Blog Roberta Błońskiego
RSS
poniedziałek, 21 września 2009

Zwycięstwo z Lechią Gdańsk pozwoliło trenerowi Janowi Urbanowi nie tylko odetchnąć po pięciu słabych meczach Legii, ale dało jasną odpowiedź, że jego drużyna może grać dwoma napastnikami.

 Marcin Mięciel zmienił skrzydłowego Macieja Rybusa. 34-letni napastnik powędrował do przodu, miejsce na lewej stronie pomocy zajął Marcin Smoliński. Środek pozostał w gestii Piotra Gizy i Macieja Iwańskiego, a prawą stroną biegał Miroslav Radović. Przez ostatnie 20 minut Legia grała z większym rozmachem.

Urozmaiciła repertuar w ofensywie. Mięciel wychodził do podań i wykładał piłkę Chinyamie. Było więcej miejsca w środku, więcej przestrzeni do grania piłką i wymieniania podań. Bramki nie padły, bo - tradycyjnie w Legii - zawiodła skuteczność.

Ale Legia udowodniła, że nie jest skazana na ustawienie 4-5-1, którego Urban nie chciał dotąd zmieniać za nic w świecie. Niby, raz na jakiś czas, mówił, że „będą mecze w których zagramy dwójką z przodu”, ale praktyka nijak miała się do teorii. Dopóki Chinyama był kontuzjowany, dopóty trener Legii miał słaby wybór. Adrian Paluchowski strzelił dwa gole Zagłębiu i zgubił skuteczność, Mięciel rzadko w swojej karierze zdobywał więcej niż dziesięć bramek w sezonie. Bartłomiej Grzelak jest chronicznie kontuzjowany i po meczu ze Śląskiem, Urban powiedział, że warto się zastanowić, czy w ogóle jest Legii potrzebny.

Wszystko zmieniło się wraz z powrotem do zdrowia Chinyamy. Mięciel nie da Legii tylu goli, co reprezentant Zimbabwe, ale może być dla niego uzupełnieniem. Może biegać między obrońcami, walczyć w defensywie, wracać pod linię środkową, wychodzić do prostopadłych podań i wykładać piłkę Chinyamie, by ten wykończył akcje.

W piątek do Warszawy przyjeżdża Lech. Najlepsza ofensywa (16 bramek w siedmiu meczach „Kolejorza”) w starciu z najlepszą defensywą (warszawianie stracili ledwie jedną bramkę). Czy to będzie ten mecz, który Legia zacznie z Chinyamą i Mięcielem od pierwszej minuty?

16:16, robert_blonski1973
Link Komentarze (3) »
czwartek, 17 września 2009

W październikowych meczach z Czechami i Słowacją reprezentację poprowadzi trener „tymczasowy” czyli Stefan Majewski - tak zdecydował Zarząd Polskiego Związku Piłki Nożnej. Sam zainteresowany, podczas głosowania, wstrzymał się od głosu. Następny pojedynek o punkty Polska rozegra dopiero na inaugurację Euro.

Jeśli PZPN podjął decyzję o „trenerze tymczasowym”, by do końca roku wybrać świetnego fachowca z głośnym, znanym i uznanym w futbolowym świecie nazwiskiem z zagranicy - chylę czoła. Decyzja znakomita, głęboko przemyślana i dająca mnóstwo możliwości oraz czasu. Do końca roku wiele się zdarzy w Europie i, choćby, Ameryce Południowej. Kończą się bowiem eliminacje MŚ - wiele głośnych nazwisk będzie do wzięcia. A Polska, gospodarz Euro, to atrakcyjne wyzwanie.

Jeśli jednak okaże się to zagrywką „pod publiczkę” i selekcjonerem zostanie Franciszek Smuda albo Paweł Janas (z polskich szkoleniowców praktycznie już tylko oni liczą się w tej rozgrywce) wybór trenera „tymczasowego” będzie bezsensowny. Nie pomoże tłumaczenie, że żadna kandydatura „nie odpowiadała naszym kryteriom i nie gwarantowała sukcesu na Euro 2012”.

Podejmując decyzję o wyborze Majewskiego na selekcjonera PZPN właśnie dał sobie czas, by takiego kandydata znaleźć. Zapewniam, że przez tyle tygodni można znaleźć, zainteresowanych jest wielu, a dla chcącego nic trudnego. Tylko, czy w PZPN naprawdę chcą znaleźć?

