Blog Roberta Błońskiego
RSS
czwartek, 27 sierpnia 2009

Jeszcze wakacje się nie skończyły, a polskie kluby - co do jednego - mogą już zająć się tym, co „kochają” najbardziej czyli rywalizacją w Ekstraklasie. Piłkarze wreszcie nie będą zmęczeni - liga gra co siedem dni, nie ma Pucharu Ekstraklasy.

Do końca rundy zostało trzynaście kolejek (jedenaście jesiennych, dwie - rozegrane awansem - wiosenne), dwa spotkania (dla niektórych) w Remes Pucharze Polski i już zimowe, dwumiesięczne wakacje.

A dobre mecze polski ligowiec obejrzy w telewizji. Tak wczesnego pożegnania z Europą nie było nigdy.

A w tym sezonie w pucharach grały - teoretycznie - trzy najlepsze polskie kluby. Z największymi budżetami, najlepszymi piłkarzami, wieloma reprezentantami swoich krajów. I klęska do której trzeba się przyzwyczajać - osiągnięcia klubów są odzwierciedleniem poziomu Ekstraklasy.

Oprócz Polski swoich reprezentantów w pucharach nie mają też kraje: Wyspy Owcze, Irlandia Północna, Irlandia, Walia, Luksemburg, Armenia, Macedonia, Andorra, San Marino, Malta, Estonia, Liechtenstein, Albania, Czarnogóra, Litwa, Kazachstan, Islandia, Finlandia, Słowenia, Azerbejdżan, Bośnia, Gruzja, Norwegia, Szwecja i Słowacja.

 

23:40, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 lipca 2009

- Szachtar też ma słabego bramkarza, a zdobył Puchar UEFA - tak miesiąc temu trener Wisły Maciej Skorża zareagował na pytania dziennikarzy „Gazety” o Mariusza Pawełka. Brak klasowego bramkarza i fatalna praca trenera Jacka Kazimierskiego z wiślackimi golkiperami,  (żaden nie zrobił minimalnego choć postępu) to jedna z najistotniejszych przyczyn pucharowych porażek Wisły w ostatnich dwóch latach.

Rok temu Pawełek nie pomógł w meczach z Tottenhamem, przeciętnie wypadł w pierwszym meczu z Beitarem Jerozolima (1:2).

Teraz - w pierwszym meczu z Levadią - zawalił pierwszego gola (do spółki z Mariuszem Jopem). W rewanżu, puszczając gola z wolnego, po prostu się skompromitował. Fragmenty meczu w Tallinie można zobaczyć tu.

Mistrzowska drużyna z zamiarami gry - minimum - w fazie grupowej Ligi Europejskiej musi mieć wybitnego bramkarza. Takiego, który zapewni drużynie kilka, a nawet kilkanaście punktów w skali całego roku. Takiego, który np. obroni strzał Andriejewa w meczu w Sosnowcu. Takiego, który wygra kilka meczów i udowodni, że kiedy już wszyscy zawiodą, zawsze można liczyć na jakąś nieprawdopodobną interwencję. Takiego, jak Jan Mucha z Legii.

Pawełek bramkarzem tej klasy nie jest. Z nim między słupkami Wisła Europy nie podbije nigdy. Ale też Skorża, do spółki z Kazimierskim, przez ponad dwa lata nie mógł zdecydować się na żadnego z 20 (dwudziestu) testowanych przy Reymonta bramkarzy. Skazał siebie i drużynę na Pawełka. Skazał na przeciętność między słupkami.

Żeby było jasne - to nie tylko były zawodnik Odry Wodzisław odpowiada za odpadnięcie z Levadią. Jest jednak jaskrawym przykładem totalnego zaniedbania kwestii bramkarza w Krakowie. Przy masowej wyprzedaży zawodników, zawsze pilniejsza od kwestii nowego numeru jeden była sprawa obrońcy, pomocnika albo napastnika. Trzeba było zapełniać luki po kolejnych transferach. Bramkarza wzięto z Mołdawii (Ilie Cebanu). Po to, żeby był. Bo wiadomo było, że bronić i tak będzie Pawełek.

Parafrazując więc słowa trenera Skorży: ze słabym bramkarzem można wygrać słabiutką polską ligę i to nawet dwa razy z rzędu. W Europie wygrywać się nie da.

16:00, robert_blonski1973
Link Komentarze (14) »
czwartek, 02 kwietnia 2009

Przeprosiny przyjęte - napisał na swoim blogu Michał Pol. Nie zgadzam się. Jakie przeprosiny? Trauma z Belfastu i Bratysławy nie zniknęła.

