce za dwa-trzy sezony. Albo i wcześniej. Na razie jednak Borysiuk nie robi kroków naprzód. Alternatywą miał być Tomasz Jarzębowski. Wychowanek Agrykoli, w Legii od zawsze, warszawiak z krwi i kości. Wygnany z Łazienkowskiej odchodził do Bełchatowa ze łzami w oczach. Wrócił po trzech latach spędzonych w GKS bez jednej kontuzji. W Legii znowu dopadły go urazy, zagrał 78 minut w Pucharze Polski i 26 przeciwko Jagiellonii.

Trudno też stwierdzić, kto w Legii jest drugim napastnikiem. Ostatnio partnerem Takesure'a Chinyamy był Bartłomiej Grzelak. Zagrał w trzech ostatnich meczach ligowych, ale nie wiadomo kiedy znowu dopadnie go kontuzja. I co wtedy zrobi trener Urban. Czy wróci do ustawienia 4-5-1 czy postawi na Marcina Mięciela do którego nawet po jego dobrych występach miał pretensje.

 

To nie jest wyłącznie wina trenera. Próbuje stworzyć zespół z zawodników, jakich ma. Zmienił ustawienie na 4-4-2, jednego ze środkowych pomocników wyrzucił na ławkę, drugiego na trybuny.

 

Ale z płótna fraka na przyjęcie u angielskiej królowej się nie wykroi. Dlatego Urban, który chyba najbardziej ze wszystkich w szatni Legii przeżywa niepowodzenia drużyny musi znaleźć zawodników dla których zwycięstwo nie będzie takim samym „przeżyciem” jak porażka. Trener Legii nie ogląda meczów swojej drużyny na siedząco. Stoi blisko linii bocznej i przez 90 minut krzyczy na zawodników, dyryguje nimi. - Fajnie by było, żeby Janek znalazł jeszcze chociaż jednego piłkarza, któremu zależy na wygrywaniu tak jak jemu - powiedział ostatnio w nSporcie trener Śląska Ryszard Tarasiewicz.

Legia potrzebuje szybkiego wstrząsu. Na boisko musi wyjść jedenastu facetów, którym Legia obojętna nie jest. Tylko, czy Urban takich znajdzie? Dotąd mu się nie udało. Znalazł się jednak w wyjątkowej sytuacji - cierpliwość właścicieli się kończy.

„Trener wie, jakie są oczekiwania Zarządu. Po 17. kolejce nie możemy mieć straty, która teoretycznie i praktycznie wyeliminuje nas z walki o mistrzostwo. Do końca roku musimy wygrać wszystkie bądź prawie wszystkie mecze. Niewiele już mamy punktów do stracenia. Ten trener i ci piłkarze nie dają Legii tego, co trzeba. Kiedy oglądam niektóre mecze, brakuje mi silnego przekonania, że dla zawodników wygrana jest wszystkim na boisku”.

 

Sobotnim meczem z Koroną Urban zaczyna walkę o posadę. Przez dwa lata nie wpoił legionistom kultury wygrywania. Tego, że porażki się mogą zdarzyć, ale w Legii nie wolno do nich przywyknąć.

Teraz musi to zrobić praktycznie z dnia na dzień.

13:33, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »
środa, 21 października 2009

Macie, kogo chcieliście - syknął grupce kilku dziennikarzy Grzegorz Lato. Był sierpień 2006 roku, na konferencji prasowej prezes PZPN Michał Listkiewicz przedstawiał właśnie nowego selekcjonera polskiej reprezentacji, Leo Beenhakkera. - Chcieliście zagraniczniaka, to macie. Ale teraz, jak coś nie pójdzie, to my będziemy j...ć was, a nie wy nas jak do tej pory - dodał ówczesny przedstawiciel Zarządu PZPN.

Minęły, z górą, trzy lata i...nic się nie zmieniło. - Wybierzemy raczej tego, którego chcą kibice i dziennikarze. I który jest również jednym z naszych kandydatów. Choć nie wiem, czy z czasem nie okaże się, że wątpliwości i minusy, jakie mamy wobec tej kandydatury, nie były większe od jego atutów i plusów. Mam jednak nadzieję, że gdy kiedyś będziecie oceniać nasz wybór, napiszecie, że to był najlepszy i jedyny wybór, jakiego mogliśmy dokonać w danym momencie czyli na przełomie października i listopada 2009 roku - powiedział mi w poniedziałek jeden z prominentnych działaczy Związku.

Tak odniósł się do, niemal, przesądzonego już wyboru Franciszka Smudy na trenera narodowej reprezentacji.

15:19, robert_blonski1973
Link Komentarze (5) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13