15:42, robert_blonski1973
Link Komentarze (3) »
wtorek, 15 września 2009

Tej treści smsa dostałem od bramkarza Realu Madryt Jerzego Dudka w poniedziałek po południu.

Do jego napisania zainspirował go ten link:

Wyjaśniłem nieporozumienie, Przegląd Sportowy nie miał w poniedziałek wywiadu z Jerzym Dudkiem. Cała rozmowa z bramkarzem Realu - tutaj.

Kiedy będę odchodził z Gazety, kolegów z onetu poinformuję o tym pierwszych.

13:33, robert_blonski1973
Link Komentarze (5) »

Wybitny niemiecki piłkarz, Lothar Matthaeus chce być trenerem piłkarskiej reprezentacji Polski. Nazwisko, osiągnięcia, sukcesy - rewelacyjne.

Aż 150 razy zagrał w kadrze Niemiec (rekord). Najlepszy piłkarz Europy 1990 roku. Dwukrotny mistrz świata i wicemistrz. Uczestnik pięciu mundialu na których rozegrał 25 meczów, a na boiskach MŚ spędził 2501 minut. Dotąd żaden zawodnik z pola nie zbliżył się do tych osiągnięć. Cztery razy grał na mistrzostwach Europy, wygrał je w 1980 r. Pele umieścił go na liście 125 najwybitniejszych piłkarzy w historii futbolu. Maradona napisał o nim w swojej biografii „to najlepszy rywal przeciwko któremu w życiu grałem”. Jako piłkarz osiągnął wszystko.

 Jako trener - za mało, by prowadzić Polskę.

W grudniu 2002 roku zatrudnił go Partizan Belgrad. Po pół roku zdobył mistrzostwo, a w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów wyeliminował Newcastle. W grupie grał z Realem Madryt, Porto i Olympique Marsylia. Zajął ostatnie miejsce. W grudniu 2003 Matthaeus oznajmił osłupiałym działaczom Partizana, że odchodzi.

Został trenerem reprezentacji Węgier.

W kwalifikacjach do MŚ 2006 rywalami Węgier byli m.in. Szwedzi, Chorwaci i Bułgarzy. Szybko okazało się, że drużyna Lothara nie ma żadnych szans na awans. Niemiec pozostał na stanowisku do końca kwalifikacji - działacze liczyli na jego wpływy i poparcie w walce o organizację EURO 2012. W trakcie dostał nawet propozycję przyjęcia węgierskiego obywatelstwa. Początkowo się zgodził, później sprawa upadła. Kiedy jesienią 2005 roku opuszczał Węgry, działacze tamtejszego Związku oskarżyli go, że „nie tylko nic nie wniósł do naszego futbolu, ale jeszcze go złupił i w żadnym stopniu nie pomógł w staraniach Węgrów o organizację EURO 2012, nie dostaliśmy dzięki niemu ani jednego głosu”.

Następna była Brazylia i klub Atletico Paranaense Kurytyba.

11 stycznia 2006 roku nasz bohater podpisał roczny kontrakt. Wytrzymał...siedem spotkań (pięć wygranych, dwa remisy). Pięć tygodni po podpisaniu umowy powiedział, że z powodów osobistych musi natychmiast wrócić do Europy. Przyrzekł, że po trzech-czterech dniach jest z powrotem w Kurytybie. Dwa tygodnie później przysłał faksem rezygnację z pracy, by już nigdy nie wrócić do Brazylii. Nawet po rzeczy osobiste.

W maju 2006 roku został trenerem austriackiego Red Bull Salzburg. Dyrektorem mianowano Włocha Giovanni Trapattoniego (były trener Lothara w Interze Mediolan). Rok później, 12 czerwca, zarząd Red Bull zwolnił Niemca ze stanowiska.

W kwietniu 2008 roku podpisał, obowiązujący od początku sezonu 08/09 - kontrakt z izraelskim klubem Maccabi Netanya. Po roku został wyrzucony z powodu słabych wyników i bardzo wysokiego kontraktu.

Od czerwca jest trenerem węgierskiego FC Fehervar.

I niech tam w spokoju pracuje dalej.

13:06, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 września 2009

...na początku eliminacji w swoje możliwości uwierzyła maleńka Słowenia. Remis we Wrocławiu natchnął uczestników MŚ 2002 i Euro 2000 (do obu imprez awansowali po barażach, w obu nie wyszli z grupy) do walki o miejsce premiowane awansem do afrykańskiego mundialu. Dla Słoweńców wyjazdowy remis z Polską - dla nich potęgą - był sygnałem, że z grupy 3 mogą awansować. Dziś kpią z drużyny Leo Beenhakkera i są absolutnie przekonani, że wygrają w środę, pokonają też San Marino i mecz o wszystko zagrają na Słowacji. A wszystko zaczęło się w Polsce. W Mariborze wygrali ze Słowacją 2:1, Irlandią Płn. 2:0 i San Marino 5:0. Z Czechami było 0:0.