10:0 z San Marino zapamiętamy z dwóch powodów: najszybciej w historii strzelonego gola i najwyższego zwycięstwa reprezentacji.

Ale prawdziwymi i jedynymi przeprosinami, dla mnie, będzie zajęcie - minimum - drugiego miejsca w grupie 3 i awans do baraży o mundial w RPA.

Inaczej zwycięstwo z San Marino będzie ważne tylko dla statystyków.

Niech piłkarze, za wcześniejsze upokorzenia i porażki, przepraszają w rewanżach z Irlandią Płn., Słowacją oraz w słoweńskim Mariborze i czeskiej Pradze.

- Błędów w tych eliminacjach popełniliśmy za wszystkie czasy. Więcej nie będzie - obiecał po meczu w Kielcach Mariusz Lewandowski, najlepszy polski piłkarz wiosennych meczów o punkty.

Zobaczymy. Mecz i gole z San Marino naprawdę miło i przyjemnie się oglądało. Ale to  jesienią będzie prawdziwa okazja do przeprosin.

14:21, robert_blonski1973
Link Komentarze (5) »
sobota, 21 marca 2009

Słowenka i Polka spotkały się obok podium w Falun. Bohaterki tego sezonu w Pucharze Świata zamieniły ze sobą kilka zdań. Z uśmiechem i szacunkiem.

Petra Majdić: Justyna, co ty wyprawiasz? Nie tak miało to wyglądać. Chciałam cię dziś „zabić” na 5 km klasykiem. To miało być moje pół dystansu. Pobiegłam na „full”.

Justyna Kowalczyk: No, ale jak widać, to nie był jeszcze mój „full”.

Majdić: Jak ty to jeszcze wytrzymujesz, jak dajesz radę?

Kowalczyk: Ledwo.

W niedzielę od 14.15 bieg na 10 km techniką dowolną o Puchar Świata. Justyna Kowalczyk jeszcze nigdy nie była liderką PŚ. Jeśli odbierze Majdić żółtą koszulkę, to otrzyma ją od razu w pakiecie z Kryształową Kulą...

17:57, robert_blonski1973
Link Komentarze (4) »
piątek, 20 marca 2009

Jeszcze trzy starty, 22,5 km i będzie jasne, dla kogo Kryształowa Kula za Puchar Świata w biegach. Justyna Kowalczyk traci 115 punktów do Słowenki Petry Majdić i właściwie tylko one liczą się w tym pojedynku.

 

Co osiągnęły w tym sezonie w PŚ. Niech powiedzą o tym liczby.

 

Starty na dystansach.

 

Majdić – startowała w 13 z 16 biegów. Raz wygrała (30 km w Trondheim), raz była druga, dwa razy trzecia. Raz czwarta, raz piąta, dwukrotnie szósta, raz siódma. Zajmowała też lokaty: 16., 18., 19. i 20. Zdobyła 502 punkty czyli 38,6 na bieg. W klasyfikacji PŚ jest piąta.

 

Kowalczyk – startowała we wszystkich 15 biegach (jeden, w Rybińsku był odwołany ze względu na zbyt duży mróz). Siedem razy była na podium (cztery zwycięstwa, jedno drugie miejsce i dwukrotnie trzecia). Trzy razy czwarta, raz piąta, dwukrotnie siódma. Raz dwunasta i raz piętnasta (w Val di Fiemme na 10 km). Razem 896 punktów, średnio 59,73 pkt. na bieg. Polka zdobyła już małą Kryształową Kulę za biegi na dystansach, bez względu na to jak zakończy się finał PŚ w Falun.

 

SPRINTY

 

Majdić – startowała w 11 z 12 sprintów w tym sezonie (nie pojechała tylko do Vancouver). Osiem razy wygrała, raz była druga, raz trzecia i raz siódma (31 stycznia w Rybińsku). Zdobyła 875 punktów czyli średnio 79,54 na bieg. Zapewniła już sobie małą Kryształową Kulę PŚ za sprinty.

 

Kowalczyk – biegła w 11 sprintach (opuściła tylko grudniowy start po ulicach Duesseldorfu). Raz była druga, dwa razy trzecia, raz piąta, dwukrotnie siódma, raz dziesiąta i dwa razy jedenasta. Poza tym 21. i 26. Zdobyła 404 punkty (średnio 36,72 na start) i jest czwarta w klasyfikacji generalnej sprintu.

 

OGÓŁEM

 

Majdić – 24 starty (na 28). Dziewięć zwycięstw plus pięć miejsc na niższych stopniach podium. 1617 punktów

 

Kowalczyk – 26 startów. Cztery wygrane plus sześć miejsc na niższych stopniach podium. 1502 punkty.