...reprezentacja Irlandii Płn. zremisowała dziesiąty z 33 ostatnich wyjazdowych meczów o punkty. Wygrana z Polską na swoim stadionie nie była niczym wyjątkowym. Wcześniej w Belfaście przegrywali m.in. Anglicy, Hiszpanie, Duńczycy i Szwedzi. W eliminacjach MŚ 2006 Polska zdobyła z nimi sześć punktów.

...na pierwszą wielką imprezę piłkarską od 1992 roku mają szansę pojechać Słowacy. Ubiegłoroczna wygrana z Polską w Bratysławie pchnęła ich na pierwsze miejsce w tabeli, które okupują do dziś.

 

18:22, robert_blonski1973
Link Komentarze (2) »
sobota, 05 września 2009

Za chwilę pierwszy z czterech spotkań, które Polska musi wygrać. Na drodze do mundialu w RPA staje Irlandia Północna. Skład drużyny Leo Beenhakkera dawno nie był tak przewidywalny. Dawno wytypowanie podstawowej jedenastki nie było tak proste. Selekcjoner wiedział wszystko już w środę. Odkrył karty także przed dziennikarzami wpuszczając ich na ostatni trening w Muehlheim, gdzie podzielił zawodników na dwie grupy. W pierwszej trenowało dziewięciu z podstawowej jedenastki (oprócz Obraniaka, który miał spuchniętą stopę i został w hotelu).

Dał jasny sygnał zawodnikom na których spadnie odpowiedzialność. Boruc, Żewłakow, Dudka, M. Lewandowski, Krzynówek i Roger rozoczęli mecz w Belfaście, który zakończył się wstyldiwą porażką. Po pół roku Leo wymienił pół składu, ale kręgosłup zespołu - Boruc, Dudka, Żewłakow, M. Lewandowski i Roger - pozostał.

Czas zmazać tamtą plamę i zrobić pierwszy krok w kierunku RPA. Znaczy wygrać z Irlandią Północną, która w rankingu FIFA jest 31. Polska - 36. Ale to biało-czerwoni są faworytem tego spotkania. Teraz muszą to udowdnić na boisku - niech praktyka będzie w zgodzie z teorią.

PS. Zapraszam na twittera. https://twitter.com/robert_blonski

19:33, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 września 2009

Dla Leo Beenhakkera i kadrowiczów po 30-tce afrykańskie MŚ będą ostatnimi w karierze. Nim się zakwalifikują muszą zrobić wszystko, by zgrupowanie w Muehlheim nie było ostatnim w reprezentacji.

Jeśli Polska przegra z Irlandią Północną (sobota) lub Słowenią (następna środa) straci szanse na wygranie grupy i awans do MŚ. W zespole dojdzie do rewolucji personalnej. - Każdy nieudany mecz może nam skończyć eliminacje, a wtedy polecą głowy starszych zawodników. Ktoś powie nam: „dosyć”. Chcemy, by ten moment nie nadszedł jeszcze teraz – deklaruje 33-letni kapitan drużyny Michał Żewłakow.

W podobnej sytuacji jak on są Bartosz Bosacki (34 lata), Jacek Krzynówek (33) i Marek Saganowski (31). W maju 30 lat skończył Mariusz Lewandowski. I chyba tylko on może dotrwać jako czynny piłkarz do mundialu w Brazylii w 2014 roku. Selekcjoner będzie miał wtedy 72 lata.

Polska zagrała w 2009 roku ledwie jeden dobry mecz – w sierpniu z Grecją w Bydgoszczy (2:0). Przed nim kadrowicze powiedzieli sobie parę przykrych i miłych słów z przewagą tych pierwszych. – To nie szkoła, mamy grać, a nie gadać – mówi Żewłakow. - Przyjeżdżając na mecze o punkty integralne postaci drużyny muszą dawać przykład młodszym przygotowaniem i zaangażowaniem na treningach. Do tego dołożymy trochę techniki i taktyki. Wtedy, przed meczem, wystarczy jeden mądry gest zamiast stu pustych słów. Na razie w Muehlheim pasji i zacięcia na treningach nie widać.

Dopiero jednak we wtorek wieczorem kadra trenowała w pełnym 24-osobowym składzie. Doleciał z Doniecka Mariusz Lewandowski. Wcześniej zawodnicy z lekkimi dolegliwościami bądź ci, którzy grali w niedzielę po 90 minut odpoczywali. Od środy zacznie się – jak mawia Leo Beenhakker – „focus on the game”. Cała uwaga będzie skupiona na meczach o punkty.

- Jeśli się nie uda awansować, na pewno przyjdzie do głowy myśl „Boże, jak mogliśmy nie wyjść z tak łatwej grupy” – mówi Żewłakow. – Żal porażki w Bratysławie i remisu ze Słowenią we Wrocławiu. Tamte punkty dałyby nam komfort. A tak, mamy nerwy. Pierwszym rywalem będą Irlandczycy z którymi w marcu Polska poniosła wstydliwą, upokarzającą wręcz porażkę.

Błędy popełniał bramkarz Artur Boruc, zawodnikom z pola – oprócz M. Lewandowskiego i Ireneusza Jelenia – nie bardzo się chciało biegać i walczyć. Zlekceważyli Irlandczyków, zbyt pewni siebie wyszli na boisko. Żewłakow tak podawał do bramkarza, że strzelił samobója. – To mój pierwszy w kadrze gol zza pola karnego – żartuje gorzko kapitan. - Każdy odbiera mecz w Chorzowie jako rewanż za ten niechlubny występ w Belfaście. Trzeba odpowiedzieć Irlandczykom. Pokazać im, że wygrali przypadkowo, że to nie oni byli wówczas tacy mocni, tylko my tacy słabi. Sami nabałaganiliśmy, sami posprzątamy. Nie umieliśmy się zmobilizować i skoncentrować, wina jest nasza. Podobno żaden zespół nie lubi grać z presją, ale Polska jest wyjątkowa. Kiedy nie ma nad nami bata, nie radzimy sobie.

Piłkarze grają dla siebie, o przedłużenie reprezentacyjnej kariery. Zagrają też dla Beenhakkera – jeśli Polska się nie zakwalifikuje do MŚ jego kontrakt skończy się wraz z końcem eliminacji czyli 30 listopada. Holender mówi, że zupełnie nie wie, co będzie jeśli się nie uda wygrać w Chorzowie i Mariborze. Mówi tak, bo jest święcie przekonany, że piłkarze wygrają i cztery ostatnie mecze o punkty zagrają w stylu, w jakim za jego kadencji wygrywali z Portugalią i Czechami.

- Gramy dla kraju i kibiców, ale i Beenhakkera – mówi Żewłakow. – To dobry człowiek, nigdy nie odwalił nam numeru. Nie był wobec nas ordynarny. Mieliśmy wspólne problemy, ja czasem nie rozumiem poczucia humoru trenera, ale jako zespół oceniamy go pozytywnie. Gdy przyszedł do kadry, byliśmy nim zauroczeni. Opowiadał nie o tym, gdzie był i co widział, ale gdzie pracował i czego tam dokonał. Po trzech latach zapatrzenie w trenera spowszedniało, ale przerodziło się w szacunek. Leo stał się bardziej polski. Nawet awanturuje się już jak typowy Polak.

Dlatego piłkarze nie chcą już więcej szargać nerwów selekcjonera i kibiców swoim graniem.

PS. Zapraszam na twittera. https://twitter.com/robert_blonski

11:34, robert_blonski1973
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Dla Marka Saganowskiego i Ebiego Smolarka zamknięcie okna transferowego nie oznacza końca marzeń o nowym klubie.

Saganowski gra w Ligue One (odpowiednik III ligi) w barwach Southampton, Ebi – od rozwiązania kontraktu z Racingiem Santander – pozostaje bez drużyny.