 

Trzeba pamiętać, że podczas Tour de Ski punkty przyznawane są według innych zasad niż zwyczajowo. Za wygranie pojedynczego biegu jest 50 pkt., za zwycięstwo w TdS – dodatkowe 400. W TdS Majdić była trzecia, Kowalczyk czwarta.

 

O 12.30 prolog finału PŚ w Falun – bieg na 2,5 km. Polka startuje ósma od końca, Majdić – jako ostatnia.

 
11:58, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 marca 2009

Aż 716 dni czekał Orzeł z Wisły, by wrócić na podium Pucharu Świata. Uczynił to w wielkim stylu, awansując z 12. na trzecie miejsce. O skoku z drugiej serii na 127 metr powiedział, że był mistrzowski, jak za najlepszych czasów.

Takanobu Okabe, na swoje piąte zwycięstwo w PŚ czekał… 11 (jedenaście) lat! Poprzednio wygrał w norweskim Vikersund 1 marca 1998 roku. Ciekawostka – Robert Mateja był w tamtym konkursie ósmy, a Małysz – 55.

Okabe został we wtorek najstarszym skoczkiem, który wygrał zawody PŚ. 10 marca 2008 roku ma (miał, dla tych co przeczytają w środę i później) dokładnie 38 lat, cztery miesiące i 12 dni!

Poprzednim najstarszym skoczkiem, który triumfował w PŚ był inny Japończyk – Noriaki Kasai. 28 lutego 2004 roku miał 31 lat, osiem miesięcy i 22 dni.

I jeszcze jedno: to 75. podium Adama w PŚ. Legenda skoków, Fin Matti Nykaennen ma o jedno „pudło” więcej. A wracający w następnym sezonie do PŚ Janne Ahonen – 105.

 

PS. Statystyki ze strony skokinarciarskie.pl

22:09, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 02 marca 2009

Odpaliło i to w najważniejszym momencie sezonu - cieszył się po sobotniej dekoracji w Libercu Łukasz Kruczek. Trzech trenowanych przez niego zawodników i Adam Małysz (trener Hannu Lepistoe) odebrało właśnie kryształy za czwarte miejsce w konkursie drużynowym mistrzostw świata.

 

Tak dobrze, w najważniejszej imprezie rangi światowej, nie było nigdy. Kruczek jest pierwszym trenerem, któremu udało się coś, co dla poprzedników było nieosiągalne. Po raz pierwszy na tak ważnej imprezie trzech zawodników (Małysza z tej klasyfikacji wyłączam, on od lat był ponadprzeciętny, choć akurat w Libercu skakał ledwie przyzwoicie, a konkurs i 22. lokatę na normalnej skoczni wprost nazwał „porażką”) skoczyło na miarę swoich możliwości i umiejętności. A nawet lepiej. Skoki Stefana Huli były wręcz rewelacyjne.

 

Polscy skoczkowie byli o krok od medalu, ale nie dlatego, że wykorzystali słabość innych. Tylko, jak ładnie zauważyli koledzy z „Supergiganta” sami sobie to czwarte miejsce wywalczyli. Jako jedyni, oprócz Austriaków, mieli wszystkie osiem prób powyżej 120 metra!

 

Nie wiadomo, ile w tym przypadku, że akurat w Libercu trenowani przez Kruczka skoczkowie osiągnęli wysoką formę. Pewnie niewiele, bo na treningach również nie zawodzili, a ich skoki były bardzo przyzwoite i powtarzalnie równe. Doszło nawet do tego, że przed konkursem na dużej skoczni do ostatniej próby nie było wiadomo, których czterech (z sześciu) zawodników wybierze trener.

 

Łukasz Kruczek, wynikami w Libercu (czwarte miejsce Kamila Stocha na normalnej skoczni, czwarte w drużynie) zdecydowanie obronił swoją pozycję i spełnił to, co obiecał. - Przed sezonem mówiłem, że w Libercu jeden z zawodników będzie walczył o medal indywidualny. I naprawdę wcale nie miałem na myśli Adama - uśmiechał się trener w ubiegłym tygodniu.

 

Jego na wierzchu, a na olimpiadzie może być jeszcze lepiej. Możliwości ci skoczkowie mają, pewnie nigdy nie będzie takiego błysku jak u Małysza za najlepszych lat. Niech ustabilizują formę, skaczą równo i wyłącznie na miarę możliwości (koniec pierwszej, środek drugiej albo trzeciej dziesiątki). A ich lider, Adam Małysz, chce się odrodzić właśnie na starty w Vancouver.