Pierwszy chce odejść do Championship. Na zgrupowanie do Muehlheim zabrał dwa telefony komórkowe – żeby nigdy nie być poza zasięgiem. – Na kontynent nie wrócę, ale w Anglii można wypożyczać piłkarzy do końca stycznia. Niewykluczone więc, że odejdę do Championship – mówił Saganowski. Gdyby się udało, podążyłby śladem Grzegorza Rasiaka, który trafił z Southampton do Reading. – On już nie musi się denerwować, ja – owszem – wzdychał Saganowski. – Trener Alan Pardew powiedział nam obu, że sytuacja w której nasza przyszłość jest niejasna to dla niego dyskomfort. Dlatego na razie, jak to określił, będę „zaparkowany” i korzystać ze mnie będzie tylko wtedy, gdy będzie musiał. Oznacza to, że czasem Saganowski będzie rezerwowym nawet w Southampton, a Pardew – dopóki nie dostanie jasnego sygnału, że Polak zostaje – będzie sadzał go na rezerwie. Dojdzie do paradoksalnej sytuacji, że im dłużej Saganowski nie będzie grał w barwach „Świętych”, tym dłużej nie skończą się jego szanse na transfer. Na razie jest w próżni, ale... piłkarzem na poziomie III ligi się nie czuje. – Jak będę grał w Southampton przez rok, to tak będziecie mogli o mnie mówić. Mam swoje ambicje, stać mnie na grę w Championships – stwierdził Saganowski, który ma jeszcze roczny kontrakt z Southampton. Klub chce za niego około 200 tysięcy euro lub dwóch zawodników na wymianę. Zainteresowana jest Swensea.

Smolarek jest wolnym zawodnikiem, w każdej chwili może podpisać kontrakt z dowolnym klubem świata. Nie będzie to Feyenoord Rotterdam – jak podał poniedziałkowy „Futbol News”. Do poniedziałkowego popołudnia były klub Ebiego zupełnie nie był zainteresowany jego powrotem i nie złożył mu żadnej oferty. Są za to inne– m.in. z niemieckiej Norymbergi, która szuka lewoskrzydłowego i napastnika. 28-letni reprezentant nie podpisze nowego kontraktu pochopnie. Najwcześniej stanie się to, jeśli w ogóle, między meczami z Irlandią i Słowenią. Bardziej prawdopodobne, że dopiero po nich. Wybierze najlepszą dla siebie opcję pod względem sportowym i finansowym. Najbliżej mu do ligi niemieckiej bądź holenderskiej.

PS. Marek Saganowski ma mi za złe, że napisałem iż powiedział takie słowa: „Polska liga jest słabsza od III angielskiej”. Wypiera się tych słów, choć oczywiście ich użył w rozmowie telefonicznej. Zagadnięty we Frankfurcie, by ostatecznie wyjaśnić kwestię poziomu Ekstraklasy i III ligi angielskiej, odparł z uśmiechem: „są pewne różnice”.

PS II. Od rana zapraszam na twittera. https://twitter.com/robert_blonski o godzinie 10.30 otwarty dla mediów trening reprezentacji.

21:22, robert_blonski1973
Link Komentarze (4) »

Marcin Wasilewski to siła, ambicja, walka i zaangażowanie na poziomie nieosiągalnym dla niektórych kadrowiczów. Tak jak Wasyl nigdy nie oczarowałby nikogo bajeczną techniką i zwodami a'la Ronaldo.

Ale cechami wolicjonalnymi boczny obrońca mógłby obdzielić kilku jeszcze kolegów z drużyny. Gdy w ruch miały iść łokcie, kiedy dochodziło zwarć - zawsze był pierwszy, w ogniu walki. Jako ostatni przekonał się o tym wyższy od Wasyla o głowę Grek Samaras z którym obrońca toczył niesamowite boje w Bydgoszczy. Polak był górą.

Teraz jego charakteru, tak potrzebnego drużynie szczególnie w trudnych momentach - zabraknie. Tracąc twardziela Wasilewskiego drużyna Leo Beenhakkera straciła równowagę.

Zapraszam na twittera - zgrupowanie w Niemczech na bieżąco.

 https://twitter.com/robert_blonski

09:54, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 sierpnia 2009

Koniec wakacji czyli koniec „przygody” polskich klubów w europejskich pucharach.

Ale jeszcze (miejmy nadzieję) nie koniecfutbolowych emocji - w poniedziałek, w niemieckim Muellheim, rozpoczyna się zgrupowanie reprezentacji przed meczami z Irlandią Północną i Słowenią. Oba trzeba wygrać.

W październiku mecze - miejmy również nadzieję - o awans do afrykańskiego mundialu. Poza tym cały czas polska Ekstraklasa (ekstra tylko z nazwy, klasy też brak).

A później listopad czyli skoki (Adam Małysz) i biegi narciarskie (Justyna Kowalczyk) czyli zimowy sezon, którego zwieńczeniem będą igrzyska olimpijskie w Vancouver.

Piłkarska reprezentacja dziennikarzy też ma swoje plany, więc będzie się działo...

Zapraszam więc na twittera, będzie pewnie nie tylko o sporcie:-)

https://twitter.com/robert_blonski

16:21, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13