 

- Mam dwa marzenia: złoty medal na olimpiadzie i sukces w drużynie - mówił kiedyś. Po tym, co wydarzyło się w Libercu, nie wiadomo, które jest bliżej spełnienia. A może i oba?

 W każdym razie w Libercu polska drużyna skoczków przestała wreszcie składać się z Małysza i trzech dowolnie wybranych „nielotów”.
16:02, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »
sobota, 28 lutego 2009

To, co polska biegaczka zrobiła na ostatnim kilometrze biegu na 30 km przejdzie do historii. Umordowane ponad godzinną harówką na trasie w Libercu zawodniczki miały do pokonania przedostatnie, strome i długie wzniesienie. Biegło ich aż osiem.

Polka nie czekała na nic, ruszyła. Wyglądało, jakby pod nartami odpaliła silnik odrzutowy i błyskawicznie uciekła rywalkom. Na kilkadziesiąt metrów, na kilkanaście sekund. Na metę wpadła sama, na ostatnich metrach nie obejrzała się ani razu.

Tak wygrywają wielcy sportowcy, wielcy mistrzowie.

PS. W poniedziałkowej „Gazecie Sport” pasjonująca opowieść Złotej Justyny o drodze do tych medali i chwil szczęścia.

14:53, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 lutego 2009
Szanse na powtórzenie wyników z kwalifikacji (licząc wszystkich Kamil Stoch był piąty, Adam Małysz siódmy, a Rafał Śliź dziewiąty) były zerowe. Ale oczekiwania wzrosły. 

Można było oczekiwać równych, dobrych skoków. Na miarę możliwości i talentu. Łukasz Rutkowski i Śliż zepsuli sakramencko.

Śliż dopiero za trzecim razem dostał pozwolenie na skok w pierwszej serii – wcześniej, dwukrotnie, schodził z belki z powodu zbyt silnego wiatru. No i go „ugotowali”. Nie wytrzymał psychicznie, choć ma 26 lat i w hierarchii starszeństwa ustępuje jedynie Małyszowi.

 

Kiedy wreszcie skoczył, żal było patrzeć. 96 metrów dało mu ostatnie miejsce – jako jedyny nie przekroczył 100 m.

 

Stoch zawiódł w pierwszej serii siebie i kibiców, którym dał nadzieję czwartym miejscem na skoczni normalnej w ubiegłą sobotę. W żadnym z treningów dystans między nim, a liderem nie był tak duży, jak w piątek (14 metrów, 27,7 punktów). Regularnie był w pierwszej dziesiątce, teraz po pierwszej jest 24.

 

Małysz cały, już drugi z kolei, sezon ma z głowy. On sam cudów od siebie w Libercu nie oczekiwał. Miał nadzieję, ale to niej potrzeba jeszcze odrobinę więcej formy. A tej brak.

 

Trudno za wszystkie niepowodzenia winić tylko wiatr. Polacy okazali się, niestety, mistrzami treningów. Kiedy doszło do skakania o mistrzostwo świata na dużej skoczni stanowili tylko tło dla innych.

Rehabilitacją może być sobotni konkurs drużynowy. Tylko, czy stać ich będzie na osiem dobrych skoków? Na treningach - owszem, było...

17:17, robert_blonski1973
Link Komentarze (1) »

Stoch drugi, Małysz czwarty, Śliż szósty.

 

To nie są wyniki mistrzostw Polski, tylko kwalifikacji do piątkowego konkursu na dużej skoczni w Libercu.

 

Wygrał Japończyk Noriaki Kasai (128,5 m). Stoch i Śliż skoczyli po 123,5 m, Małysz o pół metra mniej.

 

Po nich skakali najlepsi zawodnicy świata (z tej samej belki). Dalej lądowali tylko Austriacy Thomas Morgenstern (126), mistrz świata z normalnej skoczni Wolfgang Loitzl (131) i Gregor Schlierenzauer (125,5). Szwajcar Simon Ammann jako jedyny z czołowej dziesiątki świata nie skakał.

 

Mówienie o medalach nie ma sensu, ale to może być jeden z niewielu konkursów w ostatnich latach, w których Polacy nie muszą być wyłącznie tłem dla najlepszych.

 

W każdym razie kibiców mogą czekać emocje, na jakie wcześniej nie liczyli. I sensacje?

Acha, w sobotę o 16 konkurs drużynowy... O 13, na 30 km biegnie Justyna Kowalczyk.

15:35, robert_blonski1973
Link Dodaj komentarz »